recenzja,  serial

[SEXIFY] Sztuka polskiej, dobrej zmiany

Podeszłam do tego z dużą dozą realizmu – przecież to nie może być dobre! Gdy klikałam „odtwórz” domyślałam się, że mogę obejrzeć ten serial jedynie do przysłowiowego „kotleta” i potem napisać w recenzji jak bardzo mi się nudziło. Ale tak nie było. Każdy odcinek wciągałam dosłownie nosem i nie miałam dość. Może „Sexify” to nie jest polskie „Sex Education” ale zbliżyło się do nich na tyle, że dla mnie jest oznaką dobrej zmiany dla polskich twórców na Netflixie.

Ile razy pisałam, że Polacy nie umieją robić scen seksu?

Że nie potrafią opowiadać o seksie tak, jakbyśmy my, Millenialsi (najgorsze pokolenie na świecie) chcieli? Pisałam o tym przy okazji recenzji „365 dni”, że Polska Szkoła Filmowa, dokładnie tak jak lekcje WDŻWR, pozbawiona jest dobrego warsztatu ze scen seksualnych. Przez co jest może na rynku z 2-3 filmy, które bardzo dobrze oddają sedno sprawy. I nie chodzi tutaj o to, by ukazywać wszystko „od wewnątrz” i realistycznie. Ale przynajmniej wyeliminować ten element „wstydu”, który wiecznie towarzyszy na minach ludzi ogrywających te sceny. ”Różyczka” i „Sztuka kochania” to dwa moje seksualne hity. Dzisiaj dopisuje do nich jeszcze jeden – „Sexify”.

sexify

Piotr Domalewski i Kalina Alabrudzińska przeszli w dniu premiery do historii polskiej kinematografii na Netflixie. Od pierwszych zwiastunów nikt w ten serial nie wierzył – bo o czym? O orgazmie? Ostatnio o tym mówiła Michalina Wisłocka i to najwyraźniej na marne! A „Sexify” nie jest tylko o tym, to także nie jest teen drama, ani w ogóle żadna drama. Natalia (Aleksandra Skraba) jest najlepszą studentką informatyki i pracuje nad aplikacją, która da je dostęp do ministerialnych pieniędzy i bilet do wielkiego świata. Nagle jej pomysł zostaje „zdissowany” i musi go całkowicie zmienić. Doktor ją pyta – czego potrzebują wszyscy? Paulina (Maria Sobocińska) to także studentka, ale z typowego polskiego, wiejskiego domu. Mieszka po kryjomu z narzeczonym Mariuszem i spowiada się ze swoich seksualnych ekscesów. Niestety nie zadowala ją to życie, ale nie potrafi tego dobrze zakomunikować, więc błądzi. Monika natomiast to księżniczka z bogatej rodziny. Ojciec odcina ją od koryta, gdy ta przestaje chodzić na uczelnie. Wysyła ją do akademika, gdzie Monikę (Sandra Drzymalska) ponosi studenckie życie.. dosłownie! Gdy Natalia w końcu wpada na pomysł stworzenia apki o seksie i orgazmie, zaczyna szukać ochotników, którzy pomogą jej rozwinąć i zbadać ten temat. A sama jest w tym dosyć zielona…

„Sexify” oparło się nie tylko na seksie, ale także na sile kobiecej jedności.

Trzem dziewczynom nie tylko przyświecały myśli o uwolnieniu własnej seksualności, ale także o tym, że ich koleżanki potrzebują tylko tego – apki, która powie im, jak osiągnąć orgazm. A nie jest to łatwe! Serial został świetnie napisany i mimo dosyć patetycznego – i wydawać by się mogło, ze na polskie realia – kontrowersyjnego tematu, wybrnął z niego. Na samym początku myślałam, że zostanie on potraktowany pobocznie, omijając główne zależności i formuły, ale Kalina z Piotrem poszli na całość. Zagrali va bank i zgarnęli wszystko!

sexify

Serial od tygodni utrzymuje się na liście „Top 10” na całym świecie i zebrał świetne recenzje. Lekki, przyjemny, świeży – tak właśnie o nim piszą wszyscy moi koledzy. Ja nie pożałuje także pochwał: jest ciekawie i ze smakiem. Wkręciłam się na całego i nie wpisuje tego tytułu na listę moich „guilty pleasure” ale właśnie „quality pleasure”. Widocznych jest kilka lekkich odchyleń i nierówności, twórcy zainspirowali się bardzo „Sex Education” ale także i innymi tytułami. Powtórzono nawet scenę z „Seksu w Wielkim Mieście” w finale serialu. Koniecznie się przyjrzyjcie! Nie powtórzono amerykańskiego stylu jeden do jednego, a dodano do niego polską nutę. Ciężkie sceny, post-PRLowski styl wnętrz lub te „total IKEA” są naszą broszką. Nie poskąpiono bohaterkom także niecodziennego i mało cukierkowego stylu ubierania oraz wypowiadania się. To co miało zostać polskie, polskie było.

Bardzo przekonują wszystkich widzów bohaterki.

I powiem Wam, że to one początkowo zwróciły moja szczególna uwagę! Gdzieś w pierwszych odcinkach lekko zdezorientowane, ale im bliżej końca, tym rozwój tych postaci bardziej zachwycał. Natalia, Monika i Paulina stały się moimi „seks-bohaterkami” bo zażarcie walczyły o „orgazmy” niczym wcześniej wspominania Wisłocka. I zdawać by się teraz obcokrajowcom mogło, że Polska to jest całkiem wyzwolona seksualnie. Prawda? Sceny seksu, mimo że pocięte, były soczyste. Mieliśmy do czynienia z dobrym materiałem o mało sztywnych i całkiem luzackich scenach kopulacji, bez żadnych udziwnień. Dla polskiego kina jest to na pewno dobra zmiana!

sexify

Najważniejsze jest jednak to: Piotr Domalewski i Kalina Alabrudzińska wymyślili konwencję i zarys fabuły przed pandemią. I o dziwo, zamiast gdzieś iść utartymi szklakami, stosować się do naszej narodowej cenzury i bać się opinii Polaków, poszli za głosem serca i zaryzykowali. Wyznaczyli nowy szlak dla wszystkich tych, którzy bali się scen seksu w polskich serialach, filmach i nie wiadomo gdzie jeszcze. Którzy bali się zrobić dobry serial, z produkcją oznaczoną PL, tylko dlatego, że nie wolno widzów rozpieszczać dobrymi produkcjami. A wolno! I to jest właśnie ta najważniejsza dobra zmiana.

Ocena: obejrzyjcie koniecznie

Źródło zdjęć: netflix.com, glamour.pl