• film,  recenzja

    [7 UCZUĆ] Siedem składników miłości

    Witold Osiatyński żałuje, że w dzieciństwie nie nauczyli go korzystać, odczuwać i radzić sobie z siedmioma podstawowymi uczuciami. I dopiero wtedy, gdy docieram do końca filmu, chwyta mnie to za serce. Bo nie wiem czy Was nauczono, jak z nich korzystać? Jak je wyrażać? Bo na pewno nikt nie pokazał tego Adasiowi Miauczyńskiemu, a szkoda.

  • film,  recenzja

    [VENOM] i jak go poznać

    Przed każdym filmem wszystkim fanom towarzyszy prawdziwy dreszczyk emocji. Co tam będzie, co pokażą? W szczególności po ostatnich Avengersach, oglądamy każdą nową produkcję Marvela z istnym skupieniem i pytaniem: co dalej z naszymi bohaterami? Natomiast "Venom" nie tyle nie odpowiedział na to pytanie, nie ruszył tematu ani o milimetr, to nie dał się nam w ogóle poznać.

  • film,  recenzja

    [KLER] O ludziach grzesznych tworzących Kościół

    "Kler" to nie tylko film, o którym nie przestaje się mówić od paru miesięcy, ale także i test. Test dla publiczności. Bo to, że rząd będzie próbował zbojkotować ten utwór, wiedziałam od początku. Dyskusja w okół tematu nie ustawała, bo zamiast w sumie problemu, poruszany był temat zwiastuna. Prześmiewczej, zabawnej krótkiej zajawki, dzięki której mało co nie rozsadziło księży Arcybiskupów przed ich komputerami i telewizorami. Nie wierzycie? Ale od początku.

  • film,  recenzja

    [KRZYSIU, GDZIE JESTEŚ?] Chodźmy razem nie robić nic

    Często i dużo mówi się o tym, by nie utracić swojego wewnętrznego dziecka. Kiedyś nie wiedziałam co to w ogóle znaczy, bo byłam jeszcze dzieckiem na zewnątrz. A gdy nim byłam, to bardzo chciałam być dorosła i dosięgać swojego "miodku" wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Jednak, gdy to już mogłam zrobić, nie było to wcale przyjemne. Trzeba było, musiało się robić zupełnie inne rzeczy. Na nic nie robienie nie było czasu. A czasami warto, jak to ładnie pokazali twórcy nowego filmu z Kubusiem Puchatkiem w roli głównej.

  • film,  recenzja

    [ANT MAN I OSA] Kwantowy świat Scotta Langa

    Pamiętacie film "Mucha"? O jezu, ja go zapamiętam do końca życia. Zapisał się w mojej pamięci jako najbardziej obleśny film w historii całej kinematografii. Nigdy z mojej głowy nie zniknie obraz człowieka przekształcającego się w obleśna muchę. NIGDY. Ale tu nie o muchach będzie mowa, tylko uczynnej jednej mrówce.. Ona postanowiła tym razem całego świata nie ratować, a przynajmniej nie naszego świata, tylko swój własny.

  • film,  recenzja

    [MCQUEEN] Nasz kochany, szalony

    Ostatnio przyznaje, strasznie przynudzałam. I jako standardowa i niczym nie wyróżniająca się Polka, zrzucę to wszystko na zmienną pogodę. Zmienną tak samo jak w Londynie, lat 90. Jednak tam to były modowe burze z gradem, które powodował nikt inny, a buntownik, wizjoner, człowiek absolutnie wyjątkowy - Alexander McQueen. Kto nie zna, może już teraz wyjść z tego tekstu. Ignorantom tym razem mówimy - nie!

  • film,  recenzja

    [KOCHAJĄC PABLA, NIENAWIDZĄC ESCOBARA] Boje się i szanuje

    Mam wrażenie, że każdy facet przegrywa taką rozgrywkę, w której zdobycie głównej nagrody, zależy od utraty ego. I gdy dochodzi do decydującego starcia, kiedy trzeba na chwile podkulić ogon i się ugiąć by osiągnąć konkretny cel, ale na koszt ego, faceci będą walczyli po trupach, byleby tego ego nie utracić. Więc gdy oglądam historie Pabla Escobara w filmie "Kochając Pabla, nienawidząc Escobara", przed oczami widzę jak ta historia mogłaby się potoczyć, gdyby ktoś nie kochał bardziej swojego ego, niż swojego życia.

  • film,  recenzja

    [TULLY] Poznajcie nieznane oblicze Charlize Theron

    Ostatnio zauważyłam taki trend, że nazywa się komediami dramaty. Już skończyły nam się żarty o Żydach, gejach i feministkach, więc chcemy śmiać się z cudzego nieszczęścia? Na tym seansie średnio było mi do śmiechu, gdy w pierwszej scenie filmu "Tully" zobaczyłam wielki brzuch Charlize Theron. A nigdy nie widziałam jej w takiej formie, a przynajmniej w niczym tak bardzo normalnym od czasów "Słodkiego listopada".

  • film,  recenzja

    Recenzja [AVENGERS: WOJNA BEZ GRANIC] dla ignorantów

    Na tym seansie czułam się prawie tak, jakbym właśnie przekraczała granicę, która kiedyś wydawała mi się nie do przejścia. Na zmianę się śmiałam, miałam łzy w oczach i cholernie bałam się o każdego z bohaterów. Bo byli tam wszyscy, których kocham, lubię i chce dla nich jak najlepiej, w szczególności na szklanym ekranie. Na końcu chciałam biegać i krzyczeć, tak samo jak po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszego sezonu Gry o Tron. Moje serce skakało, a ja wiedziałam, że właśnie nastąpił moment, po którym żaden film Marvela nie będzie już taki sam. Ale to jest wersja dla fanów, dla laików jest zupełnie inna.