recenzja,  serial

[FIREFLY LANE] Przyjaźń aż po grób

Jest sporo znanych twarzy z komedii romantycznych, ale mówią, że królowa jest tylko jedna. I niektórzy dziwią się, ale Katherine Heigl to niekwestionowana pierwsza dama romcomów. Tak się to zakorzeniło w amerykańskim społeczeństwie, że w wielu standupach oraz komediach robią sobie z tego jaja. Albo już przestali. Tym razem Netflix nakręcił serial „Firefly Lane” z Katherine nie o miłości, ale o przyjaźni. 

Na samym początku wydawała mi się to kliszowa historia: dwie dziewczynki poznały się mieszkając na jednej ulicy.

Jedna była przebojowa, odważna, trochę smutna, a druga była nieśmiała, przykładna i niewinna. Zaczęły się przyjaźnić i spędzały ze sobą każdą chwile. Aż do tego stopnia, że poszły razem do collegu, do pierwszej pracy..i podrywały tych samych chłopaków. Ale Tully (Katherineg Heigl) i Katie (Sarah Chulke) łączyło coś mocniejszego niż przyjaźń, a prawdziwa kobieca przyjaźń! Serial stworzono na podstawie książki Kristin Hannah o tym samym tytule, w mig podbił serca wszystkich subskrybentów.

firefly lane

Jednak twórcy poszli zupełnie inną ścieżką niż „Po prostu przyjaźń” czy „Już za Tobą tęsknie” i zamiast pokazywać wszystko po kolei, całą konwencje wymieszali.  Tak też, w każdym z 10 odcinków dostajemy skrawek historii dziewczyn, z paru okresów ich przyjaźni – z dzieciństwa, collegu, pierwszej pracy i dnia dzisiejszego. Wszystkie te retrospekcje oraz futurospekcje mogą nam się nieźle pomieszać, gdy się wystarczająco nie skupimy. Momentami miałam lekki przesyt całą tą zabawą – bo mieszano do woli i w różnych momentach, ale okazało się, że twórcy w taki sposób budują swoje napięcie, idąc z nami do „aż po grób” tej przyjaźń. Fabularnie przejechano całą paletę barw: trudne relacje z matką, wątek LGBTQ, dręczenie, zdrady, walki o facetów, nieszczęśliwą miłość, blokady emocjonalne. Wszystko!

Serial „Firefly Lane” wkręca!

Maggie Friedman odpowiedzialna za m.in „Jezioro marzeń” to co zrobiła, bardzo dobrze przemyślała. Posługiwała się swoim doświadczeniem też z „Czarownic z East Endu” i widać, że do tego serialu chciała dodać trochę pieprzu. Sprawić, że publiczność z 2021 roku zakocha się w tej historii, ale inaczej niż w „Wielkich kłamstewkach” W większości tego typu produkcjach o dziewczynach, które się przyjaźnią mamy zwroty akcji, które definiują tę relacje raz na zawsze – tutaj, mimo, wielu rzeczy, które się działy, nie mamy dominacji. Dziewczyny się bardziej wypełniają, a autorzy mają za zadanie pokazać nam dojrzałą przyjaźń, a nie je zepsutą wersję z liceum. Bardzo dobrze Maggie ukazała różnice między bohaterkami, nie sprowadzając ich do momentu, w którym muszą być takie same. One figurują oddzielnie, ale jako przyjaciółki, są w pakiecie. 

firefly lane

Konwencja trochę przytłacza, ale jak nic innego sprawia, że zostajemy z serialem dłużej. Sama jestem teraz ciekawa co się będzie działo dalej! Ciągłe wracanie do co raz to nowych lat – czy 70, 80 czy dalej początku XXI wieku – męczy, ale zadbano o to, by te różnice były widocznie. Razem nagrywaliśmy pierwsze treningi w różowych legginsach i wpadliśmy na chwilę na protest hippisów. Nie skupiano się na zdarzeniach z tamtych lat (oprócz może dwóch), miały one wyznaczyć jedynie czas. Świetnie zrobiono lata 70 i 80 korzystając z dodatkowej sepii. Wszyscy co wygląda jak z analogowych rejestratorów cieszy się dużą popularnością.

A odkrywanie i poznawanie postaci było z tego serialu najfajniejsze.

Bo już dawno nie czułam się tak związana z jakąkolwiek Panią z telewizora i nie chciałam jej współczuć. Wiem też, że wszystkie seriale czy filmy o przyjaźni automatycznie mnie wzruszają, ale ten nie musiał. Drugi plan także nie był zły, chociaż nie potrzebowaliśmy go za wiele. Katherine Heigl i Sarah Chulke idealnie ciągnęły całość! Heigl w końcu dostała rolę lekko inną niż pozostałe – grzeczne dziewczynki. Teraz grała kogoś z charakterem, pazurem i historią. Z Chulk niestety lekko przesadzono z charakteryzacją. Wyglądała na o wiele starszą niż 42 lata (chociaż sama ma 44), zupełnie niepotrzebnie!

firefly lane

„Firefly Lane” to idealny serial na weekend, gdy chcesz zobaczyć coś, co w końcu Ci się spodoba. Gdy chcesz poczuć coś pozytywnego, w tym zalewie pandemicznych filmów, w których ludzie w zamknięciu wariują. Serial idealny na samotny wieczór, relaks i grypę. Zakochają się w nim mali oraz duzi. Zabawny, z charakterem, ale na razie bez puenty. Finał był bardzo niepotrzebny, ale rozumiem, że został zrobiony strategicznie byśmy zaraz, za chwileczkę mogli dostać drugi sezon. Wiadomo. Jednak, można było to zrobić delikatnie inaczej, nie? 

Ocena: i tak obejrzyjcie!

Źródło zdjęć: monsterandcritics.com