film,  recenzja

[SALA SAMOBÓJCÓW. HEJTER] o równościach i nierównościach

Gdy w grudniu zeszłego roku tragicznie ginie Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, znowu zaczęliśmy otwartą dyskusje o hejcie. Wszyscy przypomnieliśmy sobie do czego może nas zaprowadzić pielęgnowanie w sobie nienawiści, przyklaskiwanie jej i nie reagowanie na – przecież nieszkodliwe – słowa pisane w Internecie. Wszyscy w końcu pochylili się nad tym, a Jan Komasa z Mateuszem Pacewiczem, dużo wcześniej niż wszyscy (bo zdjęcia skończyły się w 2018 roku) rozpoczęli o tym rozmowę, która zaowocowała nowym filmem. „Hejter” otwiera tę dyskusję ponownie i to w świetnym stylu.

Ile razy słyszeliśmy o osobie, z której szydzono w Internecie?

Ile razy czytaliśmy komentarze na blogach, Pudelkach, fejsbukach czy Instagramach, które wręcz obrażały osobę publikującą, gwiazdę czy instagramerkę? Kiedyś przeczytałam „zdechnij szmato” i nie mogłam uwierzyć, że ktoś naprawdę mógł coś takiego napisać. Nie można tego wytłumaczyć złym dniem, złą minutą czy PMSem. Oczywiście żadną tajemnicą jest to, że „czarny pijar” w Polsce ma się świetnie. Dużo się mówi o wynajmowaniu specjalnych hejterów, którzy dyskredytują wizerunki gwiazd, jeśli jest im to do czegoś potrzebne. Ale prawda jest taka, że oficjalne robienie tego jest nielegalne. Dlatego tacy chowają się w ciemnych pokojach, z jednym oknem, tworzą fejkowe konta i klikają do utraty tchu. Albo jakby ktoś wolał: do konkretnego załamania.

I tym „Hejterem” jest sobie taki Tomek. Prosty chłopak, pochodzący z małej miejscowości, pewnie gdzieś w mazurskim. Wychowany na jednej z tamtejszych agroturystyk. Poszczęściło mu się i dostał stypendium od jednej z rodzin, która rok rocznie odwiedzała jego dom w celach rekreacyjnych. Krasuccy pomagają Tomkowi przy nowym starcie, ale ten zostaje wyrzucony z prawniczych studiów, za plagiat. A chłopak chce być taki jak oni. Mieć wielki dom, dobre wykształcenie, miliony monet i ich córkę – Gabi. Tomek zrobi wszystko by wkupić się w łaski „elity”, dlatego kombinuje. Zatrudnia się w agencji pijar Beaty Santorskiej, dla której robi pewne czarne zlecenia. Zaczyna balansować pomiędzy dobrem a złem, jednym światem a drugim, próbując dobrnąć do celu. Trafić w łaski, stać się najlepszym i najbardziej pożądanym, stać obok nich jak równy z równym.

„Hejter” ma tyle wspólnego z “Salą samobójców”, co zeszłoroczny śnieg ze Świętami.

Dlatego nie wiem dlaczego jest jej element w tytule. Komasa zręcznie nie daje nam części drugiej, nie obsadza w niej znowu Gierszała ani nie tworzy nowej postaci na bazie starej, on się tylko inspiruje. W taki też sposób znowu wracamy do tematu Internetu, ale w odświeżonej wersji. Takiej, z którą wszyscy się stykamy. Do tego Mateusz Pacewicz dodaje walkę o pozycję, ambicję oraz miłość. Nie zabrakło w filmie nawiązań do polityki i sytuacji społecznej. Razem z Tomkiem zmagamy się z islamofobią, uchodźcofobią i homofobią. Ale przyglądamy się także ewolucji jego szaleństwa, zapędów, które bardzo przypominają nam motywy poznane w „Jokerze”.

Tomek w wykonaniu Maćka Musiałowskiego ma kamienną twarz, którą łączy z diabolicznymi uśmieszkami. Aż uszy mu się trzęsą na samą myśl o jakimś nowym sposobie dotarcia do wyżyn społecznych, a gdy już się zbliża nie może powstrzymać swojej ekscytacji, więc popełnia masę błędów. Jego postawa dla widza staje się niezrozumiała, bo do końca nie wiadomo jak złe ma intencje. Czy targa nim pragnienie zemsty na wysokich klasach, udowodnienie im, że są równi ze wszystkimi mimo swojej wysokiej pozycji, czy może jedynie prowadzi go tam ambicja by jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie. Musiałowski jednak swoje wykonuje perfekcyjnie. Zapomnijcie o jego postaci granej w „Drugiej szansie” czy innych TVN-owskich serialikach. Tomek to niemalże jego rola życia. Stworzył tak autentyczny obraz chłopaka pragnącego się wpasować, dążącego – dosłownie – po trupach do celu, że przez całe 2 godziny nadziwić się nie namogłam! Świetnie wtóruje mu Vanessa Aleksander w roli Gabi, która staje się odzwierciedleniem rozpieszczonego pokolenia klasy wyższej. Tej, która nie ma zamiaru pocieszać się lokalnymi Uniwersytetami, tylko musi zaliczyć Oxford, Cambrige i LCA, tak samo jak nie odpowiada jej tania kokaina. Wszystko dopełnia Agata Kulesza w roli niezłomnej Pani od czarnego pijaru Beaty Santorskiej. Jedyna postać wyjęta z pierwszej części Sali, by trochę przybić piątkę z fanami. A jej mina na koniec filmu mówi wszystko.

Jan Komasa i Mateusz Pacewicz to duet fenomenalny!

Na początku dali nam „Boże Ciało”, które dobrnęło do Oskarowej piątki, a teraz to! „Hejter” jako pierwszy polski film dostał się na przegląd filmów Tribeca. A przy okazji przekazał nam coś niesamowicie ważnego, podsumował i zacisnął klamrą wszystkie ważne przesłania, które powinniśmy wyciągnąć z wydarzeń z poprzedniego roku. Ten film to jeden z tych, które ogląda się dobrze, nie nudzi się po 5 minutach i nie wpada w panikę, gdy coś się nie udaje. Trzyma w napięciu, nie napawa nas żadną nienawiścią, ani nie daje nam żadnego ciepła. Mimo wszystko, to bardzo zimny film o bardzo zimnych podejściu, zbudowany na niuansach i szczegółach wyciągniętych z naszych rzeczywistości, które – bądź co bądź – nie pałają optymizmem. Ale wywołują dyskusję, zmuszają nas do myślenia.

Ocena: kiedy otworzą kina, idźcie na to koniecznie!

Źródło zdjęć: filmweb.pl