felieton,  serial

Zbite i wyolbrzymione [CZARNE LUSTRO 5]

Słyszeliście o tym, że zasoby na świecie zostały policzone i starczy nam ich do 2050 roku? Że nie będziemy w stanie już przetrwać dalszych następstw globalnego ocieplenia i po prostu zamarzniemy? Albo słyszeliście o tym, że roboty przejmą kontrole nad naszymi mózgami i stworzą własną cywilizacje? Tak, teorii spiskowych, wróżb i obliczeń na temat zagłady ludzkości jest wiele. Pamiętam jak ludzie przygotowywali się na koniec świata w 2012 roku. A my przeżyliśmy. Jednak, twórcy „Czarnego lustra” od 5 sezonów zaznaczają problemy społeczeństwa technologicznego w bardzo dobitny sposób. Serial od lat szokuje, wręcz straszy. Mimo, że pierwszy czy drugi sezon był jak horror, to piąty już nie za bardzo kogoś wystraszył.

Dostaliśmy 5 głębokich sezonów „Czarnego lustra”.

Nie wiecie o co chodzi? To seria oderwanych od siebie historii o anomaliach i problemach społecznych naszej cywilizacji internetowej (tzw. antologia). Wielokrotnie poruszany jest tam temat uzależnienia od social mediów, internetu, blogów, porno. Tam zobaczymy co się stanie gdy roboty przejmą nad nami kontrole. Dla mnie każdy odcinek to odrębna wizja przyszłości, skupiona w konkretnym aspekcie social-paranoi.

“Striking Vipers”

Każdy może znaleźć w „Czarnym lustrze” swój ulubiony odcinek. Ja byłam zachwycona tym jak zrobiono „Hang the DJ” (sezon 4). Stworzono świat w którym aplikacja dopasowywała ludzi i pokazywała im za ile czasu ich związek się skończy. Proces nie ustawał, póki nie znalazło się drugiej połówki na całe życie. Wtedy, gdy to oglądałam wydawało mi się to pomocne, ale niszczyło pewną niewiadomą, dreszczyk emocji, który towarzyszy nam przy zawieraniu kolejnych związków, nawet tych na jedną noc. W ten sposób para głównych bohaterów spotyka się najpierw na minutę – i mimo że się polubili – muszą skończyć randkę i pójść w swoją stronę. Potem spędzają po roku z beznadziejnymi osobami, a potem znowu spotykają się – tym razem na dwa tygodnie. Poznają się, gadają, całują. Jednak po zakończonym czasie, mimo że nie chcą, muszą się rozstać. Aplikacja łączy ich z innymi osobami, z którymi spędzają jakiś tam czas i znowu wraca do nich. Tym razem na zawsze.

Mistrzowsko zrealizowany odcinek, został dograny do każdego szczegółu. To wszystko bardzo wyróżnia twórców „Czarnego lustra” na tle wszystkich tych, którzy próbowali pokazać jak złe są social mediach. Oni robią to w sposób, który nas bardzo dotyka personalnie. I jeśli nie dotknęło Cie to w odcinku pierwszym czy drugim, to myślę że w końcu Cie dotknie. Bo serial porusza nas w sposób najbardziej osobisty. I jednak, co by nie mówić, powinien być szokiem dla każdego. Wiadomo, jest nieźle wyolbrzymiony i jest swoistą hiperbolą naszej rzeczywistości. Albo może nie? Może faktycznie jest tak jak pokazali to twórcy, a nawet gorzej?

“Smethereens”

W piątym sezonie dostaliśmy zamiast 10 odcinków – 3. Powiedziałabym, że takie średnio dobitne. W pierwszym „Striking Vipers” – poznajemy historie dwóch przyjaciół, którzy dzięki najnowszej wersji swojej ulubionej gry, mogą stawać się postaciami z niej. I w tej wirtualnej rzeczywistości, tymi postaciami uprawiać ze sobą seks. W drugim „Smethereens” główny bohater porywa stażystę firmy ala Facebook. Grozi, że zabije go, jeśli nie pomoże mu porozmawiać z szefem jego szefów. Natomiast w trzecim „Rachel, Jack i Ashley Too” mamy naszą Miley Cyrus. Gra ona idolkę nastolatek, Ashley O. Piosenkarka tworzy robota, którego można kupić i zrobić z niego swojego przyjaciela. Kupuje go jedna samotna nastolatka – Rachel. A prawdziwa Ashely jest sterroryzowana przez swoją ciotkę-managerkę. W wyniku paru dziwnych sytuacji, Ashley trzeba ratować.

W odcinkach krążymy w okół tematów social mediów, wirtualnej rzeczywistości, problemów z popularnością.

Wszystko jest bardzo dobrze zrealizowane, ale tym razem twórcy zapomnieli o morale. A w „Czarnym lustrze” od początku chodziło o puentę, bardzo, a to bardzo jasną puentę. Scenarzyści – wraz z Charlie Brookerem – bardzo prężnie pracowali nad jasnym wydźwiękiem każdego odcinka. Nie pozwalali sobie na pomyłki. Bywali kontrowersyjni, wyolbrzymiali, ale dzięki temu ich działanie skutkowało. Sama, po obejrzeniu jednego z nich o uzależnieniach od Internetu, postanowiłam, że czasami będę odkładała telefon od siebie dalej niż na 5 metrów. Albo wyjeżdżała gdzieś, gdzie nie ma zasięgu. (Tak, te miejsca istnieją.) W piątym sezonie tych puent zabrakło.

“Rachel, Jack i Ashley Too”

Jaki morał płynie z odcinka o Miley? Nie daj się sterroryzować? O Smethereens – jedziesz, nie przeglądaj? O chłopakach – wirtualna rzeczywistość jest wirtualna, a rzeczywistość to rzeczywistość? Nie ma to dla mnie większego sensu. Jednak to co ma – to na pewno rola Miley. Już zapomniałam jak ona dobrze się czuje jako Hannah Montana. Pamiętacie? Reszta obsady równie dobrze jej wtóruje. Tak, żartuje. Tak, to ironia! Ale dobrze się to ogląda, mimo tego.

Zabrakło jednak jakiejś wyraźnej klamry.

Zamknięcia, które pozwoliłoby wyczerpać temat technoparanoi. Bo nie sprawi to, że telefony znikną. Nikt nie wyłączy Instagrama ani Facebooka. Ludzie zarabiają na tym miliony. Ba, sama na tym zarabiam! Nie przestaniemy się rozwijać, ani tworzyć robotów, które by nam pomagały. Ale wydaje mi się, że nie o to chodzi. Bardzo chciano porozmawiać o równowadze, harmonii i zdrowym rozsądku, który trzeba włączyć korzystając z dobrodziejstw dzisiejszej cywilizacji. A to będzie miało zawsze duży sens.

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *