film,  piątka

5 najbardziej wzruszających filmów

To potwierdzone naukowo – listopad to najbardziej depresyjny miesiąc w całym roku. Najwięcej ludzi popełnia podczas niego samobójstwa, morderstwa i rzezie. Wszystkie najgorsze rzeczy jakie mają Was spotkać to na pewno spotkają Was w listopadzie. Dla mnie ten miesiąc mógłby nie istnieć, nigdy nie pamiętam co się w nim działo. Dlatego specjalnie dla Was stworzyłam listę najbardziej listopadowych filmów. Tych, na których ja – najbardziej zimna i zdystansowana osoba – płacze jak dziecko.

1. Marley i ja (2008)

Mogłoby się wydawać, że to bardzo prosta komedia obyczajowa. Para – Johnny i Jennifer – nie chcąc jeszcze mieć dziecka, kupują sobie psa. Bardzo wesoły labrador od razu skrada ich serce (i wszystkim widzom). Film toczy się praktycznie przez całe życie psa, aż do jego śmierci. I w tym cały szkopuł. Niby komedia, ale ostatnie sceny wyciskają z Was ostatni sok jak wyciskarka do pomarańczy. Nawet rak całej rodziny, ludobójstwo nie rozczuliłyby mnie bardziej niż właśnie ten moment, gdy on wydaje z siebie ducha, właściciele wraz z dziećmi płaczą, pada deszcz, jest ciemno, a ja przed ekranem trzymam się kurczowo poduszki do której właśnie płaczę.

2. Mała księżniczka (1995)

Pierwszy raz obejrzałam ten film jak miałam jakieś 11 lat. Puszczano go zawsze na święta Wielkanocne, przy wielkiej Niedzieli. Moja rodzina nie omieszkała włączyć wtedy telewizor i dumnie go oglądać. Film opowiada historie dziewczynki, która wraz z ojcem – biznesmenem – przeprowadza się z Indii do rodzimej Anglii, a tam zamieszkuje w najlepszej szkole z internatem dla dziewcząt. Jej ojciec wyjeżdża w podróż, w której zdarza mu się tragiczny wypadek – traci pamięć i niby umiera. Dziewczynka – zostaje na papierze osierocona, więc z pięknego pokoju przenosi się na strych i musi odpracowywać czynsz. Okazuje się, że jej ojciec żyje, a pewna dobra dusza sprowadza go jak najbliżej dziewczynki – tuż obok szkoły. Jednak ten, swojej córki nie poznaje. A ja robię się cała czerwona, moje serce topi się, lekko, raz za razem odbierając mi krzty godności, a z moich oczu leje się wodospad przykrości. Fajnie być empatą, nie? Fajnie.

3. Wielkie nadzieje (1998)

Lata 90 to był świetny wiek dla całego kina – powstały wtedy najbardziej kultowe produkcje, które mimo upływu czasu nadal bawią i doprowadzają nas do wielkich łzawień. „Wielkie nadzieje” to najpiękniejsza z adaptacji powieści Dickensa. Jest historią miłości Finna i Estelli. Chłopak, pochodzący z biednej, robotniczej rodziny zaczyna w młodości przyjaźnić się z córką arystokratów – Estellą, mieszkającą ze starą, ale bogatą ciotką. Bardzo często ich odwiedza, bawi się z dziewczynką, a po latach – totalnie się w niej zakochuje. Estella jednak wychowywana jest tak by nie tyle popadać w męskie ramiona bez celowo, ale uwodzić i to najbardziej zmysłowo jak się da. Drogi zakochanych rozchodzą się, aż w końcu spotykają w Nowym Jorku, w momencie gdy Finn jest bardzo znanym, bogatym malarzem. Ich miłość dostaje drugą szansę. Wszystkie te sceny miłosne – wielkie gesty – sprawiają, że gardło mi się zaciska, a łzy same spływają po policzkach. Niesamowity Ethan Hawke ma w sobie wszystko to, co trzeba by odegrać tę postać, a wraz z Gwyneth Paltrow tworzą elektryzujące połączenie.

4. Chłopiec w pasiastej piżamie (2008)

Uważam, że ten co napisał scenariusz tego filmu – Mark Herman – powinien dostać bardzo duży łomot za to ile ludzi doprowadził do łez. W tym mnie – a ja bardzo rzadko płaczę na filmach, bo zdaje sobie sprawę z tego jak ktoś chce wykorzystać moje uczucia, i przez to namówić mnie bym dała mu wyższą ocenę na Filmwebie. Historia jest dosyć prosta: II wojna światowa, czas kiedy na dobre się rozkręciła, ale szala jest nadal po stronie Niemców. Rodzina pewnego SS-mana przeprowadza się do domu znajdującego się w okolicach obozu koncentracyjnego. Jego syn, pewnego dnia buszując w ogrodzie, znajduje drogę, która prowadzi pod granice tego obozu. Tam spotyka żydowskiego chłopca w pasiastej piżamie, z którym się zaprzyjaźnia i zaczyna go często odwiedzać. Ale na tym cała maniana się nie kończy. Tym razem jednak scenę, która doprowadziła moje serce, dusze i ciało do krawędzi, zachowam dla siebie. Musicie zobaczyć to sami.

5. Lion. Droga do domu (2017)

Cudowne zdjęcia, przepiękne plenery i fabuła z życia wzięta. To jest idealny przepis na… mój skowyt! Pięcioletni chłopiec gubi się na ulicach Kalkuty. Zostaje adoptowany przez amerykańską rodzinę i wychowany w Stanach. Jednak po 25 latach postanawia odnaleźć swoją biologiczną rodzinę i wyrusza w pełną inspiracji podróż po swojej pamięci, po Indiach i po życiu, które mógł wieść. Niezwykle wzruszająca jest cała opowieść. Zdarzyło mi się płakać na więcej niż jednym momencie (!). Połączenie pięknych Indyjskich historii z tą całą nostalgią za biologiczną rodziną jest jak bomba biologiczna, którą widziałam jak wybuchała w kinie – bo wywoływała masowy atak płaczu. Idealny do listopadowej poduszki.

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *