recenzja,  serial

[ROJST 97] Nosił wilk razy kilka

Ostatnio dużo jest polskich produkcji, które zaczynają mieć sens. Prawdę mówiąc, jak zajrzycie sobie na historie wpisów z tego roku, 1/4 to recenzje polskie, nad którymi się zachwycam. Mamy to do siebie, że goniąc za zachodem, zapominamy o swojej tożsamości narodowej i próbujemy stać się tamtymi, Amerykanami. A wychodzi nam wszystko koślawo. Jan Holoubek podszedł do sprawy inaczej i wycisnął z polskiej tożsamości istną lemoniadę dając nam nowy sezon „Rojst” we współpracy z Netflixem.

Zadbany serial to rzadkość.

Lubimy robić wszystko na łapu capu, a potem spodziewać się nie wiadomo jakich od tego przychodów. Jednak gdy Netflix zaczął dawać pieniądze polskim studiom na produkcje, tym zaczęło chcieć się pracować. W końcu amerykański koncern nie leci w kulki i może sprawić, że polska aktorka stanie koło tego Brada Pitta, prawda? To nie są przelewki. To się stało z „Sexify”, które widniało w światowym TOP 10 serwisu przez parę tygodni i nie schodziło z ust mediów filmowych na całym świecie. Tak samo może stać się z „Rojst”, które Netflix przejął od zamkniętego Showmaxu. Klasyczny kryminalny serial ubarwiono przepięknymi szczegółami, a Jan Holoubek stał się w moich oczach pedantem scenografii do kwadratu.

rojst

Małe miasteczko, w którym popełnia się zbrodnie. Skąd to znamy? Oj, z każdej powieści, kliszy, z serialu „Fargo”, „True Detective” czy losowego odcinka „NCIS”. „Mord”, powieść Marcina Wrony, na której podstawie napisano scenariusz do „Rojst 97” to opowieść nawiązująca do powodzi z 1997 roku, która w niewielkim miasteczku odkrywa zamordowane ciało młodego chłopaka oraz tajemnice sprzed wojny. Pani Detektyw ze stolicy Anna Jass (Magdalena Różczka) oraz starszy sierżant Adam Mika (Łukasz Simlat), z lekką pomocą nowego redaktora naczelnego Kuriera Wieczornego Piotra Zarzyckiego (Dawid Ogrodnik) postanawiają odkryć tajemnice dziwnej śmierci 12 letniego chłopaka i dowiedzieć się, co spotkało przedwojenne ciała z bagien.

Oczywiście, cała ich podróż do prawdy nie jest łatwa. Ale jaka piękna!

Na pierwszy plan wysuwa się idealnie zaaranżowana scenografia 1997 roku w Polsce. Holoubek zadbał o wszystkie szczegóły wraz z ekipą Janusza Mazurczaka. Przenoszą nas do pięknych i szarych bloków, budowanych segmentów i bliźniaków, w których odgrywa się cała ta historia. Zaopatrzono ekipę w rozpadające się samochody, gigantyczne telefony i komputery, dając nam do zrozumienia, że to był dopiero początek cyfryzacji. I wszyscy byli nią raczej przerażeni, niż zachwyceni. Tak jak w „Stranger Things” czas odgrywał główną rolę, tak w „Rojst 97” momentami przysłaniał on całą resztę. A fabuła nie wybija się ponad to, co już kiedyś widzieliśmy. Każda taka historia ma jedną prawdę i nie daje wiele pola do popisu dla naszej wyobraźni. Jednak tę napędzają wątki poboczne – w tym przypadku bardzo precyzyjnie ukazani Jehowi. Społeczność pokazano jako „nawiedzoną”, a nie jako złą i niedobrą, jak to zwykle bywało. Spacyfikowano także gejowski akcent, uznając go jako całkowicie normalny akt w fabule. Brawo! Dodatkowo przewija się wątek historii sprzed wojny, która zaaranżowana w prawdzie w jednym miejscu, bije bardzo po naszym mięśniu sercowym.

rojst

Niestety padły niektóre kreacje aktorskie. Magdalena Różczka i jej policjantka to świetna rola, ale w połączeniu z Łukaszem Simlatem. Nadano jej bardzo typowy i kliszowy charakter, który bez jąkającego się partnera wypada miałko. Ile razy widzieliśmy na ekranie podobne postacie, które miały za zadanie być mocne i ciężkie, w każdej interakcji? Magdy Anna jest ciężka sama w sobie i nie dostaje szansy na to by pokazać jakieś słabości. Wręcz powiedziałabym, że zachowuje się jak facet, bez względu na okoliczności. A odrobina kontrastu by jej tu posłużyła na korzyść. Dawid Ogrodnik i jego Piotr w porównaniu do pierwszego sezonu „Rojsta” dostali wielkich skrzydeł. Uważałam go za typowego głąba większość pierwszego sezonu, który pragnie się wybić na barkach Andrzeja Seweryna. Tutaj sam daje sobie świetnie radę, a nawet udaje mu się zbudować postać wiarygodną i godną tego drugoplanowego miejsca. Fajnie wypadła także Zosia Wichłacz i jej rola żony Piotra, Teresy. Postać dostała charakteru i zarysu, którego się nie spodziewaliśmy.

Wszystko zostało dopełnione przez mój ulubiony szczegół – kostiumy.

Magda Różczka nosi oryginalny strój z 1997 roku, który ktoś trzymał w szafie i zachował do tego pięknego dnia. Reszta aktorów, ubrana przez Weronikę Orlińską to prawdziwa sztuka w sztuce! Uwielbiam seriale, które budują swoją renomę na szczegółach, bo wtedy, nawet miałka i bezsensowna fabuła zaczyna nabierać kształtów. Ogląda nam się lepiej i milej patrzy na obraz pełny.

rojst

Oczywiście, cała zagadka w „Rojst 97” nie była prosta, ale postanowiła się ograniczyć do sławnego powiedzenia: „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”. I szkoda byłoby Wam spoilerować, kto zabił, mącił i dzielił, natomiast jeśli z „Rojstem” pójdzie tak dalej i będzie tego więcej, to może się też tak skończyć. Uważam, że dobre seriale powinny nimi pozostać, bez szans na kontynuacje. Jednak całość obejrzeć warto, by zobaczyć tę dbałość o szczegóły Holoubka, która tak pięknie wygląda na ekranie.

Ocena: możecie sobie puścić

Źródło zdjęć: vogue.pl