film,  piątka

5 najlepszych bajek Disneya

Nie miałam nigdy takiej ochotę na jakąś dobrą bajkę, jak w ostatni weekend! Zmęczona, poturbowana przez alkohol jeszcze płynący w moich żyłach stwierdziłam, ze nie mam ochoty na kolejne „Gwiezdne Wojny” czy „Bonda”. Przypomniało mi się natomiast o „Krainie Lodu”. Wszyscy strasznie to polecali! A ja wieki nie oglądałam żadnej bajki dla dzieci. Więc odpalając historie Elsy i Anny przypomniało mi się wszystko to, co sama oglądałam za dzieciaka. Jak zdzierałam kasety, które trzeba było kupować od nowa. Jak jeździłam do wypożyczalni po nowe bajki, a na wiele okazji dostawałam nowe kasety, z nowymi bajkami. Zapytałam też Was, o Wasze typy. Więc zapraszam na subiektywne zestawienie najlepszych bajek Disneya.

Mulan (1998)

Kasetę dostałam na jedne pamiętne Święta Bożego Narodzenia. Cudowne były, nie zapomnę ich nigdy. Jednakże, bajka, dla 6-letniej mnie była objawieniem! Główna bohaterka Mulan przebiera się za faceta i wyrusza na wojnę. Historia jest adaptacją starej chińskiej legendy. Głosu Shangowi w chińskiej wersji udzielił sam Jackie Chan! Mało było także wtedy bajek, które ukazywały siłę kobiet. Nie to co teraz. Ja, małe dziecko, byłam zachwycona nowych charakterem i sposobem ukazania Mulan jako silnej wojowniczki, a nie proszącej o ratunek, małej dziewczynki-księżniczki. Nie chciałam być nigdy księżniczką, nie próbowałam się ubierać na różowo ani chodzić w koronie. Chciałam mieć miecz! W taki też sposób „Mulan” obejrzałam pewnie ze 100 razy, psując kasetę w magnetowidzie. 

Herkules (1997)

Gdzieś na początku nowego tysiąclecia, gdy poszłam do wyższej klasy w podstawówce przerabialiśmy na polskim „Mitologie grecką”. Zafascynowałam się tematem na tyle, że przeczytałam całą książkę Pasikowskiego i próbowałam obejrzeć każdy o tym film. Ciekawa byłam tych wszyskich bogów, herosów i historii, które nie mieściły mi się w głowie. Była to jedna z pierwszych lektur, które przeczytałam z własnej woli. Miałam może z 10 lat. „Herkulesa” natomiast oglądałam znacznie wcześniej, ale dopiero w tym okresie nabrał on większego znaczenia. Chłopak-cud, połączenie boga i herosa, syn Zeusa i Hery zostaje skradziony z Olimpu i sprowadzony na Ziemie. Wszystko przez Hadesa, któremu wyrocznie powiedziały, że to właśnie dorosły Herkules go pokona. Oczywiście animacja Disneya nie ma nic wspólnego z mitologią grecką ani z tym konkretnym mitem o dzieciach Zeusa. Ba! Jest drastycznie od niego odklejona. Ale bawi do łez! Ten lekki musical to może nie najlepsza produkcja, ale łatwo się do niej przywiązać. Do dzisiaj podśpiewuje sobie „Ani Słowa” Natalii Kukulskiej w polskiej wersji językowej. I serce mi topnieje, gdy Herkules wyciąga duszę Meg z Hadesu. Serio!

Obejrzycie na HBO Go.

Król Lew (1994)

Kultowa i ponadczasowa. Pojawiała się w Waszych odpowiedziach na Instagramie wielokrotnie! Tak, to „Król Lew” podbił nasze dziecięce serca w 1994 roku. Palec pod budkę, kto nie uronił na nim chociażby jednej łzy! Ja miałam wtedy dwa lata, więc bajkę obejrzałam dopiero pewnie parę lat później, ale wracałam do niej milion razy. A potem do drugiej części, do trzeciej części i też do tej części tylko z Timonem i Pumbą. Studio Disneya zrobił sobie z „Króla Lwa” prawdziwą maszynkę do zarabiania pieniędzy i studio zbierało z jego fenomenu ile mogło. Nawet idąc co raz większą nostalgią w społeczeństwie, zrobiono wersję live action, z animacją w CGI (recenzje macie tutaj). Nie było to już to samo, ale na pewno cieszyło moje oko. Oczywiście, fabuły streszczać Wam nie będę, wszyscy ją dobrze znamy. Ten film musiał tu być, po prostu. 

Gdzie jest Nemo? (2003)

Byłam na tym w kinie! I to nawet z klasą, w ramach dni, w które chodziliśmy sobie na jakieś filmy typowo rozrywkowo. Nasza Pani wychowawczyni chciała po prostu byśmy polubili się z kulturą – więc nie raz byliśmy w kinie (czy na tym czy na Harrym Potterze) i też w teatrze. I był to świetny pomysł, bo dzieci miały okazję z kolegami pójść na popcorn i powydruniać się, gdy film im się nie podobał. Ale zawsze się im podobał. Z „Gdzie jest Nemo” nie było inaczej. Historia zaginionej rybki – Nemo – który przypadkiem został wyłowiony z rafy koralowej chwyciła nas za serca. Pamiętam – jak przez mgłę – tę ciszę, która zapanowała nagle na sali. Rybka w jednej chwili znajduje się w oceanie, a w drugiej w akwarium gabinetu dentystycznego. W poszukiwania rusza  ojciec Nemo – Merlin wraz z zapominalską Dory. Cała animacja została nagrodzona Oskarem, co wcale mnie nie dziwi, to cudowny film! I najlepsze jest to, że potrafi doprowadzić do łez także dorosłych. 

Śpiąca Królewna (1959)

Najbardziej z całej tej bajki Disneya, moje 6-letnie ja, uwielbiało Diabolinę! Przerażająca królowa z magicznymi mocami ujęła mnie bezpośredniością, odwagą i ilością jadu. Może też dlatego, że miała moc i siłę, której wszyscy się bali? Była odmieńcem, którym wszyscy czasami się czujemy. Uradowałam się bardzo, gdy me oczy ujrzały dwie części poświęcone Maleficent (grana przez Angelinę Jolie). Przy niej Królewna, którą z obawy przed atakiem Diaboliny i jej klątwy zamknięto w wieży, wydawała się zbyt niewinna i potrzebująca ratunku. A ja nie lubiłam ofiar losu. Animacja Disneya opowiadająca o losach zatrutego kołowrotka była przełomowa i korzystała z nowoczesnej technologii, dlatego jeszcze dzisiaj wydaje nam się całkiem na czasie. Trudno więc nam odmówić tej bajce uroku! 

Niedługo wszystko obejrzycie na Disney+.