film,  recenzja

[CRUELLA] Tylko jej nam tu brakowało

Moda na wybielanie antagonistów, na brzydotę, na robienie wszystkiego co nienormalne i tworzenie z tego normalności trwa. Nie mówię, że obalanie schematów to coś złego, bo nie, ale uparte nagrywanie wszystkich antybohaterów to trend naszych filmowych czasów. Dzieciaki wtedy wiedzą, że nie warto oceniać książkę po okładce, a Cruellę po samej nienawiści do łaciatych psów. A to właśnie jej filmowa wersja “Cruella” zdominowała ostatnia nasz Internet!

Czy to wybielona “Cruella”?

Chciałam sobie odświeżyć „101 dalmatyńczyków”, ale nie mogłam tego znaleźć nigdzie. Z tego co pamiętam (bo oczywiście miałam to na kasecie), demoniczna hrabina chciała złapać 101 łaciatych psów by zrobić z nich niezwykłe futro. Na pewno nie działo się to w czasach, gdy wszystkich właścicieli skórzanych płaszczy oblewano czerwoną farbą, ani gdy wytykano palcami morderców zwierząt. Ale umówmy się – wiele bajek Disneya ideologicznie dzisiaj by nie przeszło. Niewiele było w bajce powiedziane o samej Cruelli, natomiast odznaczał się jej wyjątkowy look: obszerne, długie płaszcze, czarno-białe włosy, wielka biżuteria, obcisłe sukienki i wysokie buty. Wyszło więc na to, że uznano ją za postać stylową i modną – skoro chciała zabić biedne pieski by mieć futro, to musiała chcieć zrobić wszystko dla samej kreacji. Prawda?

cruella

Pełnometrażowy film „Cruella” opowiedział o genezie tej postaci. Bo wychodzi na to, że oprócz tego, że lubiła modę to nie wiedzieliśmy o niej nic więcej. Więc można było napisać tę historię od samego początku. Tak też Craig Gillespiagi podjął się zadania i całkowicie od narodzin narysował nam historie znienawidzonej przez widzów Cruelli De Mon. Poznajemy najpierw Estellę – dziewczynkę, która nie jest w stanie dopasować się do jakichkolwiek norm społecznych. Po wywalenie ze szkoły, wraz z matką postanawia przeprowadzić się do Londynu. W drodze do miasta, matka Estelli zostaje tajemniczo zamordowana. Dziewczyna sama dostaje się do miejsca docelowego, już jako sierota, i poznaje w nim dwóch pyszałków – Jaspera i Horacego. Małe złodziejaszki przygarniają Estelle i już we trójkę tworzą dobrze prosperujący złodziejski biznes. Jednak dziewczyna chce zrobić karierę w światku modowym, zatrudnia się więc w najlepszym domu towarowym. Myje tam tylko kible. Nie może wytrzymać za długo jako przykładna obywatelka, więc w przypływie gniewu niszczy jedną z witryn. Odwiedzająca dom handlowy projektantka mody zachwycona jest tworem dziewczyny i zatrudnia ją jako swoją asystentkę. Nie długo trzeba czekać by się okazało, ze obie Panie łączy dużo więcej niż wielki talent, a całkiem ciekawa przeszłość…a Cruella to nie wymysł Estelli, a jej prawdziwe ja!

Historia na pierwszy rzut oka wydaje się dobra, ale scenariusz jest jakby był pisany na kolanie.

Wiele rzeczy pozostało niewyjaśnione, a rozwój postaci włożony gdzieś pomiędzy dialogi. Gdy wyłączymy krytyczne myślenie, będziemy się dobrze bawić na filmie, natomiast jeśli nie – to będziemy się łapać za głowę co jakieś 10 minut. Luki w logice bywają gigantyczne – na przykład to w którym znajdujemy się roku. Wszystkie kostiumy wskazują na to, że są to lata 70, jednak rozwój technologiczny sugeruje, że jednak nie. Jak to się stało, że sierota bez wykształcenia i szkoły umie tak pięknie rysować? W jaki sposób trójka dzieci przeżyła na ulicy przez tyle lat? Nie wiemy i się tego nie dowiemy.

cruella

Z miłości do mody Estelli stworzono całą oś filmu, co moim zdaniem wyszło świetnie.

Odwzorowanie lat 70 – w kostiumach – poszło twórcom wybitnie i każda niteczka zgadza się z tym, co możemy oglądać na zdjęciach z tego okresu. Twórczość Cruelli i jej cały szyk to jedyne piękno jej postaci, bo sama interpretacja Emmy Stone mnie w ogóle nie przekonała. Wiem, że denerwujące odzywki i chamski ton zgarnięto z animacji, ale Emma nie oddaje głębi tej postaci, na którą ona zasługuje. Skoro w „Jokerze” Joaquin Phoenix był w stanie zburzyć wszystkie mury postawione przez innych aktorów ogrywających postać i dobrnąć tam, gdzie nikt nie dotarł, to myślę, że Emma powinna stworzyć swoją własną interpretację dla Cruelli. I dopóki jest Estellą jeszcze gra na dobrym poziomie, ale Cruella wygląda jak lekka karykatura. A szkoda, bo ta postać zasługuje na więcej. Natomiast Emma Thomson jako Baronowa to zupełnie inna historia. Ta postać jest moim totalnym (sztosem) faworytem i chciałabym zobaczyć jej na ekranie więcej! Krwista, nieprzejednana, pewna siebie i mocno irytująca Thomson została moją królową ekranu podczas tych dwóch godzin. Obie Panie zasługiwały na siebie w zupełności – podobnie szalone, kreatywne i pędzące po trupach do celu – ale tylko jedna z nich mogła dostać miano tej „gorszej”. I to o ten tytuł chodziło w filmie, a nie o jakąkolwiek odmianę dobroci.

cruella

Dlatego uważam też, że „Cruella” nie wybieliła postaci De Mon, a jedynie nam go narysowała. My, biedni Millenialsi, w końcu dowiedzieliśmy się skąd pochodziły dwukolorowe włosy hrabiny i jej niechęć do czarno-białych psów. Ale czy faktycznie było to nam do szczęścia potrzebne? Raczej nie. Jednak Disney nie słynie z tego, że daje nam to czego potrzebujemy, a to nad czym możemy się trochę popastwić.

Ocena: idźcie, ale wyłączcie najpierw myślenie

Źródło zdjęć: filmweb.pl