felieton,  serial

[DRACULA] pije krew i siedzi na Tinderze

W ostatnich tygodnia obejrzałam zastraszającą liczbę nowych produkcji. Jedne lepsze, drugie gorsze. Dlatego miałam zagwostkę, którą tym razem Wam opisać. Wiele z nim rozczarowało, ale najciekawszym z nim na pewno był nowy, mini serial Netflixa „Dracula”. Opowieść o najstarszym wampirze świata przykuła moją uwagę na dłuższą chwilę, sprawił nawet że trzęsłam się przez chwilę ze strachu, po czym – śmiałam do rozpuku.

Dracula to najpopularniejszy bohater literacki i filmowy (powstało z postacią ok 18 produkcji) oraz komiksowy.

Przez ostatnie stulecie przybierał różne formy, ale to od niego zaczęliśmy fascynować się wampirami. Jako najstarszy wampir na świecie jest Królem tego gatunku. Ma supermoce: przemienia się w nietoperza, potrafi latać, jest super silny oraz nieśmiertelny. Wraz ze specjalnymi siłami, istnieją też słabości: musi pić ludzką krew, boi się światła, znaku krzyża, w niektórych filmach czosnku i musi zostać zaproszony do domostwa, by do niego wejść.

Wiele produkcji opierało się na mniej więcej podobnym zarysie tej postaci. Drakula był straszny, wysuwały mu się zęby i szybko zjadał swoją zwierzynę, a czasami przybierał postać ludzką, która czuła, oddychała i próbowała żyć. Wielokrotnie jednak mroził krew w żyłach i był bohaterem horrorów, aż w końcu „wampiry” trafiły do mainstreamu poprzez seriale i filmy popularne – „Pamiętniki wampirów”, „Zmierzch”, „The Originals, „Czysta krew” itd. Tam też postać Draculi była inaczej interpretowana i przybierała różne, dziwne postacie.

Natomiast miniserial „Dracula” wyprodukowany przez Netflix opiera się na historii prawnika – Jonathana Harkera.

Jedzie on z wizytą do Transylwanii, by hrabia Dracula podpisał dokumenty nabycia nieruchomości w Wielkiej Brytanii. Dracula chce kupić zamek przy Londynie by móc tam na stałe zamieszkać i… wybić trochę tamtejszej ludności. Jonathan na początku jest u niego gościem, po czym staje się jego ofiarą. Po jakimś czasie hrabia przemienia go w wampira i wypuszcza w siną dal. Nieszczęśnika znajduje siostra Agatha van Helsing, która zatrzymuje go na przesłuchanie. Siostra stara się odkryć wszystkie słabości hrabiego, by w końcu móc go zabić.

Te 3 mini odcinki – po 1,5 godziny każdy – mają w sobie naprawdę dużo uroku! Na początku znajdujemy się w Transylwańskim zamku, w którym Jonathan odwiedza Dracule, krok po kroku odkrywając jego tajemnice. Jest rok 1896, palą się świece, jest przerażająco. Bardzo podobny klimat mamy w drugim odcinku, w którym hrabia płynie statkiem do Europy i tam na pokładzie dzieje się istny chaos. Ale w 3 odcinku akcje osadzono w 2020 roku. Hrabia budzi się po 123 latach uśpienia u wybrzeży Anglii. Na chwilę, potomkini Agathy łapie go, ale później musi go wypuścić. Ten postanawia korzystać z życia w pełni. Uczy się obsługi iPhona, próbuje złapać WiFi, a nowe ofiary znajduje na Tinderze. Jak tu go nie kochać?

Mark Gatiss i Steven Moffat – znani z „Sherlocka” – napisali najbardziej nierówny serial ostatnich lat.

Podejrzewam, że miało wyjść przerażająco i nowocześnie, miało to trochę uratować wizerunek zdezelowanego i zapomnianego hrabi. Ale to oni zapomnieli, że dużo lepiej dla ich portfela by było, gdyby cała produkcja miała ręce i nogi. Fabularnie – gdzieś do drugiego odcinka ma to jakiś tam sens. Mamy spójną historię, która zaczyna się i kończy w tym samym okresie czasu. Zachowany jest klimat horroru, wylewa się krew z każdego kąta, podcina się gardła i w ogóle jest bardzo mrocznie. Patetyczny styl wypowiedzi, bardzo prostolinijne myślenie i brak zagadki do rozwiązania to najgorsze mankamenty całego scenariusza. Do trzeciego odcinka!

Ostatni odcinek jest pełen nierówności, głupot i przerysowań. Totalnie oderwany od reszty, bez wątkowy i bez sensowny. Miałam czasami wrażenie, że tutaj twórcy skręcili w ślepą uliczkę. Miało być nowocześnie, a wyszło.. jak zwykle. Chyba aktorzy też się trochę pogubili w tym wszystkim. Zamiast krwi, flaków i zamian w wampiry dostajemy: randki z Tindera, głupie żarty, niewolnictwo, imprezy, narkotyki. Tak jakby – ktoś w tym momencie nabrał się za dużo LSD i był ostro na haju. Na początku nawet mi się ten zwrot akcji podobał, ale potem stwierdziłam, że dużo lepiej przyjęłabym produkcje osadzoną w tamtych czasach, niż znowu jakąś, która próbuje kreować nowego Dracule na siłę. Po co odmładzać najstarszego wampira na świecie?

Kreacje aktorskie wyszły bardzo drewnianie w całym serialu. Siostra Agatha czyli Dolly Wells – nie wie za bardzo jak udać zaskoczoną, schorowaną czy zadowoloną. Może postać sama w sobie była źle napisana, bo teksty miała niektóre bardzo dobre – zgryźliwe, sarkastyczne, cudne. Natomiast Dracula wyszedł Panu Claesowi Bang bardzo zacnie. Mroczny, tajemniczy hrabia rozrabia na całego! Reszta obsady gdzieś tam przemyka. Większość z nich gra bardzo teatralnie, zapominając, że bierze udział w projekcie, który znajdzie się na platformie streamingowej, a nie w Rzymskim teatrze. Głupot jest tam co nie miara.

Jeśli ktoś lubi się pośmiać i też trochę przestraszyć, to te 4,5 h z Waszego życia przypadnie Wam do gustu. Natomiast jeśli szukaliście fajnej produkcji o najstarszym wampirze, to sorry, ale nie tym razem. Może przy następnym rzucie.

Ocena: nie!

Źródło zdjęć: miro.mediu.com; d.nesweek.com