film,  piątka

5 najlepszych romansów lat 90′

Urodzona w roku 1992, nie pamiętam zbytnio jak wyglądały lata 90, takie prawdziwe. Nie te, które widzimy we wszystkich amerykańskich serialach, a te, które wydarzyły się w Polsce. Mogę jedynie domniemywać, patrząc na „Killera” czy „Chłopaki nie płaczą”. Ostatnio postanowiłam do nich wszystkich wrócić i zgłębić ich istotę. Zachłysnęłam się wszystkimi filmami, których jeszcze nie widziałam wyprodukowanymi w latach 90. Mają w sobie jakąś taką naiwność, magię. Wtedy można było pokazać wszystko – bawić się trendami, konwencjami, tym nieznanym. Trzeba było się namęczyć by kunszt filmowy i produkcja mogła coś udać, dlatego większość komedii jest zbudowana na prawdziwych problemach, a nie udawanych i mało wiarygodnych akcjach. Albo ktoś kombinował – by przykuć uwagę widza na dłużej, zamieniał fikcyjną postać w człowieka, a w domyśle dorabiał mu rogi. W latach 90 – nawet bez zaawansowanej technologii – wszystko było możliwe. Na dole przed Wami zestawienie romansów, których mogliście nie oglądać, bo ktoś o nich kompletnie zapomniał, ale też są warte uwagi.

Joe Black (1998)

William Parrish jest cenionym właścicielem i Prezesem Parrish Communications (podejrzewam, że to była jakaś agencja marketingowa albo PR-owa). Nagle, odwiedza go śmierć w ludzkiej postaci Joe Blacka i prosi go by zapoznał go z tym jak płynie życie na Ziemi i na czym polega, jak to w ogóle jest być człowiekiem. W ciągu ponad 3 godzinnego seansu, który jest rozwleczony na maksa, śledzimy całą drogę Joe przez „życie”. Widzimy jak poznaje smaki, jak dowiaduje się o wielu rzeczach, które są dla ludzi codziennością oraz to jak się zakochuje. Piękna córka Williama również urzeczona jest tajemniczością i złożonością osobowości Joe i odwzajemnia jego uczucie. Film jest o tyle dobry, co i zły. Świetny Brad Pitt w roli Joe jest markotliwy, wolny, momentami nawet zimny, a jednocześnie bardzo uczuciowy i głęboki. Przeżył w sumie już tysiące lat, nie? Anthony Hopkins w roli Williama jest jego totalnym przeciwieństwem, co sprawia, że Panowie zrozumieli się i przekazali sobie odpowiedź na pytanie: czemu warto żyć. Przy okazji film jest strasznie wolny, rozciągnięty do granic możliwości, a proste sceny wydłużone. Momentami się przysypia, ale finał rekompensuje nam te wszystkie niedociągnięcia.

Obejrzycie na Netflixie.

Mój chłopak się żeni (1997)

Kwintesencja lat 90: Julia Roberts i Dermont Mulroney. Złota para tego dziesięciolecia wystąpiła w jednym wspólnym filmie i podbiła nim ówczesne Box Officy! Bardzo prosta komedia romantyczna: ona – niezależna kobieta, która stroni od prawdziwych uczuć i miłości i on – wiecznie zakochany w niej, wrażliwy chłopiec. Nagle Julianne dowiaduje się, że Micheal (jej najlepszy przyjaciel i podobno, ukochany) bierze ślub i ją na niego zaprasza. Dziewczyna wpada w szał i postanawia, że pojedzie na uroczystość by uzmysłowić mu, że to ona jest mu przeznaczona i w końcu jest gotowa na poważny związek. Bohaterom towarzyszy milion perypetii, jak i trochę wzruszeń. Wszyscy nieźle manipulują (Julia w szczególności) by zmienić bieg wydarzeń… ale nie udaje im się. Coś za co bardzo kocham lata 90 i niektóre tytuły: totalna szczerość. Nie ma tam miejsca na napompowane sceny, obściskiwanie czy nawet wielkie powroty. Te wielkie romanse, o których wszyscy mówią i wybaczenia, istnieją tam gdzie im najlepiej – w książkach, a nie na ekranach kin. Film jest lekki i przyjemny, cudownie patrzy się na Dermonta i Julie, wyglądają razem obłędnie! Dlaczego nie zagrali w jakiejś innej komedii, w której jednak do siebie wracają?

Obejrzycie na CDA.

