recenzja,  serial

[SEX EDUCATION 2] rozwiązało problemy pierwszego świata?

Wyszliśmy już z lekcji WDŻWR. Myślicie, że jesteście mądrzejsi? Prawda jest taka, że w większości przypadków na takich lekcjach w ogóle nie słuchaliśmy. Pani puszczała nam dziwne filmiki, tylko po to by to 45 minut zleciało, a ona nie musiała wypowiadać słowa „seks” albo „prezerwatywa”. Stan edukacji seksualnej w szkołach jest dramatyczny i nie ma zamiaru się poprawić. Ale ktoś wymyślił serial „Sex Education”, który ukazuje prawdziwe przypadki i problemy z którymi borykają się dzisiejsi nastolatkowie. Nie dziwnie, że po pierwszym sezonie stał się hitem, a po drugim ikoną.

Wielka Brytania. Typowy nastolatek Otis kończy 16 lat i walczy z pozybyciem się dziewictwa.

Jego matka jest sławną seksuolożką, prowadzi terapie, pisze różne książki związane ze związkami, seksem i tak dalej. Okazało się, że przyjaciele Otisa też mają problem nie tylko z rozpoczęciem współżycia, ale z samym aktem. Nie potrafią się dogadać, ani pomóc sobie przy różnych przypadłościach, fantazjach czy potrzebach. A Otis, dzięki swojej mamie, taką wiedzę posiada i może ją wykorzystać by pomóc rówieśnikom. Wraz z koleżanką Mauve zakładają klinikę seksuologii, dzięki której nastolatkowie uczą się kochać. Tak to można ładnie nazwać.

Ale to było w pierwszym sezonie. Drugi został napisany zupełnie inaczej i nie skupiał się wcale na seks-klinie, a tym razem na bohaterach. Każdy z nich dostał swoje 5 minut. Każdego udało nam się poznać na tyle, by móc go polubić już znienawidzić. W końcu serial nie miał wcale nikogo niczego nauczyć, ale jedynie bawić. Tak też odeszliśmy trochę od “seks dzieciaka” i skupiliśmy się na rozwiązywaniu prawdziwych problemów.

Myślę, że najlepsze jest to, że serial nie zatrzymuje się na ani minutę.

Każdy odcinek płynie zgodnie ze swoim tempem. I chce się po tym wszystkim co raz więcej! Nasze łakomstwo – i moje przede wszystkim – względem niego nie zostało tutaj zaspokojone. Dano nam parę tylko cukierków, zamiast całego kilograma, przez co mam wyjątkową ochotę na więcej! Niestety w serialu jest poruszana zdecydowana za duża ilość wątków na raz, ale nie sprawia to, że w jakimś momencie się zgubiłam i totalnie nie wiedziałam o co chodzi. To tempo jest jednostajne, więc jak już w nie się wpadnie, to wypada się nafaszerowanym tym wszystkim, co tam się zdarzyło. Ale to już zasługa naprawdę dobrze napisanego scenariusza, który uwzględnia te wszystkie zawirowania i stawia im czoła, zamiast uciekać.

Do tego wszystkie dostaliśmy przepiękną scenografie! Serial zachowany w klimacie nowoczesnych lat 90, dostał w drugim sezonie jeszcze lepsze oblicze. Zwróćcie uwagę na ostatni odcinek z przedstawieniem, w którym wykorzystano ewidentnie coś pochodzącego rodem z przełomu lat 80/90, ale dostosowano to do realiów serialu. Aktorów ubrano w iście cudne kostiumy, które wcale nikogo nie dziwią. Przecież my się tak ubieramy, nie? I ah! Najlepsze – ta muzyka! W pierwszym sezonie nie zauważyłam jej, ale tutaj piszczałam przy każdej pięknie zgranej scenie ze ścieżką dźwiękową.

To był przesłodki miód dla moich uszu.

Kreacje aktorskie naszych bohaterów pozostały bez żadnych zmian. Aktorzy-amatorzy pracują naprawdę z dobrym scenariuszem. Nie dało się nie zauważyć pewnych dziwnych min i nie dogranych scen. To akurat domena Oli – dziewczyny Otisa. Z jej gry aktorskiej nie wynikały żadne uczucia. Miała taką samą minę przez cały sezon – czy się zakochiwała, czy chciała się wkurzać, czy miała do kogoś żal. Może ten zachowywany dystans to miała być domena postaci, ale niestety, ja to odebrałam trochę inaczej. Reszta ekipy płynie wraz z fabułą, a co raz lepsza jest postać Mauve grana przez Emme Mackey. Poprawiono ją na plus. Postać dała nam się poznać bliżej, przez co polubiliśmy ją jeszcze bardziej. Dano jej ludzką twarz! No tak, bo nastolatki to nie ludzie, tylko potwory.

Eh, ale ta końcówka! Nigdy nie zrozumiem dlaczego w momencie, kiedy ktoś idzie do kogoś, a tego do kogo przyszedł nie ma w domu, nie ma zamiaru po prostu poczekać. Przychodzi i liczy, że ta osoba, którą zastaje na miejscu ma dobre zamiary i na pewno przekaże wiadomość. Zawsze robi się tak w komediach romantycznych, w momencie kulminacyjnym. Chłopak przychodzi wyznać miłość, a drzwi otwiera ojciec. Absztyfikant prosi o lubą, ale ojciec twierdzi, że jej nie ma. Czy może Pan przekazać, że byłem – prosi chłopak. Ale ojciec nie ma zamiaru nic przekazywać. Kochanek odchodzi. Myślicie, że to fajne kończyć w tak okrutny i banalny sposób? Widzieliśmy to już wszędzie, i serio nie chce nam się oglądać tego już nigdy więcej.

O dziwo, serial trzyma poziom nadany mu przez pierwszy sezon. Chociaż mówi się, że drugi zawsze jest gorszy, tu rzekłabym, że nawet wyszło ciupkę lepiej. Było bardziej dynamicznie, słownie, mniej łzawo. Pokazywało się prawdziwe dramaty i problemy, zamiast skupiać się na jakiś „problemach pierwszego świata”. Te już dawno rozwiązano.

Ocena: obejrzyjcie wszystko, na raz!

Źródło zdjęć: filmweb.pl

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *