film,  piątka

5 dobrych filmów o szkole

W okół powrotu do szkoły jest teraz mnóstwo kontrowersji. Ale odłóżmy je na bok, bo to nie jest żaden blog o tematyce społeczno-politycznej. My tutaj o filmach i serialach! A szkoła to jeden z ulubionych tematów naszych ukochanych kinematografów. Tam mogą się dziać cuda. Upojne chwile, gorące romanse, chwile pełne grozy, społeczne przemiany. Darzymy czasy szkolne wyjątkowym sentymentem, dlatego większość z nich traktujemy po macoszemu. Niektóre jednak przekazują młodszym pokoleniom wiele mądrości, a niektóre bawią do łez. Przed Wami zestawienie tych, na które warto zwrócić uwagę.

Wredne dziewczyny (2004)

Wszystkie amerykańskie komedie romantyczne o szkole uczą nas, że liceum to dżungla. Miejsce, w którym samoczynnie, według ustalonych wcześniej wytycznych dzielimy się na grupy: popularni, frajerzy, emo, brzydcy, ładni, futboliści i cheerleaderki. Jedna grupa zawsze zdecydowaną ręką rządzi szkolnymi korytarzami wyznaczając, nie tylko trendy ale także to, w jaki sposób każda z osób jest traktowana przez kolegów z ławek. Cady (Lindsay Lohan) – dziewczyna, która mieszkała wcześniej w Afryce – przeprowadza się z rodzicami do Illinois. To jej pierwszy kontakt z jakąkolwiek szkołą, bo wcześniej uczyła się w domu. Krok po kroku poznaje zasady panujące w liceum, poznając Regine (Rachel McAdams), która jest jej królową oraz jej przyjaciółki – Gretchen (Lacey Chabert) oraz Karen (Amanda Seyfried). Cady zaprzyjaźnia się również z byłym chłopakiem Reginy, Aaronem (Jonathan Bennett), co ściąga na nią nieposkromiony gniew królowej.

Prawdopodobnie jest to ulubiona komedia ze szkołą w tle nie tylko moja, ale każdej dziewczyny. Jest nadal popularna, a dialogi z niej krążą po internecie w postaci słodkich memów. Przerysowana, nad wyraz przesadna jest idealną rozrywką na mgliste wieczory. Śmieszy praktycznie do łez!

Obejrzycie na Netflixie i HBO Go.

Ona to on (2006)

Ah! Wiele lat temu potrafiłam oglądać ten film w kółko. Kochałam się po kryjomu w Channigu Tatuumie, zanim w ogóle stał się tym Channingiem Tatuumem. Wieszałam sobie jego plakaty z Bravo nad łóżkiem, pisałam dla niego wiersze, opowiadania i dostawałam szału, czytając o jego nowych dziewczynach. W „Ona to on” zagrał piłkarza, kolegę Violi (Amanda Bynes), której rozwiązują damską drużynę piłkarską w szkole. Zapalona zawodniczka nie potrafi pogodzić się z utratą ulubionego hobby, więc postanawia przebrać się za swojego brata bliźniaka, który chodzi do innej szkoły, by jako on dołączyć do tamtejszej drużyny. Wszystko się komplikuje gdy zakochuje się w swoim współlokatorze Duku (właśnie Channing) oraz gdy w Sebastianie zakochuje się Olivia (Laura Ramsey), w której kocha się Duke.

To jest ta jedna z ostatnich komedii, w której Amanda wygląda jak Amanda, a nie jak monstrum z dużymi ustami. Zawsze podobała mi się energia tej aktorki, której komediowe role śmieszyły wiele sal kinowych. W tym filmie, przechodzi samą siebie przebierając się za faceta i wręcz do perfekcji opanowując męski ruchy. Płakałam na tym ze śmiechu miliony razy, prosząc, by powstała część druga, w której ktoś przebiera się za kobietę!

Obejrzycie na CDA.

Szkoła uwodzenia (1999)

Oj, wszyscy wiemy, że w szkole wcale nie chodziło o naukę, ale o te wszystkie dramaty i dramaciki! Przychodziło się najcześciej po to, by posłuchać która z koleżanek pisała smsy, z chłopaków, a który z nich zaprosił w końcu kogoś na randkę. „Szkoła uwodzenia” to współczesna i bardziej przystępna wersja „Niebezpiecznych związków” Stephena Frearsa. Szkolny casanova, łamacz serc Sebastian (Ryan Philippe), nudzi się podrywając ciągle to przepiękne i łatwe dziewczyny. Chce poczuć adrenalinę, zmierzyć się z czymś trudniejszym, więc postanawia poderwać szkolną cnotkę Anette (Reese Whiterspoon). Siostra przyrodnia Sebastiana, Kathryn jednak ma trochę inny plan – więc zakłada się z bratem, że gdy ten uwiedzie niedostępną Anette i wyląduje z nią w łóżku, da mu coś więcej. Sprawy komplikują się, gdy chłopak zakochuje się w podrywanej dziewczynie..

