film,  recenzja

[KRÓL LEW] i Hakuna Matata

Minęło 25 lat od premiery kreskówki „Król Lew”. W ciągu tego czasu bajka stała się symbolem dzieciństwa wszystkich osób urodzonych na początku lat 90 i nie tylko. Ja pamiętam doskonale moment, w którym dostałam pierwszą swoją kasetę z filmem i moment, w którym zepsuła się w magnetowidzie. Oglądałam ją za dużo razy. Większość z nas kocha ją całym sercem, więc kiedy dowiedzieliśmy się, że remake jest w natarciu, nie mogliśmy się doczekać, by go zobaczyć. Ostatecznie jednak, po obejrzeniu, nadal wolę oryginał.

Czy ktoś z tu zebranych płakał na momencie, gdy Mufasa ginie a Simba krzyczy „tata!”?

Mam nadzieję, że wszyscy. Twórcy kreskówki z 1994 roku zrobili to tak, by każde dziecko w wieku od 3 do 12 lat rozpłakało się totalnie, szlochając jeszcze chwilę później. I nie wątpię, że są wśród nas Ci, którzy nawet w wieku lat 26 płaczą na tym za każdym razem. Kreskówka wyrobiła sobie taką markę w ciągu tych lat, że stała się legendą. Będziemy ją pokazywać swoim dzieciom, a później wnukom, mówiąc, że to jest „bajka idealna”. Jon Favreau i Jeff Nathansen podjęli się zrobienia remaku, po bo by dać całemu światu jego ulubioną bajkę w najnowszej technologii, co im się zdecydowanie udało.

Nowy „Król Lew” to historia wręcz skopiowana z pierwowzoru. Dostaliśmy parę nowych scen, inne rozwinięcie postaci oraz trochę inne ich kreacje. Ale to nadal prawie ta sama bajka. Simba jest tak samo słodki na początku, Mufasa dumny i szanowany, Sarabi dojrzała i Nala odważna. Timon i Pumba nadal rozbrajają publiczność, a Skaza powoduje u wszystkich ciarki na plecach. Może już jestem za stara na oglądanie i oceniania takiego utworu, a może jestem zbyt związana emocjonalnie z kreskówką sprzed ćwierć wieku, ale się trochę zawiodłam. Nie budziło to we mnie tyle emocji, ile miało. Uśmiałam się, ale nie zaśmiewałam na śmierć, jak na ostatnim Spider Manie. Ogólnie rzecz biorąc – nie byłam zadowolona.

Jednak patrząc na poszczególne elementy, bajka na pewno stanie się przełomem w animacji.

Ukazanie wszystkie postacie, ich mimika, ruchy zostały totalnie zgrane z tym, co dzieje się z tymi zwierzętami w rzeczywistości. Twórcy bardzo skupili się na szczegółach – konkretnym sposobie poruszania się, reagowania na wiatr, upadki, jak i na sposób mówienia. Zwierzęta nie miały tak bardzo rozwiniętej mimiki twarzy jak kiedyś, jednak dało się ich charakter oraz odczucia wyczytać z oczu. To tam tkwiło klu wszystkiego. I jak się dobrze przypatrzyliśmy, byliśmy w stanie odczytać z nich wszystko.

Poza świetnie zrobioną animacją, widokami niczym z Afrykańskich pocztówek, były kreacje postaci poprzez dubbing. To jak Skaza mroził krew w żyłach czy to jak Simba był słodki, a potem po prostu w domyśle „przystojny” dało wiele do myślenia. Najbardziej jestem fanką Setha Rogena w roli Pumby oraz Billego Eichnera w roli Timona. Ten duet dał z siebie przy dubbingu wszystko. Niestety biedna Beyonce nie dała rady postaci Nali. Jej głos był bardzo poważny, nie przystosowany albo prościej – nie pasował totalnie. Szanuje bardzo jej dorobek artystyczny jako piosenkarki, ale to nie siadło tutaj wcale. Mam też wrażenie, że gdzieś w scenariuszu przemycono sztywną atmosferę. Te momenty bez Pumby i Timona są sztucznie napompowane, a później trudno temu duetowi znaleźć wspólny język z resztą postaci. Oni gdzieś tam wchodzą, pojawiają się nagle na ekranie i próbują nas trochę rozluźnić. Mnie się im udało – ale czy jakiegoś 8 latka rozśmieszyli? Mam nadzieję, że tak.

To jak wszyscy piszą, że dorównanie legendy, jest tak samo trudno jak bycie legendą, jest oczywiście prawdą.

Film zanadto próbował powtórzyć kreskówkę, niż stać się jej lepszą i nowocześniejszą wersją. Dokładnie tak samo się stało z Alladynem czy niedługo stanie się z Mulan. Nic nie dorówna emocjom, które czuliśmy w dzieciństwie przy tych bajkach. Ja już nie pamiętam oczu, którymi na nie patrzyłam. Teraz oglądam je zupełnie inaczej. Jestem złowroga, czepialska i staram się wyłapać wszystko, co jest technicznie źle w niej zrobione. Nie da się oczywiście ukryć, że kreskówka była po prostu ideałem jeśli chodzi o fabułę, rozwinięcie postaci i tak dalej. Oglądając ją dzisiaj, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń.

Więc może przed seansem zapytajcie się siebie – co by powiedziała 8 letnia wersja Was, gdyby znalazła się w 2019 roku, w momencie, w którym ogląda “Króla Lwa” w kinie? Ja jako 8-latka bym powiedziała: ALE SUPER! I pewnie rozpłakała się totalnie na seansie. Byłam przesłodką dziewczynką, która wierzyła mocno w bajki i chciała być księżniczką. (A matka na każde Halloween przebierała mnie za wiedźmę, to i tak zostało). Jako dziecko byłabym zachwycona i pewnie o to też twórcom chodziło. Wiec moi drodzy – proszę o Hakuna Matata na seansie!

Ocena: jak macie dzieci, idźcie z dziećmi. Jak nie macie, to pożyczcie.

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *