piątka,  serial

5 dobrych polskich seriali

Zbierałam się ponad rok, żeby w końcu wydobyć z siebie ten wpis. I chociaż, pewnie powiecie, że jest on nieobiektywny i niezgodny z prawdą, to znalezienie tej złotej polskiej piątki sprawiło mi nie lada przyjemność. Otóż, polskie seriale nie mają dobrej sławy na rynku. Są z grubsza robione na bardzo małych budżetach albo po prostu, po łebkach. Nic się w nich nie klei, a aktorzy grają sztywno i bez polotu. Nie ma w nich co oglądać, oprócz romansów, tragedii czy ludzkich dramatów. Większość z nich przecież ciągnie się od 15 lat, a fabuła wcale już nas nie zaskakuje. Bo to samo życie. Ale istnieją polskie produkcje, które warte są naszej uwagi. A nawet dosięgają do pięt tym amerykańskim. Zaskoczeni? A no będziecie.

1.Pod powierzchnią (2018)

Pisałam o tym serialu w moim zestawieniu rocznym, jako mój serialowy ulubieniec z polskiego podwórka. I zdania jak na razie nie zmieniłam. Wśród „Ślepnąć od świateł”, który dla mnie był zbyt mroczny i zbyt pokręcony czy „1983”, TVN-owi ta opowieść wyszła bardzo dobrze. W tym tygodniu witamy drugi sezon, więc nic tylko nadrabiać pierwszy. A w skrócie: Magda Boczarska zagrała w nim udręczoną przez Bartłomieja Tope żonę. Ten zdradza ją z małolatą i ukrywa to w bardzo ciekawy sposób. Jest mrocznie i tajemniczo, jest ciemno, głucho i jest noc. Czyli cudnie!

2. Prawo Agaty (2012-2015)

Serial zakończył się oficjalnie w 2015 roku, po 7 sezonach, ale prawie każdy z nich był wart obejrzenia. W roli zatroskanej, zadłużonej i zostawionej na pastwę losu prawniczki Agaty – Agnieszka Dygant, która w roli była na prawdę niezrównana! Mogłabym śmiało ją porównać do „Żony idealnej” z ostatnich sezonów czy sequela „Sprawy idealnej”. Serial TVN’u stoi na prawdę wysoko pod względem merytorycznym, fabularnym czy produkcyjnym – był przez lata moim ulubionym. Oglądałam zawsze tydzień w tydzień i zaciskałam zęby. Może czasami brakowało mu piątej czy dziesiątej klepki. Sztucznie go przeciągano dodając Agacie nowych zmartwień, zmarszczek i nowych złych charakterów do pokonania, ale zawsze dawała sobie radę. A te wszystkie kostiumy czy mieszkanie na Placu Zbawiksa z tęczą są do dzisiaj kultowe.

3. 13 posterunek (1997-2000)

Serial, który na pewno każdy pamięta. Teatralny, zawsze śmieszny pierwszy polski sitcom z Cezarym Pazurą. Dzięki temu serialowi Czarek mógł sobie kupić nawet mieszkanie w Warszawie! Ale do brzegu. Prześmieszne, luzackie losy jednego z warszawskich posterunków na Pradze. Tam, działo się wszystko i w sumie to też… nic! Ale było dobre, bo nawet po ponad 20 latach nadal śmieszy do łez, a to ważne. Ma coś w sobie z amerykańskich „Przyjaciół”, ale że odgrywał się tylko w jednym miejscu, był szczególnie polski. Nie zaskoczy Cię w nim fabuła, bo tą można oglądać nawet od końca. Jednak to co w nim na pewno wyjątkowe – to dobra energia. Tak, ja to całkiem serio napisałam.

4. Belfer (2018)

Produkcja Canal+ wstrząsnęła pół Polski w krótkim czasie. Dosłownie, wszyscy siedzieli przed ekranami i śledzili losy nauczyciela Pawła Zawadzkiego w małej miejscowości Doborowice. Otóż zabito tam jedną z uczennic, a Paweł podjął się śledztwa na własną rękę i odkrywał przed nami prawdę. W tak małym miasteczku jest to trudne, w szczególności dla kogoś takiego jak on – belfra – ze stolicy. Za sterami scenariuszowi pierwszy raz siadł Jakub Żulczyk wspierany przez Monikę Powalisz, i muszę przyznać, że oboje poradzili sobie świetnie, jak na debiut. Wszystko tam klei się idealnie. Obraz jest mroczny, ciemny i na każdej klatce, przy każdej sekundzie wyczuwa się tajemniczą atmosferę. Bardzo łatwo popaść przy tym serialu w obsesje, co na pewno będzie niezłą gratką dla wszystkich fanów Agathy Christie czy po prostu dobrych kryminałów. Reżyserował serial Łukasz Polkowski, Pan od filmu „Bogowie”. W obsadzie: niezastąpiony Maciej Stuhry, Magda Cielecka, Grzegorz Damięcki czy Paweł Królikowski. Mnie wciągnęło na tyle, by stracić pół dnia na domysły i rozpisywanie całej tablicy powiązań między mieszkańcami miasteczka. A to już dużo.

5. Wataha (2014)

W Bieszczadach dochodzi do wybuchu, w którym ginie większość ekipy ze Straży Granicznej. Tragedie udaje się przeżyć tylko jednemu strażnikowi – Wiktorowi Rebrowowi. W okół wybuchu wszczęte zostaje śledztwo, które prowadzi młoda Pani prokurator z Przemyśla. Niestety wszystkie dowody wskazują na to, że to ocalały spowodował wybuch, więc postanawia on szukać winowajców na własną rękę, co chwilę odkrywając nowe fakty i dowiadując się prawd, których wcale nie miał się dowiedzieć. W końcu wychodzi na to, że padł ofiarą intrygi przygotowanej przez własnych kolegów związanych z mafią. Rebrow ucieka więc w Bieszczady, gdzie musi się ukrywać przed policją. W drugim sezonie walczy z naturą. A to właśnie natura zapiera dech w piersiach w tym serialu! Te wszystkie plenery osadzone w Bieszczadach były na pewno najtrudniejsze do nakręcenie, ale było warto! Kto by się spodziewał, że Polska posiada tyle pięknych krain, w których można takie cudowne rzeczy zobaczyć i nakręcić. Na stołku reżyserskim zasiadł Michał Gazda, który z produkcją (wraz z HBO) poradził sobie świetnie. Może nie mamy do czynienia z milionowym budżetem, który pozwolił by im na wszystko, ale na pewno zostało to zrobione z sercem! Fabuła i wszystkie kreacje aktorskie – w szczególności Leszek Lichota – zrobiły ten serial wystarczająco.

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *