film,  recenzja

Jak ze snów [WONDER WOMAN 1984]

Ten rok zaczynamy z przytupem – od pierwszego superbohaterskiego filmu. Na „Wonder Woman 1984” czekaliśmy ponad trzy lata, a premiera w pandemie jakoś nie wyszła. Postanowiono przenieść ją na platformę HBO Max i także pozostawić w kinach, tam gdzie są otwarte. Polacy zdecydowali się wprowadzić Dianę dopiero w kwietniu, ale ta już śmiga po wszystkich dostępnych nielegalnych źródłach. Łatwo ją znaleźć, ale gorzej ją polubić.

„Wonder Woman” z 2017 roku to jeden z lepszych filmów DC.

Przynajmniej według mnie. Dynamiczny, pełny interesującej historii, ładnie przełożonej z komiksów. Debiutuje w nim młodziutka nieznana, aktorka z Bliskiego Wschodu Gal Gadot i wszyscy się w niej zakochujemy. Widać, że ta rola jest dla niej stworzona. Pełny akcji, trzymający w napięciu pochłaniacz budżetu porywa tłumy. Dlatego też od drugiej części oczekiwano czegoś na bardzo podobnym poziomie albo nawet lepszego. W materiale źródłowym mamy gigantyczne pole do popisu – wiele historii, które można by umieścić w filmach, zasługujących na uznanie. Wybrano tę z Kamieniem Snów.

Diana Pierce w 1984 roku mieszka w Waszyngtonie i pracuje w jednym z tamtejszych Muzeów. Poznaje nieśmiałą profesorkę Barbarę, do której przyjeżdża dużo nieznanych eksponatów przejętych przez FBI podczas próby kradzieży. Jeden z nich przykuwa uwagę Pań, bo wygląda jak podróbka. Napisane na nim jest coś po łacinie, o życzeniach. Koleżanki sprawdzają to i każda z nich, trzymając kamień czegoś sobie życzy, tak na próbę. Został on skradziony dla jednego z biznesmenów, Maxa Lorda. Ten nagle pojawia się w Muzeum i zaczyna podrywać lekko Barbarę by pokazała mu gdzie trzyma Kamień. Gdy już wiadomo, że faktycznie spełnia marzenia, profesorka pożycza kamień Maxowi, których chce spełnić (nie złapać) je wszystkie. Jednocześnie komplikując wiele innych spraw.

Życzeniem Diany było oczywiście pojawienie się Steve’a.

Kradnie on (przypadkiem) ciało jakiegoś typka i się w nim pojawia na imprezie Muzeum, a Barbary – stać się Dianą. Tak też profesorka zyskuje dodatkowe, Amazońskie moce i zaczyna działać we współpracy z Maxem. I w sumie opowiedziałam Wam pół filmu, a miało być bez spoilerów! Wybaczcie! Końcówki jednak nie zdradzę.

Nie jest to najlepszy film. Trwa on zaledwie, 2:30h, co jest rekordowym czasem w DC. Był mocno reklamowany nawiązaniami do lat 80 XX w. Biło to ze zwiastuna, reklam, promocji. A finalnie mało ich tam jest. Jedna scena w siłowni, dwie może z ubraniami.. i tyle. Wszystkie postacie wyglądają jak wyjęte z 2020 roku. Może dlatego, że nasz styl i przyzwyczajenia modowe mało się różnią od tamtejszych, ale nie wykorzystano potencjału trendu ani ścieżki jaką wychodziło „Stranger Things

Nie jest też dobrze z efektami specjalnymi.

Wiele scen wygląda jakby był robione w latach 90 XX w, z tych pierwszych, średnio udanych “Batmanów”. Serio! Diana lata, a w okół niej chamsko doklejone, rozmazane tło. Nagle wymyka jej się Lasso Prawdy, a jej mina sugeruje, że właśnie ktoś podczas nagrywania ulotnił bardzo śmierdzącego gaza. To zasługuje na Malinową nagrodę. Na szczęście wszystko zostało opatrzone genialną muzyką Hansa Zimmera, która ciągnie te sceny które są niedorobione. Na przykład tą, w której Diana odbywa ostatnią walką z Cheetah. Wszystko super, coś się dzieje, ale nic nie widać! Ekspozycja jest na tak niskim poziomie, że ledwo zauważam Dianę w tej złotej zbroi, już nie mówiąc o szarej Cheetah.

Fabularnie, Patty Jenkins bardzo poniosło. W scenariuszu zawarto milion nielogicznych rozwiązań, które można w bardzo ładny sposób, paroma dialogami wyeliminować. To właśnie to nie spodobało się najbardziej wszystkim fanom. Zacytuję jeden z komentarzy z forum Filmweb:

Pełno głupot: (..) postacie pojawiają się z tyłka tam gdzie pasuje scenarzyście, przemiana tej kujonki w hot Lady karykaturalna, Diana lata bez skrzydeł, końcowa bitwa rozczarowująca i głupia(…) Zakończenie mega naiwne i ckliwe + za duża skala tego wszystkiego.

Forum Filmweb

Niby dużo rzeczy się w fabule klei: mamy dobry ciąg przyczynowo-skutkowy, jednak cel działań Lorda jest nieznany.

Z jednej strony chciał spełnić wszystkie swoje marzenia, ale nikt nie wie dlaczego chodzi po wszystkich przywódcach i próbuje ich skłócić. Skala tego wszystkiego jest zdecydowanie za duża i wygląda, jakby na siłę chcieli stworzyć sytuacje, w której Diana musi ratować świat. Nie wykorzystano dużego potencjału tej, danej fabuły. Robiono już filmy z mniejszym „pierdolnięciem”, w których świat nie umierał – zobaczcie „Ant Man i Osa”. Tam skupiono się na lokalnym i osobistym problemie. Tak też Patty mogła rozwiązać to tutaj, ale zawsze musi chodzić o coś większego, bardziej spektakularnego.

Dla mnie też w „Wonder Woman 1984” nie ma konkretnego antybohatera. Barbara (aka Cheetah) jest bardzo zagubiona i cały jej potencjał „wrogości” został zamknięty w jakiś 3-4 zdaniach i dwóch scenach. Nie czuje tej jej przemiany z potulnej i radosnej na zawistną i złowrogą, bardzo mi się to nie składa. Nie ma ona też jasnego powodu swojego zachowania, przez co cała rola odegrana przez Kirsten Wiig wydaje się taka małostkowa. Dokładnie tak jak Max Pedro Pascala – stworzono postać zbyt karykaturalną, szaloną, totalnie oniemiałą przez nieistniejący cel i posiadane środki.

Cały film pociągnęła cudowna Gal Gadot, która nie miała prawie nic do powiedzenia.

Jak zwykle była świetna i uważam, nadal, że to jest rola idealna dla niej. Końcówka wyszła zbyt ckliwa, za bardzo nafaszerowana kliszami, przez co widz ma wrażenie, ze ogląda superbohaterski rom-com, a nie film pełny akcji. A tej było tam dosyć niewiele. Dlatego wszyscy się głowimy, na co wydano 200 milionów dolarów? Nie na efekty, nie na miejsca (widać, że dużo kręcono z green screenem i CGI), nie na aktorów czy kaskaderów ani kostiumy czy odtworzenie lat 80… To gdzie są te pieniądze Patty?

Na pewno poszły one trochę na marne. Fani nienawidzą tej części, rozpisują się jak nie mogą jej obejrzeć do końca, i już ogłaszają, że nie chcą na nią iść do kina. Ja myślę, że w kinie mogłabym bardziej tę „Wonder Woman” polubić, bo tam wszystko jest większe i lepsze. Ah, wielka szkoda!

Ocena: w zimny, szary dzień, może?

Źródło zdjęć: comingsoon.com, wprost.pl, themarysue.com