recenzja,  serial

[OD NOWA] zmąciło wodę w stawie

Serce zaczyna Ci pulsować trochę szybciej, a żeby być bardziej skupionym, pozycje leżącą zamieniasz na siedzącą i krzyczysz. To adrenalina. HBO przywróciło nam dawny sposób na oglądanie seriali: z tygodnia na tydzień. I chociaż w większości tego procesu nie brałam udziału, bo serial włączyłam po czwartym odcinku to obserwowałam jak emocjonują się tym moi znajomi. I słowa: najlepsza, zaskakująca i fenomenalna to trochę mało by opisać co się stało z Hugh Grantem w serialu „Od nowa”.

Wiecie czego najbardziej nie cierpię w serwisach streamingowych?

Że odarły nas z dawnej przyjemności oglądania seriali. Wiem też, że macie dosyć słuchania „kiedyś to było, a teraz to nie jest”, jak i tego jak to dobrze było „za dawnych czasów”. Dziesięciolecie nostalgii ma to do siebie, że odwołujemy się do starych schematów, kanonów zachowań jak do boskich stworzeń. Wielbimy je i chołubimy, chociaż nie były idealne. Netflix nauczył nas, że oglądanie serialu z tygodnia na tydzień jest bez sensu, bo można z łatwością załadować na serwis cały sezon, i obejrzeć go jednym duszkiem. A gdzie adrenalina z niewiedzy, co się stanie z bohaterami? Gdzie przyjemności z oczekiwania, odliczanie minut do następnego seansu? Gdzie skupienie na kolejnych zwrotach akcji? No gdzie?

Tym razem HBO postanowiło nostalgicznie i swoim sposobem – bo jako jeden z niewielu serwisów nie ma w zwyczaju publikować sezonów całościami – puścić serial „Od nowa” co tydzień w poniedziałek. I przysporzyło nam to wiele frajdy! Oczekiwanie na kolejne odcinki przychodziło w konkretnych bólach, bo ten trzymał nas w napięciu. Chcieliśmy dowiedzieć się za wszelką cenę – kto zabił?

A to historia stara jak świat!

Szczęśliwa rodzina: Grace (Nicole Kidman), psycholog kliniczna i Johnatan (Hugh Grant), onkolog dziecięcy wraz z synem Henrym (Noap Jude) żyją sobie spokojnie i dostatnio w Nowym Jorku. Chodzą do pracy, do szkoły, kochają się i to bardzo! Wydawać by się mogło, że nic nie jest w stanie zepsuć ich idealnego szczęścia. W szkole matki organizują coroczną galę z okazji zbiórki charytatywnej. Grace wyciąga na nią swojego męża, praktycznie siłą, a ten pod koniec imprezy ucieka, tłumacząc się, że stan któregoś z jego pacjentów pogorszył się. Musi wyjść. Kobieta wraca do domu, a po przebudzeniu Johnatana nie zastaje. Ten zostawił telefon w i nie daje znaku życia. Okazuje się, że jedną z kobiet, którą ostatnio poznała w szkole syna, zamordowano. Szybko policja dociera do poszlak, że najbardziej podejrzanym jest kobiety kochanek… Johnatan.

„Od nowa” jest porównywane do wielu HBO-wskich hitów, ale moim zdaniem nie ma sobie równych! Ten mini serial to mistrzostwo w nowej odsłonie. Chociaż, podejrzewam, że gdyby nie pełne przejęcia oczy Nicole Kidman (i jej pięć cudownych płaszczy) czy zawadiacki żarcik Hugh Granta to nie byłoby po czym zbierać. Przestalibyście oglądać po drugim odcinku. Ale Ci mącą, kręcą, kłamią i manipulują na takim poziomie, że jest na co czekać, z tygodnia na tydzień. Musze przyznać, że postacie są naprawdę dobrze napisane, chociaż historia jest nad wyraz banalna. Ile razy widzieliśmy to już na ekranie? Jednak do końca nie jesteśmy przekonani kto zabił. Podejrzewamy wszystkich po kolei, bo twórcy bardzo ładnie rzucali światło na różne osoby, dając im swoją szanse zaistnienia w tej historii. A tu ojca Grace, a tu przyjaciółkę, a tu kogoś i tak w kółko. Można było od tego wszystkiego zwariować.

Siedziało się z kubkiem herbaty i online obgadywało każdy odcinek po kolei.

W głowie mieliśmy prawdziwy sajgon, bo serio, nic nie wskazywało na nic! Wszyscy byli wyidealizowali aż do przesady. Każdego dało się polubić lub znienawidzić, od tak, po prostu. A rozwiązanie było tuż pod naszym nosem…

I nie, nie powiem Wam kto zabił. To będziecie musieli zobaczyć sami. Tak samo jak rolę życia Hugh Granta. Wiem, że napisałam to już trzeci raz, ale nigdy nie widziałam go w takiej kreacji! Pełnej sprzeczności. Jednego dnia jest kochającym ojcem, a drugiego pełnym pasji kochankiem. Jednego wrażliwym dziecięcym lekarzem, a drugiego… I może dlatego ten finał nas na końcu zawodzi. Przebieg zdarzeń pełen pytań, zostaje zmącony przez w zasadzie idiotyczne rozwiązanie.

A ja bym chciałam zostać zaskoczona! Albo może wręcz zszokowana. Bo taka właśnie byłam na przestrzeni tych pięciu odcinków. Siedziałam przed telewizorem, zastanawiając się, czy dobrze działa u mnie ocena postaci. Czy mam rację lub nie. Głowiłam się, a tutaj? Jednak nie da się ukryć, że nic tak jak „Od nowa” potrzyma Was trochę w napięciu. Zmąci Wam wodę w stawie – jak to się ładnie w języku polskim mówi – udowadniając, że nie ma nic milszego jak czekanie na naprawdę dobry serial i jego finał.

Ocena: obejrzyjcie koniecznie!

Źródło zdjęć: antyweb.pl, variety.com