Fabuła tego filmu jest zawiła bardzo podobnie do cynamonowej bułeczki. Krąży w kółko i krąży, zawija się pośród słodkiego nadzienia cynamonowego oraz kremu, aż w końcu praktycznie eksploduje. Nie jest to najlepszy tytuł dla antyfanów podobnych, intryganckich obrazów, w których inni są traktowani jak słabsi i gorsi. Ale przyznajmy sobie szczerze – szesnastolatkowie nie widzą między tym żadnej różnicy. Albo może kiedyś nie widzieli. Dopiero uczą się dobra i zła. Jednak warto popatrzeć sobie na młodą Reese, która tutaj buduje swój aktorski dramatyczny kunszt, pokazując, jaka cudowna będzie z niej kiedyś aktorka.

Obejrzycie na CDA.

Wolność słowa (2007)

Szkoła to także kreator naszej przyszłości! Jej sposób nauczania ułatwia nam potem wybór dalszej drogi życiowej. A najczęściej to właśnie nauczyciele sprawiają, ze uczyć nam się chce bardziej lub mniej. Mnie moja ostatnia nauczycielka matematyki nie zachęcała do zgłębiania arytmetycznych tajemnic, może dlatego nie poszłam na tę Polibudę, tylko na humanistyczny kierunek. „Wolność słowa” to film o Erin (Hilary Swank) która, jest młodą nauczycielką, z wielką misją – chce ratować świat, poprzez nauczanie w najgorszym liceum w mieście. Tam chodzą najtrudniejsze przypadki, dzieciaki wywodzące się z najniższych warstw społecznych. Im wszystkim nikt nie przepowiada świetlanej przyszłości, a modlą się by przynajmniej nie trafili do więzienia. Erin napotyka na ścianę, w postaci bardzo niewyrozumiałej i demotywującej dyrekcji szkoły, a później samych nastolatków – którzy nie do końca chcą się uczyć. Ale ona ma na to swoje sposoby…

„Wolność słowa” to wręcz manifest! Do tych wszystkich szkół, które są przepełnione i nie doceniają swoich uczniów, a faworyzują tych, którzy uczą się idealnie. Nie dbają o nastolatki, które potrzebują w tym czasie najwięcej uwagi. A tak przecież łatwo zejść na złą drogę, której potem, po latach będzie się bardzo żałować. Pokazano w nim dwie strony medalu – upartą szkołę oraz upartą nauczycielkę, która postanowiła być bohaterką ich życia. To było piękne! Moim zdaniem to jedna z najlepszych ról Hilary, w której w końcu nie jest mdła i bez charakteru. Da się ją oglądać!

Obejrzycie na Netflixie.

Dosięgnąć kosmosu (1999)

Nie mogło oczywiście zabraknąć filmu z Jakiem Gylenhaalem, na który trafiłam w ostatnim tygodniu! „Dosięgnąć kosmosu” to film o siedemnastoletnim chłopcu, który żyje w trakcie Zimnej Wojny. Widzi na własne oczy, jak Sputnik – pierwsza satelita wysłana na orbitę Ziemi przez Rosjan – okrąża naszą planetę. To wydarzenie inspiruje go tak bardzo, że postanawia zbudować własną rakietę, która będzie działała i wyruszy w kosmos! Homer, zbiera grupę kolegów, którzy pomagają mu zrealizować to marzenie i razem przygotowują się do startu ich pierwszego urządzenia. Na początku, z marnym skutkiem.. ale później stają się praktycznie profesjonalistami w swoim fachu.

Jak zobaczyłam twarz tego słodkiego, młodziutkiego Jake’a nie mogłam nie włączyć tego filmu! Jak na swoje bardzo młode lata (podczas kręcenia miał on 18 lat,) zagrał bardzo profesjonalnie. Momentami drętwo i z dużą dozą naiwności, ale oglądało się to bardzo przyjemnie mimo bardzo zawężonej fabuły. Nie ma w tym filmie miejsca na jakieś inne, niepotrzebne dramaty. Te przemykają praktycznie niezauważone, co ułatwia wyciśnięcie z obrazu, tyle ile się da. A ta historia zdarzyła się naprawdę, a Homer pracuje w NASA i przygotowuje astronautów do podróży w kosmos! Serio!

Obejrzycie na Netflixie.