recenzja,  serial

[THE CHILLING ADVENTURES OF SABRINA 2] Ciemna strona mocy

Rola seriali młodzieżowych zdaje się być prosta. Albo bawią albo poprzez zabawę uczą. Netflix ostatnio stwierdził, ze chce być nauczycielem dla wielu młodych osób i wypuszcza seriale, które odpowiadają na społeczne problemy. Stara się pokazać nastolatkom, że życie jest w wielu odcieniach szarości, co jest czasami totalnie niepotrzebne. Taka rola przypadła między innymi drugiemu sezonowi „The Chilling Adventures of Sabrina”.

Oglądając zwiastun nowego sezonu myślałam, że będzie bardzo diabolicznie. Sabrina miała służyć Mrocznemu Panu, wykonywać jego niecne zadania i stać się.. pełnoprawną czarownicą.

Mieliśmy mieć więcej kota, satanistycznych nawiązań, scenerii z piekła rodem i magii. Byłam naprawdę podekscytowana, bo pierwszy sezon był bajką dla nastolatków, ale tak czy inaczej, trzymał się jakiejś tam kupy. Sabrina kończąc 16 lat miała zostać ochrzczona w Kościele Nocy, tym samym przechodząc na ciemną stronę mocy. Miała odrzucić swoje człowieczeństwo, dla tej magicznej strony swojej osobowości. Co ostatecznie, przy wielu twistach, wydarzyło się. Pociągnęło to za sobą lekką zmianę wizerunku i odrzucenie „miłości”. Brzmi bardzo dramatycznie i tak też było.

W rezultacie, drugi sezon nie jest wcale o tym co robi Sabrina. W pierwszych paru odcinkach mamy zlepek o tradycjach diabolicznego świata, ale przede wszystkim o walce czarownic z szowinizmem. Tak proszę Państwa. Chcieliście zobaczyć jak kobiety wznoszą się na szczyt w świecie Mrocznego Pana? No to proszę. Sabrina zaczyna to walcząc o tytuł Starosty Roku w Akademii, czego nie może teoretycznie robić, bo to stanowisko zawsze było przyznawane mężczyznom. Rozpoczyna się prawdziwa feministyczna jadka, która rozciąga się na następne parę odcinków. Dziewczyny walczą wszelkimi siłami. Potem twórcy postanowili zahaczyć o temat transgender zamieniając najlepsza koleżankę Sabriny w kolegę. Co trwa z dwa odcinki. Oprócz tego w tle toczy się jakieś 2938 wątków, nad którymi w trakcie oglądania przestałam panować. Okazało się, że większość w finale nie miało żadnego znaczenia.

A walka z Mrocznym Panem czy wypełnianie jego zadań, jako diaboliczny wysłannik piekieł?

Dzieje się gdzieś najpierw z tyłu, totalnie nie zwracając na siebie uwagi. Wielki Lucyfer boi się, że Sabrina nadal jest dobrodusznym człowiekiem, więc poddaje ją paru próbom. Musi najpierw ukraść gumę ze sklepu. A potem z całą radością tego świata, niczym moje babcia, je sobie cebule jak jabłko. Dopiero dwa ostatnie odcinki mają jakikolwiek wyraz. Nie odmówiono sobie pokazania wizerunku diabła w całej krasie jak i opowiedzenia jego historii od początku do końca. Nie powstrzymano się też przed całkowitym wywróceniem historii Sabriny do góry nogami czy iście dramatycznym finałem.

Czy ma to dla Was jakiś sens? Dla mnie tak średnio. Rozpoczęto w trakcie tyle niepotrzebnych wątków, ze ja sama gubiłam się i odnajdywałem na zmianę. Problem polega na tym, że nie łączyły się one w jedną całość. Wielokrotnie nie patrząc na numer odcinka, myślałam, że to już finał, bo cały był poprowadzony przyczynowo-skutkowo. Wyglądał jak koniec. Trudno jest mi w takim razie określić czy był w tym sezonie jakiś główny wątek, na którym zbudowana była akcja. Wiele rzeczy toczy się w okół czegoś i duma nad czymś, a dopiero potem przechodzimy do konkretu. Twórcy najwyraźniej zaliczyli dużo suto zakrapianych imprez z grupą satanistyczną, które obrodziły właśnie w ten rozjeżdżający się scenariusz.

Bardzo dużo czasu poświęcono poszczególnym postaciom. Skupiono się na ukazaniu intencji każdej z nich. Porozmawialiśmy o ich celach, marzeniach, pragnieniach. Wszystkie relacje między nimi ulegają diametralnej zmianie. Teoretycznie, Sabrina zakochuje się ponownie. Ale jak dla mnie między tymi bohaterami nie ma totalnie chemii. Sama bohaterka nie jest przekonana do swoich uczuć, często wraca myślami do swojego byłego. Przy okazji, chociaż Sipka jest świetna w tej roli, jest egocentryczną dupką. Tak, dupką. Sabrina jest skupiona wyłącznie na sobie, staje się zuchwała. Wszystko jest jej winą i ona musi to rozwiązać, ratując przy tym świat. Poddaje się wielu niepotrzebnym impulsom i wielokrotnie chciałam ją po prostu strzelić po twarzy. Jej były chłopak i przyjaciółki wyglądają na totalnie zagubionych. Niby odgrywają rolę pogromców demonów, ale jednocześnie brak im jakiegokolwiek charakteru. Ojciec Blackwood staje się naszym Korwinem-Mikke, a Lilith zamiast jednynie szkodzić, pomaga i zakochuje się w człowieku.

Drugi sezon jest znacznie bardziej pokręcony od pierwszego. Jeśli miało wyjść bardziej dorośle to nie, wyszło jeszcze bardziej dziecinnie. A przede wszystkim – chaotycznie. Oparto sezon o motyw odwrócenia, tak, byśmy się jeszcze bardziej w tym świecie pogubili. Próbowano przekazać na tej podstawie wiele niby mądrych przesłań – by szanować inności i kobiety. Jednak jest sporo momentów, w których ja mówiłam – halo, dość, już wystarczy! Tego było po prostu za dużo, aż tyle, że moja głowa pulsowała. Dlatego tak długi jest ten tekst.

Ocena: Chcecie się zgubić? Idźcie lepiej do lasu, a nie odpalajcie ten sezon

Źródło zdjęć: her.ie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *