film,  oldskul

[OLDSKUL] Przed wschodem i zachodem, a potem przed północą

Trylogia Linklatera jest wyjątkiem w całej kinematografii. Gdy obejrzałam pierwszą cześć, myślałam, że to by było na tyle. Pięknie wykonany obraz, z cudną historią zostaje zamknięty, a ja mogę sobie dopisać do tego happy end jaki chce. A jednak w 1995 osiągnął taki sukces, że postanowiono 9 lat później nakręcić kontynuacje, i kolejne 9 lat później część trzecią. Pochyliłam się nad tym wyjątkiem i serwuje Wam dziś recenzję nie jednego, a trzech całkiem dobrych filmów. Dobrych nie w całości, ale osobno.

„Przed wschodem słońca” to klasyczny romans z czasów, kiedy wszyscy chcieli konkurować z „Pretty Women”.

Ale historia Julii Roberts i Richarda Gere’a to pierwsza hollywoodzka komedia romantyczna, a to dzieło Linklatera to zupełnie co innego. Otóż, Ethan Hawke i Julie Delpy grają Jessiego oraz Celine. Jessie jest amerykańskim turystą, który przyjechał do Europy za swoją byłą dziewczyną, ale ta, lekko go wystawiła. Celine to Francuzka, która wraca od babci z Budapesztu. Razem znajdują się w jednym pociągu. Dzięki kłótni pewnych Niemców, Celine przesiada się do Jessiego, a ten rozpoczyna rozmowę, która nie chce się kończyć. Ma wysiąść w Wiedniu, więc gdy ma to nastąpić, proponuje dziewczynie by wysiadła z nim i razem przeżyła nocną wędrówkę po mieście. Celine zgadza się.

“Przed wschodem słońca”

Nie ma w tym filmie żadnych innych postaci, żadnej muzyki, skomplikowanej scenografii ani kostiumów. Twórcy jednak popisali się montażem, który podkreśla spojrzenia oraz gesty. Scenariusz, został skonstruowany tak, by wyglądał na improwizowany. Pomiędzy bohaterami rozmowa płynie, w sposób bardzo naturalny. Przechodzą przez wiele tematów – miłość, śmierć, związki, feminizm, rola kobiet w społeczeństwie. Wymieniają się poglądami, swoimi definicjami, sposobami radzenia sobie z różnymi rzeczami. W tych wszystkich wypowiedziach i twierdzeniach, widać pewną niedojrzałość. Nie trzeba też bardzo wsłuchiwać się w ich rozmowę, by zrozumieć idee filmu. Motyw spotkania, przemijania i drogi przeplata się tutaj z delikatnym i subtelnym romansem. Bo każdy chciałby przeżyć taką historię, taki jeden dzień. Jednak bohaterom nie jest pisane szczęśliwe zakończenie, muszą wrócić do swojego życia, osobno.

Ale obiecali spotkać się pół roku później.

Chyba wielu fanów zadawało sobie pytanie, czy to nastąpiło. Dlatego twórcy zaserwowali 9 lat później część drugą – „Przed zachodem słońca”. Zawrotna długość filmu 77 minut, tyle samo aktorów pierwszo i drugoplanowych, tak bardzo skomplikowana scenografia, muzyka jak i kostiumy. Akcje przeniesiono natomiast do Paryża, a bohaterowie postarzeli się o te lata, jak i doświadczenia. Ich zaplanowana schadzka nie wypaliła, więc spotykają się dopiero teraz. Rozmowa między nimi toczy się dokładnie tak samo, jednak słowa przybierają zupełnie inną postać. Wysłuchujemy żali i rozpaczy bohaterów nad życiem i tym jak to się wszystko potoczyło. Niby całkiem szczęśliwi 30-latkowie, żałują tego, że nie spotkali się wcześniej. Snują marzenia o tym, co by się stało, gdyby jednak pojawili się tamtego dnia, na tamtej stacji. Czy byliby razem, unikając niepowodzeń dnia dzisiejszego?

“Przed zachodem słońca”

Nie mogę jednak nie wspomnieć, że film po połowie zaczyna nużyć. Wsłuchujemy się w to jak bohaterowie zwinnie przeskakują z tematu na temat. A większość z nich nie ma w dalszych losach żadnego znaczenia. Niby nie uśmiechają się do siebie i trzymają dystans, a jednak dążą do tego, by zostać ze sobą już na zawsze. Mieli się żegnać już tyle raz w przeciągu tych 77 minut, aż nie dziw, że finalnie zostali ze sobą na zawsze.

„Przed Północą” z 2013 roku to trzecia część historii perypetii Jessiego i Celine. Tym razem o tym, jak potoczyły się ich losy razem. Po ostatnim filmie, bohaterowie postanawiają zostać ze sobą, biorą ślub oraz rodzą im się przeurocze bliźniaczki. Film toczy się podczas wakacji w Grecji całej rodziny. Scenariusz też jest napisany tak samo – w konwencji ich wzajemnej rozmowy, ale do głosu dochodzą też inne postacie. Linketler powiadania nas, że ich życie teraz dotyczy również kogoś innego, a nie tylko ich samych. Stajemy również w oko w oko z tym, co się dzieje po szczęśliwym zakończeniu – czyli samo życie. Problemy w relacji, z dziećmi, z wakacjami, karierami i rodzicami. Już nic nie jest takie bajeczne, jak wtedy, gdy wysiadali razem z pociągu.

“Przed północą”

Trylogia ma w sobie jakąś magię, nie mówię, że nie. Jednak powtarzana konwencja rozmowy w każdym z filmów, po dłuższym czasie nuży. Na swój sposób jest wyjątkowa. Bo nasza uwaga skupia się na iście przesiąkniętej różnymi ideałami rozmowie, której ewolucje możemy tutaj zaobserwować.

Widzimy jak bohaterowie zmieniali się na przestrzeni tych lat.

Jak rozwijały się ich marzenia, ale także i zdanie na różne tematy. Oglądając filmy po sobie, zauważyłam, że w każdym z nich rozmawiano – o kobietach, miłości, feminizmie, świecie, ekologii.

Twórcy zwinnie w każdej z części grają spojrzeniami, gestami, ruchami warg czy palców. Dzięki bardzo minimalistycznej akcji jesteśmy w stanie dostrzec najmniejsze szczegóły relacji między bohaterami. Wyczuwalne są przez ekran towarzyszące im emocje. Chociaż nie lubię za bardzo dorobku artystycznego Ethana Hawka, ani zbytnio jego aparycji na brudasa, to jestem zauroczona jego niejednowymiarową rolą Jessiego. Z jednej strony zagrał dobrego, amerykańskiego chłopaka, który się zgubił i poszukuje, a z drugiej czającego się zawadiakę. Ba, ja chyba przez całą trylogie nie ufałam mu w ogóle. Delikatna Julie Delpy i jej Celine to zupełnie inna historia. Prze wrażliwa i przeurocza Francuzka to wyniki wielu krążących wtedy stereotypów. Nie dziw, że Celine daje się namówić na takie ryzyko, po czym sama nie przyjeżdża na spotkanie. Przemówiła do mnie tylko jej inteligencja i wrodzona, pędząca przez wszystkie części, urocza naiwność.

“Przed północą”

Linklater stworzył romans na miarę tamtych czasów.

Nie muszą wióry lecieć, byśmy zakochali się na zabój w kimś, kogo dopiero poznaliśmy. Nie musimy nie wiadomo ile się spotykać, kłócić i godzić, byśmy brali ślub i rodzili dzieci. Wystarczy inteligenta rozmowa oraz butelka dobrego, austryjackiego wina. Pierwsza część obroniła się minimalistyczną formą, dzięki czemu sama jest znacznie lepsza, niż połączona ze swoimi kontynuacjami. Druga i trzecia to próba zarobienia dodatkowego grosza na historii, od której wszyscy w tamtych czasach żądali szczęśliwego zakończenia. Dlatego też wyszło bardzo pretensjonalnie i w tym przypadku, było zupełnie niepotrzebne.

Ocena: obejrzyjcie „Przed wschodem słońca” koniecznie!

Źródła zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *