film,  recenzja

[PTAKI NOCY] Harley jest już niezależna

Jakakolwiek kontynuacja „Ligi samobójców” od DC stała pod wielkim znakiem zapytania od dłuższego czasu. Film nie wyszedł za dobrze, ale za sprawą kreacji Margot Robbie, która zagrała Harley Quinn miał się czym pochwalić. Szalona dziewczyna Jokera dostałą niesamowitą rolę w jego wszystkich sprawunkach, dlatego też – w dobie feministycznych zrywów – dostała swój film. Trochę może z dwa lata za późno, ale jednak.

Harley jest wykształconą psycholożką.

Jokera spotyka w wariatkowie i próbuje go zrozumieć, wyleczyć. Ale szybko się w nim zakochuje. Zawładnięta pożądaniem, rzuca się dla niego do kotła pełnego chemikaliów, z którego rodzi się – Harley Quinn – szalona dziewczyna Księcia Rozróby. Ale jak to z każdym „żyli długo i szcześliwie” bywa, nie trwa to wcale tak długo. Para, po wielu perturbacja, rozstaje się. A Harley zostaje sama ze swoim nieszczęściem i nową osobowością. Musi napisać siebie od nowa, bez towarzystwa byłego chłopaka. W świecie przestępczości ma trochę przesrane, wielu osobom zalazła za skórę. Nie dziw więc, że gdy ogłasza wszem i wobec, że jest już singielką, wiele osób chce w końcu ją dopaść…

„Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn” to nic innego jak pokaz wyzwolenia kobiet od władzy mężczyzn. To istne widowisko poświęcone rzeczonej emancypacji w dobrym tego słowa znaczeniu. Harley się jak najbardziej uwalnia i pokazuje, że sama też jest w stanie robić wszystkie te niesamowite rzeczy, co kiedyś ze swoim Arlekinem Ciemności. Film stworzyły więc trzy kobiety – Cathy Yan zasiadłam na krześle reżyserskim, Christine Hodson za piórem, a produkcję i główną rolę ogarnęła Margot Robbie. Chociaż na początku jestem przekonana, że zapowiadana ów kobieca drużyna nie pojawi się, to później nieoficjalnie się ona formuje. I czuć to spopularyzowane girl power!

Harley prowadzi akcję całego filmu – jest jego narratorem.

Na początku opowiada wszystko chronologiczne, po czym nieszczęśnica zaczyna gubić się w zeznaniach. Linia czasu podupada, i wraz z bohaterką wracamy do wielu wątków po jakiejś dłuższej przerwie. Ona ani myśli opowiedzieć nam tego w jakimkolwiek porządku. Dlatego razem z nią non stop skaczemy po wątkach i w sumie sami nie wiemy co jest na serio, a z czego powinniśmy się szczerze zaśmiać. Tutaj autorki odeszły od jakiegokolwiek schematu znanego nam z filmów superbohaterskich – nie ratujemy świata, a jedynie swój własny tyłek. Harley zamiast zrobić coś dla większego dobra, zdradza, kombinuje jak by tutaj samej wyjść z sytuacji cało. Dlatego też utworzenie grupy Ptaków Nocy ma tyle wspólnego z girl power, co zdawanie egzaminu na studiach. Zostało zrobione dla chwili, po chwili, a potem Harley się z tego dumnie wypisuje. Słaby z niej team player.

Wszyscy na pewno przyznamy jednogłośnie, że Margot Robbie jest w tej roli fantastyczna. Wyjęła praktycznie prosto z komiksu postać Harley, przenosząc ją do filmu nienaruszalnie. Jej wszystkie teksty, ruchy i kostiumy tworzą spójną całość. Niestety zauważyłam, że chcąc uzyskać jakiś dziwny Johono Wickowy efekt w walkach, Margot choreografii nie dawała rady. Skomplikowane sekwencje z młotem, rękami i nogami wykonywała dosyć wolno, a tam gdzie faktycznie nie wyrobiła się w czasie, montażysta zręcznie dodawał slow motion by lekko widza zmylić. Nie ogląda się tego dobrze, a czasami wręcz strasznie to nudzi.

Akcja filmu toczy się, ale jej się nigdzie nie śpieszy, jak w typowych filmach o superbohaterach.

Robimy tak wiele przystanków z narratorką, że czasami zadajemy sobie pytanie – czy to już? Ja czekałam bardzo długo na sławetną grupkę tak jak i większe starcie Czarnej Maski z Harley, które finalnie zostało zamknięte w 30 sekundowej scenie. Ta postać Evanowi McGregorowi nie wyszła za dobrze. Zainspirowany starymi filmami o Batmanie, miał dużo materiału do przetworzenia, ale ni jak miało się to do tej postaci. Czasami się zastanawiałam – czy miało być mrocznie czy przerysowanie?

Dziewczynom film o dziewczynach nie wyszedł źle. Gdyby jednak przestały się inspirować tym co robią ciągle mężczyźni może zrobiłyby film równie dobry co „Wonder Women” czy „The Titans”. Nigdy nie przestanie mnie dziwić to, że DC ma tak duży niewykorzystany potencjał, który ukrywa się pomiędzy postaciami. Setki komiksów leży gdzieś w jakiś archiwum i kurzy się, bo ktoś wymyślił sobie, że niektórych postaci nie warto dawać życia. Warto. Harley Quinn to udowodniła, stała się niezależna.

Ocena: obejrzyjcie, ubawicie się!

Źródło zdjęć: filmweb.pl