film,  recenzja,  serial

Ulubieńcy 2020 roku

„W związku z zaistniałą sytuacją..” pisałam tak w tym roku z milion razy. Pandemia koronawirusa zmieniła nasze życie o 180 stopni. Najpierw siejąc gigantyczną panikę, a potem zamykając nas w domach. Mieliśmy do dyspozycji wszystkie dostępne rozrywki w internecie i cztery serwisy streamingowe (a w niektórych krajach nawet i z 6). Mogliśmy do woli oddawać się lenistwu i nadrabianiu nieobejrzanych tytułów. Wchodziliśmy najchętniej na Netflixa, HBO czy Amazona – które dzięki tej „zaistniałej” sytuacji dużo zarobiły. Bardzo dostały po tyłkach kina i premiery filmowe. Wiele produkcji zostało wstrzymanych, premiery poprzekładane lub totalnie anulowane. Wielkie festiwale filmowe musiały przejść w rekordowym tempie do trybu online, ale dzięki temu otworzyły się na nową publikę. Przeszło to istną rewolucje i jest duże prawdopodobieństwo, że nie wróci już nigdy do znanej nam „normalności”. Zobaczyliśmy, że da się inaczej – nie analogowo, ale cyfrowo.

Ale kręcić nowych seriali czy filmów cyfrowo się nie da. Dużo produkcji zostało wstrzymanych, parę mocno przesunęły swoje deadliny – drugi sezon Wiedźmina mieliśmy zobaczyć w tym roku, ale niestety zobaczymy za rok. Następny film Marvela, pierwszy w 4 fazie MCU na dużym ekranie pojawi się dopiero w maju 2021, ale już w styczniu ujrzy światło dzienne serial „WandaVision” na Disney+, nadal niedostępnym w Polsce. To był definitywny rok Internetu. Poznaliśmy jego wszystkie możliwości. Ale moim zdaniem słowem tego roku jest KREATYWNOŚĆ. W ramach tej sytuacji, musieliśmy stanąć na rzęsach, wytężyć swoje wszystkie szare komórki i wymyślić w jaki sposób na nowo poukładać swoje filmowe, ale i normalne życie. Okazało się, że da się pracować z każdego miejsca na ziemi. Da się uważać i nie dotykać, chociaż nie jest to zdrowe. Udowodniliśmy sobie, że możemy wiele dzięki tej sytuacji w naszym „normalnym” życiu zmienić i na pewno ta „stara normalność” już nie wróci w całej okazałości.

W tym roku obejrzałam zastraszającą liczbę filmów – 141 tytułów oraz 51 seriali.

Nadrobiłam chyba wszystko, czego nie oglądałam, a na swojej liście do obejrzenia widnieje dzisiaj tylko 54 filmy i seriale. W obliczu braku premier kinowych, w kinie byłam zaledwie z 10 razy. Dumnie chodziłam do marca, by w lipcu na chwilę wrócić, ale w sumie nie było czego oglądać. Dlatego trudno mi było wybrać z tego filmy, które choć trochę nadają się do tego zestawienia. Pokazało mi to, ze Oskary w tym roku będą bardzo smutne, mimo, że odbędą się dopiero w kwietniu. Ale nadrobiłam znaczą część lat 90, które w marcu postawiłam sobie za cel. Z tego tekst „5 najlepszych komedii lat 90” był Waszym ulubionym. Ale stety, najchętniej oglądanym był tekst „5 najbardziej męskich seriali”, z powodu włączenia jakiegoś cudownego SEO. To seriale zrobiły nam rok. Wyszło i odnowiło się wiele cudownych produkcji, których zestawienie jest bardzo szczere. Miałam z czego wybierać.

Statystyki mam od lutego, ale są bardzo imponujące: weszliście w ciągu roku w grupie ponad 4,4 tysiąca osób, klikając w moje teksty ponad 15 tysięcy razy. Dziękuje!

Przed Wami, może nie najlepsze na świecie, ale zestawienie ulubieńców 2020 roku. Mam nadzieję, że to ostatnie takie!

Najlepszy serial dramatyczny: Gambit Królowej

Nie mogło go tutaj zabraknąć. Allan Scott i Scott Frank stworzyli w tym roku serial doskonały. I na początku wydawało mi się, że zajmie to samo miejsce w szeregu co „Ratched” albo inne Netflixowe dyrdymały, ale nie! Anya Taylor-Joy zagrała osieroconą dziewczynkę Beth Harmon, zafascynowaną szachami. Szybko łapie bakcyla dzięki lekkiej zachęcie woźnego i trenuje, by stać się najlepszą z najlepszych. W ciągu 10 odcinków obserwujemy trudną drogę dziewczyny do stania się Mistrzynią Świata. W rolę jej największego przeciwnika wszedł Marcin Dorociński. Wypowiedział może ze dwa zdania, ale był bardzo znośny! Informacje na temat serialu wyszukiwano najczęściej w tym roku i to nie tylko dlatego, że kogoś porwał temat szachowy. Serial był świetnie zrealizowany – dograno wszystkie szczegóły. Miejsca (nagrywano w 4 krajach) i kostiumy! Bohaterka stała się nową ikona stylu w ciągu paru odcinków, mimo, że prezentowała modę z lat 60 XX wieku. Totalnie uzależniający, wciągający i hipnotyzujący! To po prostu trzeba zobaczyć!

