recenzja,  serial

[SPRZĄTACZKA] Światełko w tunelu

Ciężko opowiada się historie poważne. Takie z życia wzięte, gdzie realnie było tysiące emocji, a teraz trzeba to podać widzom w taki sposób, by oni poczuli przynajmniej kilka. By włączyć ich empatie, by nie zapomnieli o danym obrazie pięć minut później. Już po zwiastunie wiedziałam, że udało się to twórcom nowego mini serialu Netflixa „Sprzątaczka”.

Stworzony na podstawie autobiografii

Książka Stephanie Land to światowy bestseller. Ale to było jej życie! „Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze” – tytuł jej książki zahacza tylko o jeden wątek, a jest w niej ich o wiele więcej! Mimo, że wielokrotnie pokazywano już wszystkie bardziej i mniej edukacyjne seriale o przemocy domowej, nie ujęto jeszcze tego w taki sposób. Stephanie była męczona przez swojego partnera psychicznie, przez co wiele lat nie była uznawana za ofiarę. Często takie osoby spycha się na sam koniec kolejki o pomoc, co zresztą się wydarzyło.

sprzątaczka

Jednak książka to była tylko inspiracja. Warner Bros Pictures oraz Molly Smith Mezler („Orange is the new black” lub „Casual”) opowiedzieli historie Alex. Młodej matki, która musi uciekać z domu, chroniąc siebie i córkę przed dręczeniem psychicznym i napadami agresji swojego partnera. Nie jest to proste, ten przez ostatnie lata trzymał Alex w bańce, powodując, że nie miała swoich pieniędzy ani znajomych. W zasadzie, to nie miała nikogo do kogo mogłaby się zwrócić o pomoc. Idzie więc do opieki społecznej, która też nie może jej pomóc – nie jest ofiarą przemocy (nie ma siniaków, wiadomo), nie ma stałej pracy, nie ma studiów, rodziców. Nie ma nic.

Mogłoby się wydawać, że będzie to historia jednotorowa, która tak czy inaczej skończy się dobrze.

Zobaczymy dziewczynę, która spada na samo dno. A później odbija się z tej otchłani i wychodzi na prostą. I faktycznie, gdzieś koło 2-3 odcinka, jesteśmy pewne, że Alex powoli dostaje swój happy end i wszystko się ułoży. Ale nagle koło się zatacza i wraca do punktu wyjścia. “Sprzątaczka” okazuje się mieć dużo więcej warstw niż byśmy podejrzewali. Nie chodzi tylko wyłącznie o samą stabilność, ale też odnalezienie siebie w danej sytuacji. Alex nie walczy tylko o dobro dziecko, ale także o swoje dobro, które trudno jej ujrzeć poprzez te wszystkie nakładające się na siebie zależności.

sprzątaczka

Od pierwszych chwil serial zapiera dech w piersiach i smuci. Nie raz zakręciło mi się parę łez na twarzy, tyle emocji w tych odcinkach było! Molly sprowadziła swoją bohaterkę na takie dno, że każdemu z nas robi się słabo. A Margaret Qualley dała swojej roli najpiękniejszą duszę. Dawno nie widziałam tak dobrze zagranej postaci (i napisanej postaci), która walczy mocniej niż ktokolwiek inny, chociaż sił jej brak. Stała się dla nas superbohaterką, bez żadnych specjalnych mocy. I kibicujemy jej od początku, dopingując na każdym kroku. Ba! Nawet przez chwile zaczynamy wierzyć w przemianę jej chłopaka, gdy ona decyduje zaufać mu ponownie! Sama Margaret nie jest nowością na szklany ekranie – widzieliśmy jej epizodyczny występ u Tarantino, w “Pewnego razu w Hollywood” czy w bardzo głośnej reklamie Kenzo.

Reszta postaci równie dobrze radzi sobie z nadanymi rolami.

Zachwyca szalona matka Alex – Paula, grana przez Andie MacDowell. Jej zwariowana osobowość, zmienne nastroje i przykra historia miesza się z jej optymizmem i pasją, tworząc jeden z najlepszych elementów tego miniserialu. Razem z Alex tworzą zabawną, patchworkową rodzinę, która co jak co, zasługuje na szczęście i spełnienie.

sprzątaczka

To nie jest serial o słabościach ani o niesprzyjających okolicznościach, które zdarzają nam się na każdym kroku. Dla mnie to serial o sile, o odwadze, o zmianach. O tym, że warto walczyć, mimo, ze nie widzi się światełka w tunelu. Przepięknie zrealizowany, o dużej sile przekazu. Udowodnił nam, że nie trzeba wymyślać nie wiadomo jakich tez i twierdzeń, cytować całą rzesze filozofów, tworzyć postaci mądrzejszych niż one same czy pisać historie słodko gorzkie (teraz najbardziej na fali), by pokazać ludziom coś wartościowego. Brawo Molly!

Ocena: koniecznie obejrzyjcie!

Źródło zdjęć: thedailybeast.com