felieton,  serial

[WANDAVISION] Jak Marvel odpiął wrotki

Na nich czekaliśmy najbardziej. Wszystkie zapowiedzi, pogłoski, zdjęcia z planu zwiastowały jedno: to będzie hit. Ale po dwóch pierwszych odcinkach w dniu premiery nie każdy był tego taki pewny. Czarno-białe, bez kontekstu zlepione dialogi zaprowadziły nas jednak w miejsce, o którym byśmy nie pomyśleli, a „WandaVision” stał się najlepiej rozkiminionym, przekminionym serialem z Marvelowego podwórka. Oh tak!

Świat już nigdy nie będzie taki sam.

To poczuli wszyscy bohaterowie MCU budzący się po „Avengers: Endgame”. Zobaczyliśmy tylko tyci w „Spidermanie: Far From Home”, który tak naprawdę kończył 3 fazę MCU. I mimo wcześniejszych nadziei, 4 fazy nie rozpoczęliśmy „Czarną Wdową” (premiera w maju 2021), a właśnie serialem „WandaVision”, który jest wstępem do całej historii o „Universe of Madness” i pierwszym serialem, który zalicza się oficjalnie do całego Uniwersum. Disney próbuje wykorzystać wszystkie asy, które ma w rękawie i nie tylko napakował nas pytaniami, co eater-eggami (według forumowiczów z Reddita easter-egg to niespodzianka, którą twórcy zostawiają dla zagorzałych fanów, dobrze opisane wszystkie zostały przez MoviesRoom), ale i cudowną energią!

wandavision

Nie jest to serial dla laików i ignorantów, którzy o Marvelu wiedzą niewiele. Albo znaleźli się na Disney+ przypadkiem i nie wiedzą jak mają stamtąd wyjść. Nie jest to też serial dla tych, którzy oglądają coś Marvela pierwszy raz. Zgubią się, przepadną, biada im! Twórcy, a przede wszystkim Jack Schaeffer (debiutantka w MCU, napisała „Oszustki”) zaczęli go od powrotu do zamierzchłej, telewizyjnej przeszłości – amerykańskich sitcomów z lat 50. W domowych pieleszach znaleźliśmy Wandę i Visiona – małżeństwo, które żarcikuje sobie spod kołderki. Razem z nimi idziemy przez trudy każdego dnia przyprawione magiczną nutą – a tu Wanda coś zmienia, a tu Vision przechodzi przez ściany. Każdy odcinek zmienia się o dekadę – w drugim jesteśmy już w latach 60, a potem w charakterystycznych latach 70. Z każdym widzimy jak świat w którym żyją lekko załamuje się. Aż docieramy do momentu, w który poznajemy genezę tych wydarzeń, a jest nią żałoba Wandy i miasteczko Westview, w którym stworzyła mistyczną, zaczarowaną iluzję – the Hex – ze swoich marzeń.

„WandaVision” to nie jest serial, który jest jedynie wstępem do czegoś większego, ale to pierwsza produkcja Marvela, która ma jakieś głębsze i mocniejsze przesłanie.

Zostawmy na boczku te wszystkie easter eggi, które po prostu wylewają się z forów z recenzjami, z Reddita i z polskich serwisów. Nie! Wanda jest w żałobie i dopiero zdajemy sobie sprawę z tego w jak silnej pod koniec sezonu. To serial o radzeniu sobie z traumą, rozstaniem, śmiercią i samotnością. Też jest o możliwościach – bo gdyby każdy z nas był taką Wandą Maximoff, to przecież wziął by tę swoją całą magię i wykreował świat o jakim marzy. Ale jak się okazuje, w świecie nie ma miejsca dla egoistów i mimo podejrzeń wszystkich – Wanda na tę chwilę w prawdziwego złoczyńcę się nie zamieniła. Ups.

wandavision

Oprócz głębokiego przesłania, Marvel przy produkcji musiał bawić się świetnie. Totalnie „odpiął wrotki” i pokazał nam na co twórców naprawdę stać, jeśli poniesie ich wyobraźnia. Wiadomo, dawali nam popis wszystkich swoich mocy w poprzednich tytułach, ale tutaj czuję, że Kevin wszedł do pokoju i powiedział – No dobra, pokażcie na co Was stać, tak żeby szczęka im opadła. I w sumie, może dopiero przy 4 odcinku, ale mi szczęka opadła. Nie tyle co bawiono się formą – sitcomem, romcomem, dramatem, melodramatem, ale i szeroko pojętą konwencją. Płynnie przechodzono z sitcomu do lżejszych, bardziej Marvelowych rozwiązań wplątując wcześniej wspomniane „wielkanocne jajka”.

Uwielbiam też w “WandaVision” to, że dopiero po całości jestem w stanie ocenić jaki ten serial faktycznie był.

Po dwóch pierwszych odcinkach, które były bardzo wyjęte z kontekstu, mogłam tylko narzekać. Zastanawiałam się – dlaczego ktoś nowoczesną produkcję pokolorował na czarno-biało-szaro? I z odcinka na odcinek wiedziałam już więcej, byłam w stanie wytłumaczyć sobie wszystko to, co się działo na ekranie. A gdy dotarłam do finału, byłam pewna, że serial i jego logika są w idealnej synergii, która powstała spod pióra totalnych perfekcjonistów w tej materii. Rzadko się albowiem zdarza, by cały ciąg był tak genialnie rozpracowany, a Ty sobie na końcu krzyczysz: AHA, OK!

wandavision

Tak między bogiem, a prawdą – faktycznie “WandaVision” wygląda jak „wstęp”. Twórcy otworzyli niezliczoną liczbę drzwi i teraz idzie nam tylko czekać na ich rozwalenie w „Doctor Strange: Universe of Madness” czy „Thor: Love and Thunder”. Oczywiście, nie jest też tak, że totalny ignorant nie będzie się dobrze podczas oglądania serialu bawił. Będzie! Bo to świetnie zrobiona i zabawna produkcja, która rozkocha w sobie miłośników mocniejszych i lżejszych wrażeń. Mamy tam miłość, przyjaźń, dramat, zagadki i wielkie, wrażliwe chwile.

Trudno odmówić mu przymiotnika „genialny” i „przełomowy”. Na pewno pokazał, że „dziwnie” też można i to też się sprawdzi. Lepszy być już nie mógł, bo był faktycznie – najlepszy.

Ocena: KO-NIE-CZ-NIE (ale fani)

Źródło zdjęć: superherohype.com