recenzja,  serial

[SZKOŁA DLA ELITY 3] Podrobiona tajemnica

Myślałam, że temat bogatych dzieciaków z liceum przejadł się gdzieś pomiędzy 2012 i 2013, gdy kończyliśmy żałobę po skończonej „Plotkarze”. Ale niektórzy dumnie odgrzewają kotlety i wracają do czasów, gdzie wszystko było trudne, nawet wstanie z łóżka. A umówmy się, najtrudniejsze życie mają właśnie Ci, którzy chodzą do prywatnych szkół i nie mają większych zmartwień niż dieta bezglutenowa albo wybór nowej torebki do szkoły. Jednak – nie generalizujmy. Dzieciaki w hiszpańskiej „Szkole dla elity” mają duże problemy, a niektóre nawet spływają we krwi.

Pewnego dnia jedną z publicznych szkół w Madrycie zamykają, a trójka najlepszych uczniów dostaje stypendia do Les Encinas, elitarnej prywatnej placówki.

Chodzi o Sama, typowego grzecznego chłopca, Nadię – muzułmankę oraz Christiana – bad boya. Wszyscy zostają wrzuceni do szkoły pełnej zarozumiałych, najbogatszych w Madrycie nastolatków, którzy sowicie zakrapiane imprezy przyprawiają białymi proszkami i nie znają różnicy między dobrem a złem. Sam od razu zaprzyjaźnia się z Mariną – rudą, przecudownie sympatyczną dziewczyną. Jednak ta zostaje uwikłana w jeden z dziwnych splotów okoliczności i zostaje zabita pod koniec roku szkolnego. Sam – jako jej najlepszy przyjaciel próbuje rozwikłać tajemnicę jej śmierci, co mu się udaje w pierwszym sezonie. Drugi natomiast jest o zemście, jaką zaplanował dla jej zabójcy, a trzeci… jest o tym jak zabito zabójcę. Pomieszanie z poplątaniem.

Mam takie wrażenie, że gdy twórcy wejdą na motyw, który się publice podoba, nie chcą już eksperymentować z żadnymi innymi. Sukces „Plotkary” nie polegał na tym, że mieliła non stop ten sam wątek główny, z sezonu na sezon, ale na tym, że łączyła nas emocjonalnie z bohaterami, których dotyczyły prawdziwe życiowe bolączki. Prawie. Przecież każdy może zakochać się w swoim największych wrogu. Więc jeśli w pierwszy sezonie chodziło o tajemnicę zniknięcia Sereny, to ten wątek nie toczył się przez następne 60 odcinków, tylko pozostał na pierwszych 18. Potem go zakopano i nie wrócono do niego nigdy więcej.

W „Szkole dla Elity” mielimy ten sam wątek główny – morderstwo.

I nie ważne kogo zabili, albo za kogo się mszczą, ciągle to jest na tapecie. Przemocy jest tak dużo, seksu co nie miara. I umówmy się – dla 13 latek to nie jest dobry przykład. Przy okazji toczą się wątki romantyczne – tutaj akurat wszyscy się nauczyli by każdy nie sypiał z każdym, a by jednak jakoś logicznie się to wszystko działo. Twórcy dodali wątek kazirodczy i bardzo ładnie ograli wątki homoseksualne. Te nie są już wymuszonymi przygodami na jedną noc, a mają ręce i nogi. Bardzo tutaj gratuluje Panom i Paniom za ładne podejście do tematu i nie dawanie się żadnym stereotypom.

Nie brak wszystkich amerykańskich klisz o dręczeniu słabszych, biedniejszych, głupszych czy bardziej pechowych. Tutaj ten, co się nie dopasuje ma najgorzej i lepiej żeby się nie wychylał. Sam w pierwszy sezonie jest taką postacią – klasycznego lonely boy – którego Marina do siebie przygarnia. Chce się na siłę dopasować – chociaż przez większość czasu twierdzi, że wcale nie – to w drugim i trzecim sezonie już tak. Dokładnie tak jak finalnie zakończyła się „Plotkara”, tak też tutaj Sam staje się bohaterem grupy i zostaje do niej oficjalnie przyjęty.

W serialu jest naprawdę masa wątków, w których każdy bardzo łatwo może się pogubić. I to z sezonu na sezon co raz więcej. Dodawane są postacie, które tak naprawdę nie wnoszą za wiele. Moją ulubioną jest Lu – która zmaga się z pożądaniem do własnego przyrodniego brata, potrzebą bycia bogatej i wpływowej. Po czym gdy to wszystko traci, w końcu staje do walki. Jej upór, a także umiejętność noszenia maski całkiem podziwiam. Nie każdy potrafi aż tak długo udawać, w tak elegancki sposób. Jeśli chodzi o chłopaków – u mnie wygrał Sam. Ta postać przeszła niezłą transformację pomiędzy sezonami! Ten cichy, dobry i cudowny chłopak zamienił się w 3 sezonie w mrokliwego (mówił na prawdę mało, a robił – o mój boże!), szefa mafii Les Encinas. Obracał dziewczynami, kłamał i grał w większości spojrzeniami. Trudno było wyczuć co ma tak naprawdę na myśli. Młodzi aktorzy radzili sobie całkiem nieźle z tym dosyć zawiłym scenariuszem, skacząc z wątku do wątku. Jednak momentami było drawnianie, nie logicznie, śmierdziało udawaną Ameryką, a potem chamską podróbką.

Wszystko pewnie by było ze „Szkołą dla elity” okej gdyby nie to, że jej twórcy zapragnęli bardzo być następną „Plotkarą”.

A tego by być czyjąś kopią nie trzeba wiele, wystarczy prawidłowy dobór wątków, postaci, emocjonalnych zagrywek, ładnych charakteryzacji i kostiumów. Nawet Hiszpanie potrafią zrobić taki miks i dać nam to na Netfliksie, zapakowane w ładnym papierku od Louis Vuitton. Ale nie – Ci musieli kombinować, jak zachęcić widzów bardziej. Szkoda tylko, że mielili ten wątek tak długo, że wszystkim już dawno zdążył się on znudzić. Serial powróci na 4 i 5 sezon, ale już z nowymi postaciami, dokładnie tak jak „Plotkara” za parę miesięcy.

Ocena: z nudów możecie obejrzeć, ale na pewno nie specjalnie

Źródło zdjęć: filmweb.pl