Obejrzycie na Netflixie.

Wyróżnienie: Little Fires Everywhere

Długo się wahałam czy dać wyróżnienie, czy wrzucić w nagrodę główną.”Małe ogniska” produkcji Hulu totalnie mną wstrząsnęły. Śledzimy tutaj losy idealnej rodziny Eleny Richardson (Reese Witherspoon) oraz samotnej matki (Mia Warren). Kobiety, próbując żyć obok siebie i sobie pomagać, ścierają się, tworząc małe ogniska, aż w końcu wybucha pożar. Te role zostały zagrane po mistrzowsku! Mimo mało zaskakującej fabuły, inspirowanej „Małymi kłamstewkami”, opierającej się na walce pomiędzy dwoma stylami macierzyństwa, to wszystko nami aż potrząsa. Reese dostała najlepszą scenę w swojej całej, wieloletniej karierze. Miałam po niej gęsią skórkę, trzęsłam się i nagle stanęły mi w oczach łzy. Kelly jest mistrzem tajemnicy i pokerowych min. Niezwykle zagrało tu budowanie postaci, storytelling, dzięki czemu znana nam historia trzymała w mocnym napięciu.

Obejrzycie na HBO Go.

Najlepszy serial rozrywkowy: Wielka

Serial, który totalnie zdominował pierwsze dwa tygodnie na kwarantannie. Kocham go! Za błyskotliwy scenariusz, za świetnie odegrane role, za kostiumy i głupie teksty. Chociaż czasami nie jestem w humorze na czarne żarty, to tutaj mogłabym wiecznie śmiać się ze sceny z pokazywaniem penisów i rzucaniem kieliszków za siebie. Płakałam na tym serialu tyle razy, że trudno zliczyć. Napisałam o tym pełny tekst, tutaj, z całym fabularnym sprostowaniem, bo Tony McNamara popłynął w historii troszeczkę. Ale to co jest najlepsze: finał. Dzięki niemy czekamy z zapartym tchem na sezon drugi.

Obejrzycie na HBO Go.

Najlepszy serial romantyczny: Love Life

Serial, który naprawdę chwycił mnie za serce bo był taki.. prawdziwy! Skupiamy się na historii poszukiwania miłości przez Darby – najpierw 20-latkę. Przechodzimy przez jej związki, miłostki, romanse i w końcu docieramy do jej „miłości”. Serialowi towarzyszy także narrator psycholog, który tłumaczy wszystkie decyzje Darby. Jest on lekcją, bardzo ważną. Więcej na jego temat możecie przeczytać w pełnej recenzji, tutaj.

Obejrzycie na HBO Go.

Wyróżnienie: Normalni ludzie

Książka Sally Rooney stała się w tym roku bestsellerem. W wakacje wszystkie dziewczyny czytały ją jednym tchem. Ja też ją sobie nabyłam i przeczytałam. Zachwyciła mnie w niej zwykłe decyzje zwykłych ludzi, opowiedziane w niezwykły sposób. Nakręcono pełen emocji serial, który we wrześniu trafił na HBO Go i wszyscy się w nim zakochaliśmy. W tych delikatnych muśnięciach, pełnych namiętności spojrzeniach i pożądnych pocałunkach. Nie ma w tym serialu tematów tabu, chociaż nie ma za wiele dialogów. Może dlatego zasługiwał tylko na wyróżnienie. Więcej przeczytacie w recenzji, tutaj.

Obejrzycie na HBO Go.

Najlepszy serial superbohaterski: The Boys

Z racji, że nie było w tym roku żadnej porządnej produkcji Marvela to nie ma kategorii Marvela. Jest mi strasznie przykro, bo nawet jeśli nie były to filmy wybitne, to stawały się moimi ulubionymi. Lekką ręką dawałam 9. W tym roku najbardziej pokochałam produkcje Amazona „The Boys”. Widać to we wszystkich tekstach, bo wstawiałam to w każdy, w jaki mogłam bez żadnego namysłu. Napisałam też gigantyczny pochwalny poemat na ich temat. Nie mogłam się nadziwić, że nie oglądałam tego wcześniej. Ale to nic! Najważniejsze, że w końcu zobaczyłam!

