film,  recenzja

[SWEAT] Kochani, musicie to zobaczyć!

Udany film o influencerach? Brzmi jak istny Złoty Graal, którego nikt nie widział, ale podejrzewa, że istnieje. Motyw pojawia się w serialach i filmach zazwyczaj bardzo stereotypowo, a to nie pociesza influencerów w żaden sposób. Ani nie zmienia naszego stosunku do nich. Magnus von Horn – absolwent łódzkiej filmówki postanowił ten zwyczaj zmienić i nakręcił „Sweat” – film o influencerce, nie taki jak myślicie!

Nie wiem czy dobrze to widzicie!

Tekst ten kojarzy nam się najbardziej z influencerami, Youtuberami i innymi tego typu zawodowcami. Nasze postrzeganie tego „zawodu”, jeśli można tak to nazwać (można), ogranicza się do otrzymywania rzeczy za darmo oraz ciągłego łażenia i nagrywania wszystkiego telefonem. Influencerzy nie boją się pokazywania swojej prywatności, dzieci, chłopaków, im bardziej cukierkowy temat tym lepszy. Ludzie to kochają! Ale wiąże się to z milionami wyrzeczeń i „sprzedaniem” kawałka siebie opinii publicznej. Nie będę oczywiście dywagować, czy jest to słuszne czy nie – każdy potrafi to sam przed sobą przyznać – ale warto Wam nadmienić, że nic nie jest tak piękne jak się go maluje i to właśnie pokazał nam w „Sweat” Magnus.

sweat

Sylwia jest najpopularniejszą influencerką fitness w kraju. Wydaje filmy, ćwiczenia, doradza jako trenerka personalna, poleca białka i suplementy. Jest bardzo sławna! Wszyscy ją rozpoznają na ulicy i chcą sobie z nią zrobić zdjęcie. Nagle okazuje się, że ktoś stoi pod jej domem i gdy wychodzi z psem, patrząc na nią… wali sobie konia! Gdy Sylwia odkrywa, że mężczyzna jest jej stalkerem, znajduje wysyłane przez niego filmy i robi się nieciekawie. Jednak nic nie powstrzyma niezłomną trenerkę fitness od tego by znaleźć się w końcu, w Dzień Dobry TVN. Nic! Siła, moc, energia!

Najbardziej urzekło mnie pokazanie Sylwii jako osoby, nie robota!

Tak! A wiecie, czemu akurat to zaznaczam? Według stereotypu każda influencerka jest płytka. Zależy jej tylko i wyłącznie na posiadaniu, pieniądzach i lajkami pod zdjęciem. Sylwia nie jest płytka, pod tym udawanym uśmiechem, znajduje się kłębowisko uczuć i marzeń. I o dziwo, dziewczyna nie marzy wcale o jeszcze bardziej zawrotnej karierze, a o miłości, akceptacji i podziwie. Chce też trochę uwagi i atencji od swoich najbliższych, a jednocześnie ciepła. Postać Sylwii jest tutaj budowana na bardzo delikatnych aluzjach i zmianach ukazania. I o dziwo, ta gra Magnusa ze stereotypami udaje się, bo nagle łapiemy się na tym, że zaczynamy rozumieć bohaterkę i razem z nią płaczemy na kanapie w programie śniadaniowym.

sweat

I dlatego też uważam, że cały film przepięknie został zagrany przez Magdalenę Koleśnik. Oddaje jej bardzo niski pokłon! Biło od niej stado emocji, osadzonych w oczach! A każdy gest i ton był wyważony perfekcyjnie. To tez bohaterka buduje w nas napięcie, bo nie do końca wiemy co zrobi później. Na początku było mi jej po prostu żal, ale w ostatniej scenie jest mi smutno, że oceniłam ją tak ostro!

Może i “Sweat” nie miał być smutny, ale miał za zadanie wzbudzić w nas współczucie.

Najbardziej sprawiła to scena obiadu u mamy. Cała rodzina zachwycona sukcesem Sylwii zaczyna oglądać jej trening. Niestety to nie oni mają najbardziej zachwycać się jej sukcesem, tylko mama. Chemia pomiędzy Magdalena Koleśnik a Aleksandrą Konieczną to coś niebywałego i zdarza się rzadko! Obie kobiety, bardzo się kochają, ale totalnie nie potrafią ze sobą rozmawiać o błahych sprawach. Nie mówiąc o przekazywaniu sobie ciepła, na czym cierpi pewność siebie Sylwii. Kto by pomyślał – influencerki nie pewne siebie, nie kochane, samotne?

sweat

Dobrze, ale czy po seansie „Sweat” będziecie w stanie bardziej zrozumieć influencerów? Na pewno nie, do tego trzeba lat pracy i pogłębiania świadomości, na które społeczeństwo zareaguje jak na segregowanie śmieci. Finalnie wiemy, że nikogo to nie obchodzi, ale próbujemy. Zdecydowanie „Sweat” nie zmieni postrzegania, ale jest najlepszym polskich filmem jaki widziałam od czasu „Hejtera”. Serio!

Ocena: idźcie zobaczyć!

Źródło zdjęć: kinomurnów.pl, kultura.onet.pl