felieton,  serial

[POKOLENIE] Nowi, wspaniali ludzie

Jako millenials trudno mi zrozumieć 15-latkę, która dumnie ogłasza na swoim Instagramie, że chce zostać influencerką. Że chce być sławna, dostawać za darmo paczki z kosmetykami i robić sobie zdjęcia na wyrost. Albo może to jedynie wyobrażenie, które stworzyły media na przestrzeni lat. Trudno mi zrozumieć manifest generacji Z, którzy urodzili się z telefonem w ręku, ogłaszając, że nic ich nie obchodzi. HBO zdecydowało się scharakteryzować tę grupę, dając im własny serial i „Pokolenie” jest właśnie o nich.

A to pokolenie nie jest wcale takie złe, jak je piszą.

Jako marketer i PR-owiec wiem, że ludzie, którzy urodzili się w internetowych kablach mają inne potrzeby. Okazuję się bowiem, że to oni wyznaczają najnowsze trendy, przekazują sobie i sharują memy, i nie mają wysublimowanego gustu. Śmieszą ich pieski, kotki i są skłonni dla Internetu zrobić wiele. Ponad połowa z nich marzy o tym by zostać sławnym twórcą internetu. I to najlepiej na skalę światową. Ich autorytetami nie są Barack czy Michele Obama, tylko Wersow (nie pytajcie mnie kto to), która okleja swojego mercedesa w pieski i swojego chłopaka. To oni także spopularyzowali TikToka – przez millenialsów uważanego za aplikację totalnie zbędną. Ale generacja Z za chwilę wydorośleje i zacznie posiadać decyzyjność zakupową. To też oni są głównymi bohaterami ostatnich młodzieżowych seriali. I może się wydawać, że są nam (millenialsom) podobni to ostatnio HBO udowodniło, że są zupełnie inni. I może trochę ukazali to na wyrost.

pokolenie

Zaczynamy od sceny w centrum handlowym – dwóch koleżanek, które polują na promocję w Sephorze. Nagle jedna dowiaduje się, że właśnie rodzi! A nawet nie podejrzewała, że jest w ciąży. Powiedzielibyście – scena jak z „Teen Mum” i scenariusz historii, które wszyscy powtarzają, ale nikt nie widział na oczy. Potem idziemy na imprezę, parę tygodni wcześniej, na której spotykamy rodzeństwo, nie pewne swoich preferencji seksualnych. Zdezorientowany chłopak i naciskająca dziewczyna. Widzimy także pałającego swoją seksualnością geja. Idziemy z nimi przez fabułę serialu, razem rozwiązując i komplikując życie. Korzystamy z nimi z różnych aplikacji, jedziemy na wycieczkę szkolną i obserwujemy pokolenie, które popija colę ze swoim smartphonem i tam, znajduje miłość.

Miałam momentami wrażenie, że aktorzy (m.in Justice Smith) – którzy zrobili na prawdę kawał dobrej roboty – zostali wystawieni jak zwierzęta w klatce.

Ich postawy krzyczały: patrzcie jesteśmy inni! Te dzieciaki prezentowane w „Jeziorze Marzeń” miały zupełnie inne problemy. Te z „Pokolenia” już nawet system wartościowy mają zbudowany na innych fundamentach. Brak świadomości swojego ciała, orientacji czy możliwości komunikacji komplikuje w ich życiu wiele sytuacji. Ale od czego mają Internet? Miałam jednak wrażenie, że każda z nich została napompowana do dużej wielkości tylko po to by pokazać swoje zdanie na niektóre tematy. Przyjrzyjcie się ostatniej scenie przy Straży Pożarnej i jej symbolice – każdy pozostawiany przedmiot był kuriozalny i miał pokazać, jak bardzo różni się od dzieł popkultury, które dobrze znamy. Kiedyś zostawiało się po prostu listy, dzisiaj olejki CBD.

pokolenie

Nie mówię, że „Pokolenie” jest złym serialem. Ale nie jest do bólu szczere. Trudno mi uwierzyć w niektóre zwroty akcji, ale już wierze charakterystyce samego pokolenie. Oni przejmują się ratowaniem planety bardziej niż wahaniami giełdy. I gdy mają moje zrozumienie i akceptacja w tym temacie, to jednak niepotrzebnie wyostrzone zostały tam ich cechy poboczne – zwariowany styl, pobudki, plany na przyszłość. Mogą one spowodować, że nie polubimy bohaterów, których – i tak poznajemy bardzo pobieżnie. Bo czas antenowy każdy z nich dostał naprawdę niewielki (każdy odcinek trwa mniej więcej 30 minut). Nie przywiązujemy się do nich, możemy jedynie do grających w tle soundtracków.

„Pokolenie” to ładny obrazek, pełny ciekawych postaci.

Jednak dostajemy za mało czasu by zgłębić niektóre wątki i nadać im jakieś znaczenie. Nie jesteśmy w stanie się z nimi się utożsamiać albo by nas w jakikolwiek sposób zaciekawiły. Serial jest trochę zrobiony jako łagodniejsza odpowiedź na „Euforie”, bo nie ma tam za wiele narkotyków i przemocowych historii. Twórcy poruszają tematy, które najbardziej te pokolenie bolą, a jednocześnie to ono jako pierwsze dostało przyzwolenie na mówienie o nich głośno, wręcz krzycząc. Tego, każdy millenials mu zazdrości.

pokolenie

Jeśli HBO zdecyduje się na drugi sezon, chciałabym by bardziej przybliżył nam przedstawione postacie. Pozwolił nam wejść w ich świat, nie tylko za pomocą paru figur retorycznych i symbolice, ale i poprzez samą historię. A wydaje mi się, że ta jest bardzo ciekawa!

Ocena: może później

Źródło zdjęć: hollywoodoutbreak.com