recenzja,  serial

[FALCON AND THE WINTER SOLDIER] Duma wojownika

Strategia Marvela na 4 fazę MCU sprawdza się. Studio wypuszcza fajne seriale, które potem uzupełni i wyjaśni w filmach. Dzięki czemu bardziej czekamy na filmy, ale też z większa pasją oglądamy te seriale. Bo chcemy wiedzieć co będzie dalej! Po „WandaVision” przyszedł czas na dwóch obiecujących Panów, którzy niosą brzemię Kapitana Ameryki – „Falcon and The Winter Soldier”. Jak im poszło w tym rozdaniu?

Zaczęli dobrze.

„WandaVision” podniosła poprzeczkę bardzo wysoko. Tak wysoko, że widzę w recenzjach „nie tak dobre jak” i „gorsze od’. Nic dziwnego, po prostu serial o naszej ulubionej parze to było coś nowego. W tym przypadku Malcom Spellman stworzył klasyczne sześć odcinków, wyglądających jak starsze części „Kapitana Ameryki” bez Kapitana Ameryki. Tak, on zdecydowanie nie żyje lub prowadzi życie, o którym zawsze marzył i świata ratować już nie musi. Jak dobrze pamiętacie w ostatnich scenach „Avengers: Endgame” Steve oddał swoją tarczę Samowi i poprosił o zastąpienie go w roli obrońcy narodu. Skrzydlaty przyjaciel nie za bardzo się do tego imał, kręcił nosem i unosił się dumą… więc oddał tarcze do muzeum. Ot co, normalna rzecz.

falcon and the winter soldier

Dokładnie tak jak sugeruje tytuł, nie mamy do czynienia z samą drogą Sama do zostania nowym Kapitanem, ale także Bucky’ego – Zimowego Żołnierza. Najlepszy przyjaciel Steva’a w wieku 106 lat, po Endgame, został ułaskawiony i zmuszony by chodzić na terapię. Jego problemy z PTSD czy dostosowaniem do sytuacji powodują liczną ilość koszmarów i problemy z koncentracją. Nadal przyjaźni się z Samem, więc przy pierwszej możliwej akcji wskakują razem do samolotu i lecą szukać twórców nowego superserum. To podobno znalazło się w krwi pewnej grupy uchodźców o dziwnych poglądach i niecnych zamiarach.

Można by powiedzieć, że “Falcon and the Winter Soldier” to typowe widowisko dla męskiej części fanów.

Naszpikowane brutalnymi scenami akcji i walkami o dobro świata. Lekko przegadane. Ten motyw „terapii” śledzi nas przez parę odcinków, nie w klasycznej formie, ale w domyśle. Chłopaki gadają ze sobą, z różnymi innymi ludźmi, szukają ludzi i dzwonią do ludzi. Przez co więcej się tam gada niż robi. Miałam wrażenie, ze przez te sześć odcinków twórcy próbowali przekonać Sama do podniesienia tarczy bardziej niż chciała tego jego postać. Dlatego też widz przestaje w to wierzyć i widzieć go w tej roli. Zresztą nie wydaje Wam się, że tytuł Kapitana Ameryki nie powinien przechodzić między ludźmi, a zostać tam gdzie było mu najlepiej?

falcon and the winter soldier

Oczywiście serial nie jest zły – jest dobry! Piękne sceny akcji, walki, solidna i ciekawa fabuła. Najbardziej za fraki chwycił mnie wątek Zemo i jego powrotu do tymczasowej normalności. Tę postać na pewno pamiętacie z „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” jako twórcę i ojca Zimowego Żółnierza. Do dzisiaj mrozi mnie ta historia, ale to właśnie z nim odbył się najlepszy odcinek tego serialu! Twórcy zamiast odkrywać przed nami mroczną historie postaci ukazali go w całkowicie innym świetle i to na pewno był ten easter-egg, który chcecie zobaczyć na własne oczy. Podejrzewam, że nie wrócimy już do niego przy następnej okazji.

Jak to na Marvela przystało, połączono typowo mroczną i ciężką ekspozycję z paroma sielankowymi scenami i ciekawymi żarcikami.

Wiadomo, że to są zabiegi, które mają za zadanie lekko rozładować napięcie pomiędzy szybkim przepływem akcji. Mielono także przez chwilę mały wątek rasistowski, który podobno blokował Sama przed podjęciem decyzji o podniesieniu tarczy. Nie było to do końca potrzebne i wymagane, a skoro już o przegadaniu mówiłam to wspomnę i tutaj: musiało być dużo spraw, to było. Rozpracowano historie superserum na wszystkie możliwe sposoby, prawdopodobnie wyczerpując ten temat. Chociaż może się okazać, że nie do końca.

falcon and the winter soldier

Ester-eggiem tego serialu była także postać Johna Walkera – czyli niby zastępczego Kapitana Amerykę. Zastępczego, a potem złego. Jego przemiana – w tym przypadku w drugą stronę niż Zemo – było najmroczniejszym punktem produkcji, a jednocześnie czymś co bardzo ładnie i zgrabnie przełożono z komiksów, dając mu życie. Z tego co się dowiedziałam może on jeszcze nieźle namieszać w kontynuacji… filmowej naszego serialu.

Bo nie wiem czy wiecie, ale „Falcon and The Winter Soldier” nie dostanie drugiego sezonu.

Tego kontynuacją będzie „Kapitan Ameryka 4” z Anthony Mackie w roli głównej. Zaskoczeni? Nie sądzę. Było to planowane jakiś czas temu, ale nikt nie był pewny w jakiej formie się to pojawi. Jest na co czekać, bo zapowiada się to grubo!

falcon and the winter soldier

Jeśli jednak spodziewaliście się czegoś na miarę „WandaVision” to sory, ale nie tym razem. Musimy przyjąć, że każda z tych historii rządzi się zupełnie innymi prawami i po prostu ma swój niepowtarzalny charakter. „Falcon and The Winter Soldier” to tylko jedna z nich, raczej poważniejsza i bardziej „staro-marvelowa”, a „WandaVision” to dla nas było coś nowego, świeżego i niepowtarzalnego. Przed nami jeszcze wiele innych w planach, także oglądajcie uważnie, będzie się działo!

Ocena: warto!!

Źródło zdjęć: filmweb.pl