felieton,  serial

[LOVE LIFE] Prawdziwa komedia romantyczna

Napisanie dobrej komedii romantycznej graniczy w XXI wieku z cudem. Mam wrażenie, że przerobiono już wszystkie schematy. A nagle spotykający się, kłócący i godzący się ludzie przestali nas bawić tak, jak bawili w latach 90. Carrie Bradshaw ze swoimi sprośnymi żartami i przygodami przestała wystarczać. Ale doceniamy prostotę. Ukazanie istoty sprawy w taki sposób, w jaki to się dzieje w prawdziwym życiu. Bez tabunów róż, śpiewania romantycznych piosenek. Tak po prostu. „Love Life” od HBO to serial w tej swojej prostocie doskonały.

Pisałam kiedyś o tym czego uczą nas komedie romantyczne.

Wielu uniesionych do góry słów, głębokich rozmów, wielkich gestów, nadziei. I ta ostatnia nauka ma w sobie najwięcej dobrego, bo jednak sprawia, że robi nam się lepiej na serduszku. Mi przynajmniej, pozwala pozostać przy zdrowych zmysłach. „Love Life” to serial stworzony w konwencji komedii romantycznej. Obserwujemy życie miłosne Darby (Anna Kendrick), od praktycznie najmłodszych lat. Widzimy to jak pierwszy raz się całowała, kiedy uprawiała pierwszy seks i była w najbardziej poważnym związku. Całą historie komentuje narrator w postaci jakiejś Pani psycholog, która wyjaśnia nam wszystko to co się w życiu Darby dzieje. W okół bohaterki kręci się wielu gości, którzy mają większy lub mniejszy wpływ na jej późniejsze wybory, ale ma ona od zawsze problem z odrzuceniem. Narratorka tłumaczy to tym, że po rozwodzie rodziców dziecko czuje się trochę odepchnięte, przez co na późniejsze odrzucenia reaguje ze zdwojoną siłą. I tak, Darby w liceum, próbując uniknąć rozstania okłamuje wszystkich, że ma raka. Co ma potem bardzo jasny wpływ na jej dalsze wybory.

To opowieść o tym, jak dużo pozostawiają po sobie spotykani i wpuszczani do naszego życia ludzie.

A przede wszystkim Ci, którym pozwalamy w nim przez jakiś czas pomieszkać. Gdy wychodzą, pozostawiają po sobie wiele pustych miejsc, które musimy wypełnić, a czasami są to dziury tak głębokie, że zostają z nami na zawsze. Darby nie jest osobą, która znajduje największą miłość w liceum czy na studiach, z którą potem idzie przez życie. Ona jest zwykłą dziewczyną, która latami szukała tego kogoś – i niech nie zdziwi Was fakt – to właśnie tak wygląda. Dokładnie tak. Dlatego też “Love Life” jest dla mnie wyjęty jak z mojej rzeczywistości. Pokazane zostały w nim sytuacje, które zdarzały się mi samej i z którymi mogłam się w bardzo prosty sposób utożsamić. Ten serial ma też kompetencje do tego by komuś pomóc i dać mu prawdziwą – a nie fałszywą i bardzo ulotną – nadzieję na to, że nam też się to uda. Znajdziemy miłość.

Sam Boyd odpowiedzialny za stworzenie „Love Life” ułożył go w jednoosobową historię.

W sumie nikt za bardzo Darby nie wchodzi w paradę. Anna Kendrick bardzo ładnie poradziła sobie w tej roli, ale ja uważam, że ona je wszystkie gra dokładnie tak samo. Niezależnie od tego czy jest to rola dramatyczna, kryminalna czy w komedii, Anna przybiera te same miny i powiela wszelkie schematy. Świetnie jej idzie w takich komediach, bo potrafi być po prostu neutralna. Nie przeszkadza, nie uwiera, ale danie do zagrania jakiejś większej dawki emocjonalnej sprawia, ze gubi się gdzieś w tym lesie. Drugi plan Annie nie przeszkadza, bo jest zbudowany jako dodatek. Nie ma też tam za wiele wątków, w których można się przypadkiem pogubić. Z bliska obserwujemy Darby, jej przyjaciele gdzieś tam sobie żyją, przy okazji. Dokładnie tak jakbyście mieli opowiadać historie swojego miłosnego życia – przyjaciele by tylko dogrywali niektóre partie, bez wchodzenia w szczegóły ich złożonej osobowości.

„Love Life” to przedłużona, bardziej uszczegółowiona komedia romantyczna, osadzona w twardej rzeczywistości. Ma w sobie jednak bardzo duże zaplecze merytoryczne z dziedziny psychologii związków, które staje się dla nas prawdziwym źródłem wiedzy. Może nie wyciągnie Cię z depresji, ale da parę bardzo ważnych lekcji na przyszłość. Oczywiście, jeśli będziesz oglądać uważnie. Dawno nie oglądałam serialu z tak dużym przesłaniem, który nie byłby o narkotykach, Afroamerykanach, przemocy, gwałtach czy pedofilach. Wygląda na to, że nie trzeba umieć szokować by zrobić dobry serial, który pomoże paru osobom, zmagającym się z czymś podobnym. A ciepło i pokrzepienie powinniśmy umieć sobie przekazywać zawsze, bez względu na tematykę.

Ocena: zobaczcie!

Źródło zdjęć: filmweb.pl