film,  recenzja

Zaniedbani [NOWI MUTANCI]

Za dzieciaka kochałam X-Menów. Napisałam o tym bardzo długi artykuł przy okazji recenzowania ostatniego filmu „Mroczna Pheonix”. I teraz naprawdę robi mi się przykro, gdy widzę, co pozostawiło jeszcze po sobie Fox. Zdusiło ich, przy gardłach i czekało, aż powoli uleci z nich życie. „Nowi Mutanci” mimo imponujących wyników w światowych Box Officach, nie są dobrym filmem, a szkoda.

Cała historia wprowadzenia go do kin nie jest interesująca.

Moi koledzy ze Spider’s Web snują domysły, że jest to czwarty film kończący sagę zaczętą przez Fox filmem „X-Men: Przyszłość, która nadejdzie”, ale prawda jest taka, że jest lekko odklejony od reszty towarzystwa. Nawiązuje średnio do wydarzeń, które działy się w poprzednikach. „Nowi Mutanci” są o grupie zagubionych nastolatków z super mocami, zamkniętych w tajemniczym ośrodku z dr. Reyes (Alice Braga). Doktorka, próbuje nauczyć dzieciaki kontrolować moce i bada je, na wszystkie możliwe strony. Poznajemy „szpital” i jego mieszkańców dzięki przybyciu Dani Moonshot (Blu Hunt). Dziewczyna trafia do niego po tragedii w rodzinnym mieście. Lekarka przekonuje Dani, że jej super moc jest jeszcze nieznana, ale na pewno w niej tkwi. Na pewno.

Dziewczyna w szpitalu spotyka naprawdę zacne towarzystwo – miotacza ognia Roberta (Henry Zaga), drgacza Sama Guthrie (Charles Heaton), Illyanę Rasputin (Anya Taylor-Joy) – która jest siostrą Colossusa z „Deadpoola”, no kiding! Oczywiście jest z nią również, grana przez gwiazdę „Gry o Tron”, Maisie Williams, katolicka wilczyca Rahne Sinclair. Dzieciaki nie dostają żadnego porządnego potwora do walki, ani nawet nie próbują spektakularnie uciec z tego przytułku. Nagle zaczynają nawiedzać ich własne strachy, które stają się za bardzo realne.

Szkoda, że w tej grupie zabrakło chemii.

W ogóle takiego nastoletniego powera, buntu, jakiejś akcji i rewolucji nie było. Przedstawiono postacie bardzo pobieżnie, przez co nie przywiązujemy się do nikogo. Sama Dani jest tak przestraszona własnego cienia, że w sumie dziwie się, że w ostatniej scenie robi cokolwiek. Bardziej już spodziewałam się, że nigdy z tej podłogi nie wstanie. Wiele elementów w fabule się niestety nie zgadza, a sama w sobie została przeciągnięta do oporu. Bardzo ciężko się rozkręca, praktycznie nie mówiąc nam niczego o życiu bohaterów . Do końca nie wiemy jak i skąd oni się tam wzięli czy po co tam są. Ale film brnie dalej w najlepsze, praktycznie lulając do snu.

Najbardziej bolała mnie dynamika, ale też logika. Dlaczego Dani ma w ogóle moc, która rozpoznaje Twój największy strach, ale nie umie jej kontrolować? Dlaczego, w ogóle ta moc zaatakowała nią samą? Przepraszam za spoilery, ale to jest miejsce, które totalnie mi się nie klei. W porównaniu do najsilniejszej mutantki Jean, ta moc jest jakaś śmieszna. Do tego twórcy wrzucili do filmu wątek LGBT. I fajnie, w trendach i bardzo miło. Ale po co? Było tam go jak kot napłakał i wynikał z jakiś dwóch spotkań pomiędzy bohaterkami, w których wymieniały się bardzo ograniczonymi dialogami.

Najlepsze z tego wszystkiego było ostatnie 15 minut, w których coś się w końcu zaczyna dziać.

Illyane nawiedza jej strach, który przybiera postać dziwnych Panów bez oczu. Ci gonią wszystkich po budynku.. a Pani Doktor śpi sobie w najlepsze. Potem nagle, z jakiejś chmurki, pojawia się wielki niedźwiedź z czerwonymi oczami. Pięć minut później znika. Z nocy, od razu robi się dzień. Wszyscy idą w swoją stronę. Serio?

Wychodząc z seansu ciągle kręciłam głową i powtarzałam – ale po co? Po co to wszystko Marvel? Fakt, „Nowi Mutanci” czekali na swoją premierę ponad 2 lata. Akurat wydarzyło się tak, że zostali skończeni podczas przejmowania rzeczy Foxa przez Disneya i ktoś ich zepchnął na drugi plan. A teraz jest przecież idealny okres na to, żeby wyciągać jakieś stare futra z szafy i dawać im nowe życie. Niestety tym razem nie wyszło.

Ocena: darujcie sobie

Źródło zdjęć: spidersweb.pl