Miłość ma dwie twarze (1996)

Rose jest samotną Panią profesor mieszkającą z matką. Charakterna, z pazurem i wysoką inteligencją myśli, że odstrasza od siebie wszystkich adoratorów. Jej siostra – klasyczna piękność wychodzi za jej największą (jak się zdaje) miłość. Henry jest profesorem matematyki. Ma jednak problem z byciem wiernym, seks jest jego najgorszym narkotykiem. Nie jest uzależniony, ale stwierdza, że pożądanie zabija zainteresowanie – takie prawdziwe – daną osobą. Wystawia w gazecie ogłoszenie, w którym pisze, że szuka „towarzyszki życia” a nie obiektu westchnień. Wygląd nie jest ważny. Gdy siostra Rose znajduje ogłoszenie, od razu wysyła odpowiedź do Henrego, po czym namawia siostrę na spotkanie. Okazuje się, że tych dwoje idealnie się dogadują i postanowili, że będą żyć w związku bez seksu… Nie na długo. Rose w końcu nie wytrzymuje, bo zakochuje się na poważnie w Henrym, ten jednak swoją teorię podtrzymuje, do czasu! W rolach głównych: Barbara Streisand oraz George Segal. Para jak z obrazka, jak się tak na nich patrzy. Barbara miała w trakcie kręcenia filmu około 43 lat, wyglądała natomiast a promienną 30-stkę! Film wzrusza i trzyma ciągle w napięciu. Nie nudziłam się w przy nim ani minuty. Zachwyciłam się Barbarą i chciała ją zobaczyć w innych produkcja, czeka na mnie stare „Star is born”. Tymczasem, to właśnie po tym filmie romanse zaczęły opływać w „wielkie gesty” i pocałunki na środkach ulicy. No, dobra, to jednak była wina „Casablanki”.

Obejrzycie na CDA.

Jak kochają czarownice (1997)

Młoda czarownica Morgane, by uchronić swojego syna przed siłami zła musi znaleźć śmiertelnika, który poświęci się by ratować życie chłopca – koniecznie urodzonego w ten sam dzień i o tej samej godzinie. Ciotki Morgane znajdują idealnych kandydatów, ale niestety zły mag eliminuje ich po kolei, a zostawia amerykańskiego wynalazcę Michela Firtha, który jest nieco sceptyczny co do tego pomysłu… Przewrotna, nowoczesna, zaskakująca komedia francuska! W rolach głównych: Vanessa Paradis, Jean Reno i Gill Belows. Na tamte czasy to było coś! Nagrać film o czarach, bez efektów komputerowych, jedynie wykorzystując dym! Sabrina z Netflixa napewno nie dała by sobie z tym rady, ale Morgane i Molok podołali idealnie zadaniu. Do tego mamy ten cudowny, francuski humor, który totalnie nas zachwyca w każdej scenie… A miłość? Historia miłosna jest tam iście szalona! Musicie zobaczyć ją sami.

Obejrzycie na CDA.

Masz wiadomość (1997)

Chyba największa klasyka, puszczana już tyle razy w telewizji, że pewnie nie ma człowieka na tej ziemi, który nie widział jak Meg Ryan i Tom Hanks poznają się w Internecie. To jest pierwsza taka komedia, która dotknęła tematu internetowych randek i wcale go nie hejtowała. Kathleen i Joe łączy jedno – książki. Każde z nich ma księgarnie, tylko że Joe ma ich wiele. Jest największym konkurentem dla takich małych sklepików z książkami, jaki ma Kathleen. Oficjalnie – są wrogami. Jednak przypadkowo, zaczynają ze sobą korespondować na mailach, nie znając swoich prawdziwych oblicz ani nazwisk. Podczas ich korespondencji rośnie ekscytacja, zaczyna się nić porozumienia a nawet rodzi się jakieś uczucie. Gdy jednak się spotykają, sprawy zaczynają się lekko komplikować… Innowacyjność tego tematu przerosła pewnie samych twórców, ale podbiła serca wszystkich tym, którzy byli zafascynowani mocą Internetu w tamtych czasach. Pamiętajcie – wtedy, dla nas dziwnym było korespondowanie z obcymi, więc mówienie o tym otwarcie zdawało się być jeszcze dziwniejsze. Jednak można powiedzieć, że to było początkiem procesu akceptacji tego trendu, który już na dobre wpisał się w kanony randkowania. Dzięki Meg i Tom!

Obejrzycie na CDA.

Źródło zdjęć: filmweb.pl