film,  recenzja

Jak to [JOKER] był kiedyś człowiekiem

Zawsze gdy fama w okół filmu jest taka wielka, a recenzje takie dobre, to staram się znaleźć w nim coś, co może być z tym filmem nie tak. Dokładnie dzień przed seansem przeczytałam ze dwie recenzje, które grubo zjeżdżały obraz Todda Philipsa, ale dosłownie, chodziło o szczegóły. Pozwoliło mi to spokojnie wejść na sale wiedząc, że nie zobaczę filmu idealnego. Podczas oglądania zapomina się o wszystkim, co się przeczytało, a w historię się wręcz wsiąka. „Joker” to nie tylko Oskarowy film, ale także przykład, jak powinno wyglądać Uniwersum DC (chociaż film do niego nie należy) w przyszłości.

Kim są dla nas antagoniści?

Bez dusznymi postaciami, którym chodzi jedynie o zagładę świata, chaos, pieniądze, zemstę? Zawistni, zazdrośni, złośliwi, źli do szpiku kości. Nie ma w nich krzty człowieczeństwa. Jednak zapomina się często o tym, że to też są ludzie. Ich zachowanie zostało czymś spowodowane, ktoś ich kiedyś bardzo skrzywdził, upokorzył, coś im zabrał. Zazwyczaj przedstawia się te historie małostkowo, wspominając jedynie chwilę, by widz zrozumiał, dlaczego złoczyńca krzywdzi, a potem dlaczego bohater go musi powstrzymywać. Nie skupiamy się na przyczynach tego zachowania. Dla zasady przekreślamy osobę, bo jest w mniemaniu całego społeczeństwa „zła” i trzeba ją pokonać. Tym razem Todd Philips pochylił się nad przeszłością, nie postaci Batmana, ale jego największego przeciwnika – Jokera. Bezwzględnego szaleńca na chwile przemienił w człowieka, pokazując, że nawet ten miał kiedyś serce.

Pierwsze podejście do ukazywania serca złoczyńców podją Joe Berlinger z postacią prawdziwą Teda Bundiego w „Podły, okrutny, zły”. Napisałam o tym nieco więcej tutaj. Jak na tamtą historię wyszło prze smacznie. Powstrzymano się od wybielania bohatera, a jedynie postawiono na ukazanie jego dobrych cech, zanim pokazano te totalnie złe. Podobnie Philips podszedł do Jokera. Skupił się na związku przyczynowo skutkowym powstania tej postaci. I na samej historii, której nikt przed nim nie odsłonił widzom nawet na chwilę. Ogarnięty niepohamowanymi atakami śmiechu Arthur jest żyjącym w skrajnej biedzie mieszkańcem Gotham. Od lat się leczy, bierze leki na wszystkie swoje schorzenia. Nigdy nie był szczęśliwy. Żyje wraz z podobnie chorą matką, pracuje jako klaun. Mierzy się z wiecznymi prześladowaniami, a nawet niektórzy kpią z niego, boją się go, przez co biją go. Pewnego dnia w metrze, gdy grupa gości zaczyna znowu się z niego nabijać, coś w nim pęka. Po czym przestaje brać leki… i odkrywa, że pewne rzeczy na prawdę go bawią.

Philips wraz ze Scottem Silverem, scenarzystą, stworzyli piękną genezę największego złoczyńcy Gotham.

Arthur jest chorym, zmęczonym okolicznościami człowiekiem, chce być szczęśliwy, ale nie wie jak. W sumie, to nie wie co go cieszy. Chciałby być komikiem, chciałby mieć dziewczynę, po ludzku, tak po prostu, zakochać się. Stworzono „one man show” z Joaquinem Phoenixem, który w tej roli sprawdził się fenomenalnie. Wychudł tak, że wszystkie kosteczki jego żeber można liczyć na ekranie. Jego twarz pełna jest niepotrzebnych zmarszczek, a włosy rzedną ze sceny na scenę. Nie poznaje tego aktora, ale poznaje w nim Jokera. Każda zagrana sytuacja, taniec, emocja, przeżycie i śmiech jest tak autentyczny, jakbym śledziła losy prawdziwej postaci. Żaden z jego poprzedników nie zrobił tego tak dokładnie. Ten Joker Heatha Ledgera był przerysowany. Wczoraj obejrzałam jeszcze raz „Mrocznego Rycerza” i zauważyłam przeogromną różnicę. On miał za zadanie oprzeć się na szaleństwie. Ten z „Batmana” Tima Burtona, stworzony przez Jacka Nicholsona był po prostu wytworem bujnej wyobraźni reżysera. Natomiast ten Phoenixa stanął przed nami z krwi i kości, i mało brakowało, a zrobiło by się nam go żal.

Koledzy recenzenci bardzo ładnie wymieniali błędy w filmie: niedograny montaż, nie wartką akcję, która nie współgra z postacią Phoenixa, źle dobraną muzyka, brak logiki fabularnej jak i słabe postacie drugo i trzecio planowe. Ja uważam, że wszystko grało z główną postacią. Od początku miało to sens albo zostało później wytłumaczone. Twórcy nie zostawiają widza z jakimś znakiem zapytania, ale dają mu pole do tego by samemu móc ocenić Arthura. Postacie drugoplanowe nie przeszkadzają mu w tworzeniu własnego ja. Jak to w portrecie bywa, żadna z nich nie wysuwa się bliżej, niż powinna, bo najważniejszy jest bohater pierwszoplanowy. I nic nie może odciągnąć od niego uwagi. A ta muzyka, która dla mnie jest dopasowana idealnie i wypełnia nam wiele scen, nadając im większej dramaturgii. Co ja bym zrobiła bez tych romantycznych piosenek z lat 70 tych, które ostatnio modnie są wciskane do każdego filmu i serialu? A montaż, kadry i dogrywki wiedzą, co mają za uszami. Za to Oskara możecie nie dostać.

Jak wyszłam z kina pomyślałam tylko o jednym – gdyby całe Uniwersum DC wyglądało właśnie tak, mogłoby z Marvelem stawać w szranki, a nawet momentami wygrać. Brakowało mi zawsze w nim charakterystycznej cechy, czegoś, do czego można by się przywiązać. A DC jest mroczne. Świat Gotham, Batmana, Supermana czy Flasha to brutalniejszy świat niż ten w którym żyje sobie Iron Man (już nie) z Kapitanem Ameryką (może jeszcze). I moim zdaniem zasługuje na takie filmy jak ten czy serial „The Titans” (o nim więcej tu) , które swoje fundamenty zbudowały na tym mrocznym świecie. Bo takie filmy superbohaterskie to naprawdę miła odmiana, serio.

Ale czas już na ocenę końcową “Jokera”: jest to portret pełny. Pewnie bardzo dużo ludzi się obrazi, ale Joaquin ma już tego Oskara w garści. Stworzył tak autentyczną postać, że trudno byłoby teraz komukolwiek z nim wygrać. Twórcy też zadbali o wystarczającą promocję filmu, by ten bił rekordy w Box Officach. Ale nie tylko promocja zadziałała, to naprawdę dobry film, piękne kino na miarę naszych czasów. Strasznie przyjemnie, mimo szaleństwa i dramatu, mi się to oglądało. Polecam wszystkim – nawet tym, którzy nie mają pojęcia o czym mówiłam w poprzednim akapicie.

Ocena: I D Ź C I E

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *