film,  recenzja

[PODŁY, OKRUTNY, ZŁY] Czy te oczy mogły kłamać?

Kojarzycie te opowieści w których, oczy są zwierciadłem duszy? W oczach widać wszystko – to czy kochamy, nienawidzimy, jesteśmy smutni, głupi czy kłamiemy. Można nawet powiedzieć, że często to właśnie oczy mówią o człowieku nam to, co powinniśmy wiedzieć. I to pierwsze wrażenie zachowujemy w swojej pamięci na zawsze. Najczęściej jest ono prawidłowe. Dlatego gdy pierwszy raz zobaczyłam Zaca Efrona wcielonego w Ted’a Bundiego w „Podły, okrutny, zły” wiedziałam, że to jego popisowa rola. Bo te kurwiki, szaleństwo miał wypisane małymi literkami w środku tych przepięknych, brązowych oczu.

W tym roku do kina wchodzi parę produkcji o najbardziej mrożących krew w żyłach historiach, jakie zna ludzkość.

Dwa filmy krążące w okół zabójstwa żony Polańskiego, a jeszcze przed tym dokument i film pełnometrażowy o Tedzie Bundym. Jeśli nie wiecie o co chodzi – to Ted Bundy był seryjny zabójcą grasującym w latach 70 XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Zabił ponad 30 kobiet, w różny sposób. Przynajmniej tyle mu udowodniono. A przy tym był przykładnym ojczymem, narzeczonym i niezwykle utalentowanym studentem prawa. Niestety dał się złapać. A jego proces to było istnie reality show, w którym on był główną gwiazdą. A fanki mnożyły się niczym na koncercie Beatelsów. Nie dziw więc, że większość kobiet nie wierzyła w to, że mógłby być winny. Ba! Ja byłam święcie przekonana, że to nie może być prawda przez cały film. A podobno tak bardzo dobrze znam się na ludziach.

„Podły, okrutny zły” to film tego samego reżysera, który wyprodukował dokument o Tedzie z Netflixem – Joego Berlingera. Nie skończyłam go oglądać, nie potrafię takich rzeczy łykać sama jak pelikan. Bo co gdy taki sam (albo podobny) seryjny morderca stanie po jego obejrzeniu w moich drzwiach wejściowych? No co? Ale wracając – film został lekko sfabularyzowany, ale dobrze trzymał się faktów. Nie zobaczymy w nim wiele zbrodni, krwi czy gołych, pozostawianych w lesie kobiet. Jest to raczej akt jednego aktora, który prowadzi bardzo skuteczną kampanie promującą swoją niewinność. Widzimy wszystkie zdarzenie, nie ze strony ich ciągu przyczynowo-skutkowego, ale ze strony Amerykanina, który żył wtedy i siedział przed telewizorem. Można było się zakochać w Tedzie i jego charyzmie, jego pewności siebie, celnym uwagach oraz przebiegłości. Można było rozpływać się w jego oczach. Co robiło wiele kobiet w trakcie tego procesu. Dodatkowo ukazano jego charakter relacji z kobietami, i narzeczoną, którą gra Lily Collins. Liz jest samotną matką, kiedy poznaje Teda. Od razu wpuszcza go do swojego mieszkania i daje mu tam prawie zamieszkać, gdy ten odwiedza różne stany, zabijając w nich kobiety. Kneblując, gwałcąc i obcinając im głowy. Potem wraca do domu jakby nigdy nic się nie stało, przytulać kobietę, którą kocha i robić naleśniki jej córce. Oświadcza się, po czym zostaje aresztowany. Jednak jego miłość z Liz nie umiera od razu, ta wierzy, że Ted jest wrabiany. Przez lata nie jest w stanie dopuścić do siebie myśli, że jej ukochany jest mordercą. Nie dziwie się, bo popatrzcie tylko na niego!

Cały film zrealizowano świetnie, ale!

Ci, co obejrzeli pewnie zastanawiają się dlaczego nie pokazano praktycznie żadnego morderstwa od początku do końca. Dlaczego Ted został ukazany jako normalny, ale charyzmatyczny, prawie jak gwiazda rocka? Otóż proces Teda Bundiego był pierwszym takim transmitowanym live. Media pierwszy raz wzięły tak duży udział w kreowaniu wizerunku psychopaty. Zamiast owiewać go zasłoną szaleństwa, przyciągały do niego szerokie grono kobiet, którym było go szkoda. Jedynie dowody uratowały proces, w którym skazano go na karę śmierci. Jednak cała otoczka sprawiła, że pamięć o Tedzie żyła bardzo długo.

Jednak ja może nie uwierzyłabym prawdziwemu Bundiemy, ale Zacowi Efronowi już tak. Aktor od lat wcielał się w głupie role w komediach, filmach akcji czy romansach – korzystając ze swojej pięknej aparycji. Ostatnio zmienił bieg swojej kariery i ze słodkiego chłopca z “High School Musical” zamienił się w psychopatycznego morderce. Ta kreacja mu wyszła świetnie. Te wszystkie zbliżenia na jego twarz, oczy i usta potwierdzały mnie w przekonaniu jak wielki talent w nim drzemie. Nie da się ukryć, że jest to rola jego życia. I to on zrobił ten film w całości. Bardzo dobrze patrzy się również na młodą Lili Collins. Aktorka, mimo dosyć pretensjonalnego sposobu bycia, budziła w nas, widzach, ogromne emocje. Ukazana jej depresja sprawiła, że mną kołatały różne uczucia. Żałuje go, lituje się nad nim czy może biczuje wyłącznie siebie? Można przez ekran było przez chwilę poczuć jak to jest kochać potwora.

Całość jest zaprzeczeniem filmów o seryjnych mordercach. Zamiast krwawej jadki powstał bardzo zwinny thriller. Operowano tak kadrami, ujęciami, że zbliżano nas do Teda do tego stopnia, by czuć było jego niespokojny oddech. Ale gdy zbliżenie skierowano na oczy, to powiedzcie – czy te oczy mogły kłamać?

Ocena: pójdźcie koniecznie!

Źródło zdjęć: filmweb.pl

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *