film,  recenzja

[ETERNALS] Historia kołem się potoczyła

Ten tekst miał wyjść trochę wcześniej, jednak moje refleksje na temat tego filmu ugrzęzły w środku myśloodsiewni. Niby jest dobry, ale widziałam to już parę razy. Jesteśmy poniekąd przywiązani do filmów, które wywołują u nas dobre wspomnienia. A ja zawsze lubiłam marvelowskie genezy. Mają w sobie tę nutkę naiwności, której brakuje reszcie filmów, odsłaniających przed nami okrutne skutki dalszych ciągów tych historii. „Eternals” to coś nowego, czuć w nim świeżość. Jednak czegoś zdecydowanie zabrakło by móc stanąć w tym roku na podium.

Cofnijmy się na chwile o siedem tysięcy lat.

Tak, dobrze czytacie. Cofamy się do 5 r.p.n.e. Ktoś w ogóle wie, co się wtedy tam działo? W jakim stanie emocjonalnym byli wtedy ludzie? W marnym. Dowiadujemy się, że właśnie wtedy na Ziemi grasowali Dewianci, którzy zagrażali istnieniu ludzkiej rasy. By ich uratować, stworzono przez Arishema (członka legendarnej rasy twórców światów i planet Celestian) Eternalsów – nieśmiertelne istoty z supermocami. Wysłani na Ziemie, mieli za zadanie zniszczyć wszystkie potwory i wrócić na swoja planetę. Gdy kończą jakieś sześć tysięcy lat później, okazuje się, że Arishem prosi ich o pozostanie na misji. Bohaterowie rozdzielają się, próbując żyć swoim życie. Nie starzejąc się, zakochując, rozwijając. Aż jedna z nich, setki lat później, napotyka nowego Dewianta i postanawia zjednoczyć „rodzinę” by dowiedzieć się co to spowodowało. A nie wydarzyło się to wcale po raz pierwszy.

eternals

Najciekawszym wyborem przy „Eternals” nie jest wcale Angelina Jolie, a stanowisko reżyserki – Chloe Zhao. Laureatka dwóch tegorocznych Oskarów za „Nomadland” ma na swoim koncie zupełnie inne produkcje. Sam nagrodzony film był pół dokumentem i został uznany za najwyższy wymiar sztuki. Przez co byłam lekko sceptyczna do tego, w jaki sposób podejdzie, do aż tak mainstreamowej produkcji. A wyszło całkiem znośnie i totalnie Marvelowsko. Filmy genezy mają to do siebie, że zasiewają w nas ziarno – pewności i niepewności. Opowiadają nam historie od samych jej korzeni, wprowadzając w świat bohatera. I kochamy je najbardziej na świecie za to, że pokazują nam drogę i skutki podjętych decyzji. Można oczywiście totalnie te genezy położyć – niedomówieniami, brakiem logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego czy po prostu opowiedzeniem historii po łebkach. „Eternals” dostało bardzo mocną genezę i powiedziałabym, że Chloe wykonała swoje zadanie dobrze.

Opowiedziała tę historie porządnie. Tylko po prosto naiwnie i bez entuzjazmu.

Może też dlatego, film uważany jest za przeciągnięty. Jest w nim wiele scen, które można było ze spokojem na sercu wyciąć bo nie wnoszą nic ciekawego. Tempo nie było także za szybkie. Dużo reżyserów, którzy już od dawna kręcą dla MCU stara się upchnąć dużo fabuły w minutowej scenie, przez co po chwili zatracają wątek. „Czarna Wdowa” była zdecydowanie zbyt dynamiczna i przelatywała nam przez palce jak piasek. „Eternals” płyną. Gdy ma być szybko – jest, a gdy wolno i nostalgicznie – jest. Oczywiście waga tych scen jest sobie nie równa i może dlatego ludziom nie do końca podoba się ten film. Po prostu czuć, że niektóre momenty są przeważone, mimo, że dla całości fabuły nie mają za wielkiego znaczenia. A te, które są ważne, potraktowane są lekko po macoszemu.

eternals

Cała grupa scenarzystów spisała się na medal. Dobrze im poszły dialogi – momentami kąśliwe i prze zabawne, które rozładowywały emocje i nagromadzone napięcie w mig. Przez co było lekko i przyjemnie. Bardzo mi to przypominało humor ze „Strażników Galaktyki” czy “Lokiego”, który inspirowany kosmosem sprawdził się tam wybornie. Tutaj, może nie było tylu idealnych nawiązań, ale było z czego się pośmiać.

Wszystko dopełniło całe grono całkiem ciekawych postaci.

Oczywiście, nie jesteśmy w stanie zapamiętać ich wszystkich. Ani ich poznać na tyle, by któreś było nam bliższe lub dalsze. Przy kręceniu filmu o dużej grupie osób, ich wszystkie historie przybliża się z czasem, niejednokrotnie decydując o zostawianiu któregoś w tyle. W tej część zdecydowanie wygrała liderka grupy Sersi (Gemma Chan) oraz jej ekranowy partner Ikaris (Richard Madden). To oni najbardziej zażarcie walczyli z potworami, a potem ze sobą nawzajem. Angelina Jolie dostała oczywiście rolę, którą lubi najbardziej – najlepszej wojowniczki Teny (prawie jak Ateny), która przez za dużą ilość wspomnień cierpi na demencje. Mimo wielu nadziei, na większe zaangażowanie w filmie Kita Harringtona, skończył on na dwóch scenach, by potem odwiedzić nas w drugim ponapisowym dodatku. Zobaczymy go jeszcze więcej, Marvel obiecał.

eternals

„Eternals” może nie było idealne. Pełne było typowych dla Marvela klisz, które powtarzają od tylu lat, że po prostu jest to już nudne. Jednak miało w sobie naiwność, której jakiś czas mi brakowało, skoro już tak daleko zabrnęliśmy w tej historii. Na pewno jest to jakiś powiew świeżości, ale także historia jedna z wielu, która toczy się na tej biednej, atakowanej przez wszystkich Ziemi. Ile razy jeszcze będzie koniec świata, który trzeba będzie zatrzymywać? Wiem jedno – wrócę do tego filmu nie raz.

Ocena: pójdźcie, dobrze się będziecie bawić!

Źródło zdjęć: thewrap.com