recenzja,  serial

[THE UMBRELLA ACADEMY] Nadprzyrodzona mikstura

Okazuje się, że nic nie sprzedaje się tak dobrze jak nadprzyrodzone historie. Kwestia leży w naszej psychice, która podczas oglądania filmu chce uciec jak najdalej od rzeczywistości. Dlatego największą oglądalność mają produkcje Marvela, DC, X-Menów, bajki, historie apokaliptyczne, z kosmitami, zombie i wampirami. Filmy dla małych i dużych. Ja pierwszy raz zakochałam się w nich oglądając na Cartoon Network serial o Power Rangers. A mój dziadek krzyczał z drugiego pokoju, żebym wyłączyła to gówno, bo mózg sobie zjaram. I miał trochę racji, mózg mam już zjarany, nic mnie tak nie cieszy jak dobra dawka nadprzyrodzonego obrazu, naszpikowanego efektami specjalnymi z ckliwym zakończeniem. Nowością na podwórku wyjątkowych seriali jest “The Umbrella Academy” kolegi Netflixa. Jak wypadła na tle komiksowych Uniwersum? 

Mamy 1 października 1989 roku. Tego samego dnia w dziwnych okolicznościach, 43 kobietom rodzą się dzieci. A ów kobiety nie były nawet wcześniej w ciąży.

Siedmioro dzieci z nich odnajduje wariat-miliarder, który postanawia stworzyć z nich nadprzyrodzoną rodzinę walczącą ze złem. Nazywa od “Numer Jeden” do “Numer Siedem” dzieci i tak tworzy Umbrella Academy, które już we wczesnych latach dzieciństwa zaczynają ratować świat. Dzieci są strasznie silne, gadają z duchami, mają wyjątkową siłę perswazji, rzucają zbyt celnie nożami czy umieją przenosić się w czasie. Widzimy ich prawie 20 lat później, gdy wszystkie postanowiły opuścić akademie i ruszyć w swoją stronę. Jednak ich losy ponownie się łączą podczas pogrzebu ich “ojca” Reginalda Hargreevsa. Okazuje się, że jego śmierć jest nielogiczna, a dociekliwe dzieciaki próbują odkryć tę tajemnicę. A przy okazji, podobno zbliża się apokalipsa.

Pisali o tym wszyscy, a ja muszę im przyznać rację. Serial fabularnie jest bardzo podobny do – X-Menów – tych pierwszy części. Grupa nadprzyrodzonych dorosłych, mimo wielu różnic między sobą, chce uratować świat przed zagładą. Łączy ich postać starego dziadka – zamiast typa na wózku – typ w grobie. Mamy także nawiązanie do postaci Phoenix (prawie tak jak Dark Phoenix), której mocy nie znamy do końca, a ona sama nie potrafi jej kontrolować. Ją też w jakiś sposób trzeba ratować. Nie znalazłam tam niczego ciekawego z Marvela, ani żadnych innych czarownic. Poza tym, historia jest zupełnie wyjątkowa. Fabularnie – zgadza się wszystko. Stworzony przez twórców świat jest osadzony w jakiejś nie znanej nam bliżej epoce – nic nie jest podobne do naszych współczesnych czasów, ani do wielokrotnie już powtarzanych lat 80 XX w. Mimo, że 1989 plus jakieś 29 lat daje nam 2018 rok. Dzięki czemu zostaliśmy przeniesieni w jakiś alternatywny świat. Serial jest zdecydowanie wielowątkowy. Mamy 7 głównych postaci, które mają zupełnie inne historie, inne problemy, towarzyszą im inne emocje. Każda z nich jest rozwinięta na tyle, byśmy znaleźli w tłumie swojego ulubieńca. Moim jest na pewno “Numer Pięć” – największy pyszałek i mądrala z nich wszystkich. Niby przeżył już kawał życia, a nadal nosi krótkie szorty rodem z podstawówki. Jego przypadek jest najbardziej odosobniony, a jednocześnie momentami gra rolę lidera grupy. Wiele tych wątków zostało urwanych i na końcu połączonych w jedno, by ładnie można było to rozwijać w następnych sezonach. Za to dziękuje, dawno nikt tak zwinnie nie zakończył serialu, by kontynuować fabułę dalej bez musu dodawania nowych wątków.

Twórcy po okruszku dawali nam z każdej postaci, byśmy byli bardziej zafascynowani, a nie przeładowani wieloma informacjami. To było super.

Nie mam wielu zastrzeżeń do techniki – mogłaby być trochę bardziej zaawansowana, ale rozumiem, że serial stylizowany na X-Menów Pierwszych, miał być taki trochę ograniczony. Gra aktorska była na bardzo przyzwoitym poziomie. Drętwa była jedynie “Numer Trzy”(Emma Raver-Lampman), która kręciła się w kółko z tym czego chce, a co powinna zrobić – ale może to była kwestia fabuły i charakterystyki postaci. Ellen Page odwaliła bardzo dobrą robotę przy zmianie osobowości swojej “Numer Siedem” – myślę, że tutaj udowodniła, że potrafi grać coś więcej niż zagubioną postać. Przez większość serialu byłam pewna, że jej kreacja będzie non stop taka sama. Niby zbuntowana, ale podległa, niby samodzielna, ale jednak totalnie uzależniona od swojego poprzedniego życia. A tu, surprise! W obsadzie możecie jeszcze zauważyć Mary J. Blige, która nie miała za zadania tam śpiewać..

Serial jest świetnym sposobem na spędzenie piątkowego wieczoru. Nie nuży, nie męczy i momentami nawet bawi. Popularna komiksowa historia została świetnie opakowana, dzięki czemu nawet jej najwięksi fani powinni być bardzo zadowoleni. Totalnie możecie się w czymś tam zakochać, coś może Was przerazić, a coś zaciekawić. Mnie ciekawi ile tak naprawdę żył stary Hargreeves i jak to zrobił, że stworzył tak zaawansowanego robota niby w epoce bez smartfonów. Dalej nie będę spoilerować, zobaczcie to sami!

Ocena: Warto, ale kupcie dobry popcorn!

Źródło zdjęcia: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *