recenzja,  serial

[PRZEZNACZENIE: SAGA WINX] pozbawiona wyobraźni

Mając 12 lat byłam totalnie zakochana w magazynie „The Winx Club”, a bajkę odpalałam z niemałą ekscytacją. Wiadomo, bardziej kręcili mnie Power Rangers, ale właśnie “The Winx” uważałam za ich babski odpowiednik. A moja rodzina nawet nie kryła zażenowania, że czytam gazetę o „jakiś wróżkach”. Gdy jednak skończyłam 16 lat, wróżki odeszły w niepamięć, na których miejscu pojawiła się „Plotkara”. Proste, prawda? Jednak teraz te same wróżki są dorosłe (prawie) i weszły na duży ekran i to nawet w kategorii 16+, jako serial Netflixa „Przeznaczenie: Saga Winx”. 

Wróżki, Specjaliści i zaczarowana szkoła Alfea. 

Bloom trafia do Innoświata, gdy odkrywa, że ma magiczne moce. Przypadkiem, podczas ataku złości, podpala swój dom. Musi nauczyć się kontroli, a przy okazji odkryć kim jest. Okazuje się, że jest odmieńcem. Zostałam schowana w ludzkiej rodzinie, gdy tej umarło dziecko. Szuka swojego miejsca, ujścia emocji, miłości, spokoju oraz prawdy – o sobie, swojej rodzinie, tragedii jaka wydarzyła się 16 lat temu. Pomagają jej w tym nowo poznani magiczni znajomi – Terra, Musa, Stella, Aisha, Sky, Riven, Dean i reszta. Ci, wszystkie moje marzenia o serialu „Saga Winx” rozgnietli jak przejrzałą gruszkę. 

winx

Ignio Straffi i Brian Young – twórcy „Sagi Winx”, znani z takich hitów jak „Pamiętniki Wampirów” czy komiksowej wersji serialu, niestety zepsuli wszystko. Wzięli do ręki znane nam schematy i klisze z produkcji dla młodzieży i włożyli w ten biedny scenariusz. Szczerze? Gorzej być nie mogło. A myślałam, że wszystkich stereotypów, badziewiów i tandety typu – ta jest kujonką, ta księżniczką, ta odmieńcem, a ta czarną – pozbyliśmy się jakieś dwa lata temu. A tu klops. Niestety na tym nie koniec – serial tajemniczo został oznaczony kategorią „16+, wulgarny język”, co oznacza, że osoby w wieku 13 lat nie mogą go oglądać. Użyto w nim dokładnie dwa razy słowa „fuck” i dwa „penis”, nawiązywano w idiotycznym sposób do seksu oraz homoseksualizmu. To chyba nie powód, by ograniczać jego oglądanie? 

„Saga Winx” to nie tylko pełen tandety obraz, ale także sześć odcinków, w których nic nie trzyma się kupy.

Akcja toczy się dosyć żwawo i w sumie, w ciągu dziesięciu minut przechodzimy przez pół historii Bloom, ale niepełnie, po czym do okazania, że jest „odmieńcem”. Co powiedziała jej koleżanka, podejrzewając! Tak zwani „Specjaliści” czyli szkoleni wojownicy, stacjonujący i uczący się przy wróżkach, to żołnierze przez bardzo małe ż. Jest w stanie pokonać ich byle kupa spalonego gruzu, o niewiadomo jakich mocach. Ba! Ta kupa jest w stanie wybić ich w pień, w dwie-trzy minuty. Najgorsza jest płytkość Bloom – ta, nie zajmuje się niczym innym tylko sobą. Nie widzi świata poza swoimi problemami – jej są największe. Moja irytacja osiągnęła punkt krytyczny w momencie, gdy Bloom dostaje skrzydeł. Nagle.

winx

I chociaż twórcy milion razy w oświadczeniach oznajmiali, że tylko zainspirowali się historią „The Winx Club”, to z historii z potencjałem zrobili kolejne, tandetne teen drama. I to jeszcze z bardzo słabą, źle grającą obsadą. Między większością bohaterów totalnie nie ma żadnej chemii, a Ci co niby mają się przyjaźnić, to ciągle na siebie donoszą. Relacje wyszły płytko, beznamiętnie i szaro. Ja bym nie chciała takich przyjaciół. Każdy z nich ma zestaw cech twardo przypisany do danego archetypu postaci. I nie reprezentuje sobą nic więcej. Gdy Stella okazuje się księżniczką Solaris, dostaje nad głową pełen wachlarz przymiotników – samolubna, wredna – co jest potem rozwijane i na końcu, wyrzucane. Stella przechodzi przemianę. Dlaczego? Nie wiadomo. 

Uznaje, ze Straffi i Young brakowało wyobraźni, ale i pieniędzy by puścić jej wodza.

Dać nam obraz, który zadowoli przynajmniej część widzów. Nawet jeśli byliśmy nastawieni na historię „inspirowaną”, to chcieliśmy zobaczyć postacie, które mówią, a nie bełkoczą. Które kochają, boją się, tęsknią i walczą, a nie dzięki nagle odkrytym mocom pokonują spalone stworzenia. To nic, że wcześniej ich nie mieli. Chcieliśmy też zobaczyć obraz z dzisiejszymi efektami specjalnymi i przyzwoitą ścieżką dźwiękową. Nie chce spoilerować, ale scena, w której Bloom dostaje skrzydeł zasługuje na każdą Złotą Malinę, Paprykę i Żenadę roku. Całość „Sagi Winx” bardzo ładnie podsumował Rafał z Rozrywka Blog:

Być może nikłe wartości produkcyjne wynikają z niskiego budżetu i powinniśmy przymknąć na nie oko. Braki finansowe w żaden sposób nie mogą jednak usprawiedliwiać papki pozbawionej jakiegokolwiek charakteru, jaką otrzymaliśmy.

Rafał Christ, Rozrywka Blog
winx

Nie będę więc nikogo usprawiedliwiać. Dostaliśmy leniwą wersje „Sagi Winx” w iście okropnej, brzydkiej szacie. Zagrano archetypami, którymi nastolatki – jakie by sobie nie były – dawno się znudziły. A fani nie chcieli ich na ekranie zobaczyć. Wyszedł bardzo słaby serial klasy B, który narobił niemało szumu w okół siebie posługując się kulejącą poprawnością polityczną. Czy to ma jeszcze jakieś szanse na przeżycie? Podobno spore, bo Netflix zamówił już drugi sezon. Hola Boga!

Ocena: odpuście sobie

Źródło zdjęć: hitc.com, kulturacja.pl