film,  piątka

5 dobrych filmów postapokaliptycznych

Nie chce być niegrzeczna, ale wiecie, że te pogłoski o końcu świata to wynik paniki pomnożony przez ilość 20 milinów użytkowników Internetu w Polsce? Wirus na pewno nas wszystkich nie wybije. A jeśli się mylę, to wybaczcie mi proszę, nie wiem już co pisze. Natomiast w tych filmach wszyscy wiedzieli jak to się skończy/ potoczy i z czym trzeba i jak walczyć. Tam świat się albo kończył albo trzeba go było zbudować na nowo. Jeśli nie widzieliście, to to jest pewnie dobry czas by zapoznać się bliżej z tematem. Ale raczej nie traktować go zbyt poważnie.

2012 (2009)

Bardzo dużo się mówiło o tym, że świat skończy się w 2012 roku. Bo właśnie ten rok był ostatni w kalendarzu Majów, ale nikt nie pomyślał o tym, że po prostu stwierdzili, że nie chce im się dalej tego kalendarza robić. Wrócą do tego kiedy indziej. A my dorobiliśmy sobie do tego miliony teorii o końcu świata i z zapartym tchem odliczaliśmy w Sylwestra do północy. Niektórzy nawet zamykali oczy. Wykorzystali to twórcy filmów i w 2009 roku dali nam pełne emocji widowisko o tym jak świat może się skończyć za 3 lata. Naszpikowany efektami specjalnymi „2012” to majstersztyk w swojej klasie produkcji o totalnym rozwaleniu Ziemi, dzięki zaawansowanej technologii, która go stworzyła. Roland Emmerich może nie wymyślił niesamowicie wciągającej fabuły. Świat został zbudowany na potwierdzonych teoriach o końcu świata. Wszyscy od lat wiedzieli, że właśnie wtedy wszystkie płyty tektoniczne zaczną się obsuwać i nic nie będą w stanie z tym zrobić. Jeden z ludzi – John – próbuje jednak walczyć z tym końcem i chce uratować swoją rodzinę. Tylko gdzie ma się schować?

Jestem legendą (2007)

Film, który ze wszystkich zrobił na mnie największe wrażenie. Praca Francisa Lawrence została doceniona także licznymi nominacjami. „Jestem legendą” przedstawia losy naukowca Roberta Nevilla, który jako nieliczny uchował się na pochłoniętej wirusem Ziemi i uratować ludzkość poprzez odkrycie szczepionki na zaistniałą mutację. Zmienia ona ludzi w bardzo agresywne, prawie zombiakowe stworzenia, które boją się światła i hałasu. Akcja filmu dzieje się w Nowym Jorku, całkowicie opustoszałym. Reżyser ciągle gra nam na emocjach – ciszą. Nie ma tam za wiele tekstu, który mógłby przyćmić całość, ale jest pełna gama emocji, które podczas niego odczuwamy. Strach, litość, empatia, wzruszenie. Ten film doprowadza mnie do łeż za każdym razem! Ostatnio nawet zażartowałam sobie, że gdy już nie będzie w sklepach jedzenia staniemy się właśnie takimi zwierzakami jak te potwory w tym filmie, a jedynym normalnym człowiekiem będzie Will Smith. Oczywiście, miało to być śmiesznie.

Ostatnia miłość na Ziemi (2011)

Melodramatyczne kino sci-fi nie kojarzy się nikomu dobrze. Jest to zabójcze połączenie w szczególności dla tych, którzy nie lubią się w żadnym z gatunków. Jednak „Ostatnia miłość na Ziemi” jest raczej filmem sci-fi niż melodramatycznym. Znajdujemy się w niedalekiej przyszłości, w której ludzkość atakuje szereg dziwnych pandemii. Najpierw tracą zmysł węchu, a potem poprzez jakieś dziwne wybuchy agresji, zmysł smaku. W tym samym momencie spotykają się – zdolny szef kuchni w osobie Evana McGregora i chemiczka, która walczy z pandemią – Eva Green. Wspólnie będą uczyć się zasad nowego świata i obserwować jak ludzie tracą zmysły, dosłownie. Mimo tych trudów, pokazują, że inne zmysły zostają wyostrzone. Zamiast zachwycać się smakiem, ludzie chodzą do restauracji by sobie zamówić ładne jedzenie (i zrobić mu zdjęcie, wiadomo). Mimo, że film zdaje się być dobrze poprowadzony i dający optymistyczne przesłanie, to niestety lekko nudzi. Ale serio: wirus, nudny? Nigdy!

Terminator (1987)

Arnold Schwarzeneger w latach 80 XX nie próżnował. Jego „Terminator” to klasyka gatunku, podana może nie do końca w najlepszym papierku, ale jak na tamte czasy, jest całkiem nieźle. Mamy rok 2029, Ziemią rządzą roboty, a rasa ludzka musiała zejść do podziemi. Chcą zbuntować się faszystowskim maszynom i odzyskać swój dom. Maszyny wysyłają w tym celu wysłannika – wielkiego i potężnego Terminatora – do 1984 roku, by zabił matkę przewodniczącego człowieczej rewolucji Sarę Connor. W ślad za nim rusza również człowiek Kyle Reese, który ma za zadanie ochronić kobietę. Mało wówczas znany James Cameron podejmuje się nakręcenia filmu i robi to z bardzo dużą dozą smaku. Obraz wyszedł bardzo zacnie, jak na tamte ówczesne dostępne efekty specjalne i sposoby tworzenia zupełnie innego obrazu Ziemi. Dokładnie też dzięki temu filmowi świat poznał Arnolda Schwarzenegera i o dziwo, go pokochał! Niegdyś film wywoływał zachwyt milionów osób, dzisiaj niestety biją po oczach gumowe wstawki i charakteryzacje niczym z horrorów klasy B. Ale w ramach nostalgii, zawsze można sobie go odświeżyć.

Seksmisja (1983)

Nigdy nie myśleliście o „Seksmisji” jako o filmie postapokaliptycznym? Przecież w 1991 zamrażają dwóch gości, a oni się budzą w świecie bez mężczyzn, bo Ci przez jakiegoś dziwnego wirusa wyginęli. Planetą zarządzają same babki, które w końcu w 2044 roku budzą do życia dwóch skostniałych gamoni. I tak też rodzi się chaos, któremu winni są przedstawiciele męskiej „rasy”. Dokładnie dzięki temu filmowi poznaliśmy kunszt Juliusza Machulskiego. I jestem pewna, że w tych czasach ten sam rodzaj żartu, feminizmu i szowinizmu by totalnie nie przeszedł, to w 1983 roku był na fali. Ale mimo upływu tylu lat, scenariusz nadal zachwyca każdego, kto obejrzy film pierwszy raz. On po prostu nie jest w stanie się zestarzeć. Jego karykaturalna i wręcz uniwersalna wizja apokaliptycznej przyszłości ucieszy każdego. Nadal figuruje na IMDB jako jeden z najlepszych filmów sci-fi, niezmiennie od wielu wielu lat. Fakt, może realizacja nie jest już na najlepszym poziomie, ale wszystkie rozwiązania fabularne, dialogi, inteligenty humor, aktorstwo, zdjęcia, scenografia i charakteryzacja wyprzedziły własne czasy o dziesięciolecia! Jeśli nie widzieliście, to jest to najlepszy moment by nadrobić tą zaległość. Koniecznie!

Źródło zdjęć: filmweb.pl, api.culture.pl