Obejrzycie na Amazonie.

Najlepszy serial polski: Chyłka

W tamtym roku zachwycałam się serialem z Wieniawą, a w tym wracam do jakiś bardziej ambitniejszych produkcji. „Chyłka” powstaje od paru lat, jednak dopiero teraz mogę powiedzieć, że jest to dobry serial. Wykonany dokładnie i z głową. Trzyma w napięciu i trochę szokuje. Napisałam o nim więcej tutaj.

Obejrzycie na Playerze.

Najlepszy film dramatyczny: Małe kobietki

Niby premierę miał pod koniec 2019 roku, ale w Polsce oficjalnie zobaczyliśmy go w styczniu. Wtedy zapomniałam, żeby pójść na niego do kina, więc odłożyłam sprawę na marzec.. a potem wiecie jak to się skończyło. Na szczęście w dosyć krótkim czasie trafił na HBO Go, więc mogłam go sobie nadrobić. I muszę przyznać, że cała gwiazdorska obsada: Emma Watson, Timothee Chalamet, Saoirse Ronan czy Laura Dern dali radę! Momentami drewniany, ale ciepły i ciekawy.

Obejrzycie na HBO Go.

Najlepszy film rozrywkowy: Wszyscy moi przyjaciele nie żyją

Nie miałam w tej kategorii za dużego wyboru. A ten film mnie rozśmieszył na tyle, by zwrócić na niego Waszą uwagę. Julia Wieniawa, Nikodem Rozbicki (czyli nowa para showbiznesu) plus parę nieznanych twarzy wystąpili w czarnej komedii Jana Belca. Spotkali się na imprezie sylwestrowej, na której ewidentnie poszło coś nie tak, bo… wszyscy zginęli. Film jest pełen żartów sytuacyjnych, transcentendalnych ruchów gwiazd, alkoholu, seksu i humoru. Śmiałam się głośno! A nawet w pewnym momencie byłam przerażona. Bałam się, że wszyscy zginął zbyt szybko. I mimo, że niektóre recenzje nie są zbyt dobre, to podobał mi się 10 razy bardziej niż „W lesie dziś nie zaśnie nikt” (tekst macie tutaj). Wieniawa jest w nim naprawdę ciekawa i wolę ją dużo bardziej jako aktorkę niż jako influencerkę ciągle reklamująca Hello Body. Serio.

Obejrzycie na Netflixie.

Najlepszy film romantyczny: Coś się kończy, coś zaczyna

Poszłam na niego na pierwszy postcovidowy seans. I szok! Totalnie bezpłciowy trailer zastąpił przepiękny, emocjonalny i ciepły film o miłości, zaufaniu, przywiązaniu, pożądaniu i partnerstwie. Daphne rzuca pracę i wraca do mieszkania z rodziną siostry. Poznaje dwóch facetów: poukładanego i spokojnego Jacka i lekko artystyczną dusze Franka. Obaj są najlepszymi przyjaciółmi. Daphne zaczyna się spotykać z obojgiem, widząc, że jej ideałem jest połączenia ich obydwu. Odrobiny szaleństwa, ale stabilności. Głębokich rozmów, ale też rozmów o przyszłości. I tak dalej. Znalazł się tutaj, bo totalnie mnie zaskoczył sposobem wykonania! Musicie sobie go zobaczyć!

Obejrzycie na CDA.

Najlepszy film polski: Hejter

Poszłam na niego w ostatni weekend przed zamknięciem. I wtedy powiedziałam sobie szczerze: Jan Komasa to dobry reżyser. Miał swoje wzloty (Boże Ciało) i upadki (Miasto 44), ale finalnie jest już dużym chłopcem. Nie w głowie mu zabawy z dziwnymi scenami (jeśli oglądaliście Miasto, wiecie o czym mówię). „Hejter” to dobry film polski, ciekawy i dobrze zrealizowany. Zachwyca tam skomplikowany, ale dobrze pociągnięty scenariusz jak i sam Maciej Musiałowski. Zimny, posągowy, okrutny socjopata. Cudownie zagrany! Napisałam o nim dużo dłuższy tekst tutaj.

Obejrzycie na Playerze.

Bardzo bym chciała Wam wszystkim podziękować za bycie ze mną w tym roku! Nie było łatwo pisać i czytać o prawie samych serialach, oglądać tysiące godzin filmów na małym, 32 calowym telewizorze w domu. Ale w tym roku się to zmieni! Mam w planach powiększenie telewizora i częstsze podróże do kina, gdy tylko się otworzą! Trzymajcie kciuki!

Życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku 2021 i do następnego przeczytania!